987

W nocy przewróciło się drzewo. Była druga, może tuż przed drugą, wyszedłem na balkon zapalić, usiadłem na ławeczce, pragnąłem by psy sąsiadów nie szczekały. Za każdym razem, kiedy wychodzę zapalić, pragnę tylko jednego; aby psy nie szczekały. Zazwyczaj staram się uciszać je samym siedzeniem. Staram się sobie wyobrazić; co czują w tych ciemnościach, co widzą. Widzimy uchylające się drzwi, widzimy pełgający ognik papierosa, czujemy zapach obcego. Dlatego szczekamy.

Tym razem nie szczekały. Pozwoliły zaciągnąć się kilka razy. Dopiero hałas upadającego drzewa przymusił je do szczekania. Natychmiast uciekłem z balkonu, chociaż sam odgłos upadania nie był na tyle głośny, by zbudzić sąsiadów. Odgłos, jaki docierał do moich uszu, był z początku odgłosem przełamywania gałązek raczej niż gałęzi, ocierania się kory o korę, na koniec stłumionego upadku. Zapewne było to jedno z tych niewielkich spróchniałych drzew, których splątanie wypełnia podwórko sąsiadów. Podwórko sąsiadów składa się ze splątania spróchniałych drzew, folii, chaosu, dwóch psów wydanych na pastwę podwórka. Dzisiaj rano nie dostrzegłem różnicy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s