10946

Traktat o emotikonach (II)

 

Nie powinno się wpuszczać do internetu takich ludzi jak ja, pomyślałem. Pod żadnym pozorem nie powinno się pozwalać takim ludziom jak ja (przede wszystkim zaś mnie) pisać, a już na pewno nie w internecie. Niechaj sobie zabazgruję karteluszki, marginesy gazet, paper toaletowy – wszystko to, co można łatwo spuścić lub wyrzucić, pomyślałem.

Teraz, w nocy, kiedy minęło na tyle, że mogłem zacząć już pisać, pomyślałem sobie, że popełniam karygodny błąd siadając od razu, niejako z biegu, do pisania. Popełniasz karygodny błąd –  powiedziałem do siebie siedzącego, pochylonego, naprężonego już do pisania –  chcąc z miejsca, zaraz po tym, co się przed chwilą wydarzyło, zacząć pisać, i to jeszcze w internecie!
Tacy ludzie jak ty, a właściwie ty sam – nie zasłaniaj się teraz innymi ludźmi – zawłaszczają przestrzeń internetu do swych własnych najobrzydliwszych, najohydniejszych, chorych, emocjonalnych potrzeb, nijak mających się do właściwych, naturalnych potrzeb, wszystkich korzystających z internetu, zdrowych, normalnych ludzi.

6765

„Zastanawiałam się, czy zazdrość jest strachem przed dzieleniem się, czy strachem przed utratą”.

„Nimfomanka II” (1:40)

4181

Traktat o emotikonach (I)

.

Poruszają nas rzeczy wycięte ze swego otoczenia, zwierzęta spod stołu, ludzie wyrwani z kontekstu, budzą naszą sympatię. Dlatego z takim zacięciem kibicujemy psom lub kotom usuniętym z natury, wklejonym do internetu. Używamy przy tym wszystkich tych wodnistych słów, których nie użylibyśmy nigdy, w innych okolicznościach. W ciekawy sposób efekt ten (wytnij/wklej) wykorzystują księża katoliccy, którzy pokazują się chętnie na szkolnych dyskotekach w sutannach albo pozują do zdjęć na siodełkach harleyów. Chcąc się przypodobać dzieciarni, pozornie porzucają swoją ideologię, ukrywają ją za obłudnym uśmiechem i falującą sutanną. Ja na przykład w ten sposób wykorzystałem do swoich potrzeb pewną popularną piosenkarkę, wyrwałem ją z kręgu popkultury i umieściłem w swoim sentymentalnym imaginarium. Piosenki z jej wczesnych płyt przypominają mi moją młodość, teksty wydają się być głębokie, poruszające, a muzyka jest najlepsza na świecie.

Ostatnio śnią mi się moje miejsca prac wszelakich, w których sprowadzony jestem do roli pracownika, wklejony w  pracowniczą atmosferę sal fabrycznych, biurowych. W tych pracowniczych koszmarach najczęściej błąkam się po korytarzach pytając nieznajomych o drogę, nieustannie spoglądając na zegarek (w rzeczywistości nie noszę zegarka). Myślę sobie, że ten hipnotyczny, wepchnięty na rękę śniącego zegarek, ma mu przypominać o powinnościach, o nieprzystosowaniu, wywoływać u niego poczucie winy. Wycięty z rzeczywistości (z czyjejś ręki), a następnie osadzony na ręce śniącego zegarek, ma za zadanie poruszać nim nieprzerwanie, wytrącać go z równowagi, powodować by zaczął rozczulać się nad sobą, wystraszył się – i w końcu – zaczął błagać o litość.