20365011074

Wspomnienie o łazienkach

.
Dzisiaj rano, biorąc prysznic w mojej brzydkiej łazience, starałem przypomnieć sobie inne łazienki, łazienki w obcych mieszkaniach, łazienki idealne. Wchodząc do obcych łazienek moich dawnych znajomych (bo miałem znajomych), wchodziłem wówczas do miejsc idealnych (nazwałem je w myślach azylami). Zamiast cieszyć się towarzystwem znajomych, ja wolałem zawsze zaszywać się w ich łazienkach (w azylach). Za każdym razem, gdy byłem w tak zwanych odwiedzinach u znajomych, nie omieszkiwałem odwiedzać ich łazienek. Łazienki moich znajomych przyciągały mnie jak magnez. Idealny zapach obcej łazienki. Idealny kształt obcej łazienki. Idealny zlew obcej łazienki. Idealne wyposażenie idealnej łazienki (kosmetyki, szampony). Idealne oświetlenie obcej łazienki. Nawet sedes, każdy sedes napotykany w obcej łazience, wydawał mi się wówczas idealny. Atmosfera idealnego azylu – przypomniałem sobie. Każda z tych łazienek, łazienek moich znajomych, przygarniała mnie i dopieszczała. Będąc w tak zwanych odwiedzinach u znajomych, godzinami przesiadywałem w ich łazienkach ściągając na siebie nienawiść znajomych tudzież znajomych znajomych, którzy, z oczywistych względów (zajęte!), nie mogli skorzystać z dobrodziejstwa zajętej przeze mnie łazienki.

Reklamy

12586269025

Czasami, w tak zwanych chwilach zwątpienia, aby dodać sobie tak zwanej otuchy, myślę: dopóty życie ma sens, dopóki istnieje Dres Cesarza.

7778742049

„Kiedy się jest w podróży, miejsce, gdzie się było, ogląda się jako wspomnienie. Czuję, że ten rodzaj oglądania jest mi potrzebny. Inaczej nic nie widzę. Boli tylko głowa. Czas i przestrzeń, wiadomo. Ale jest możliwy dystans jeszcze w trzeciej kategorii. Czas i przestrzeń budzą strach. Albo, żeby to określić lepiej, choć szerzej, nieswojość. Przebywanie owej trzeciej drogi budzi strach, tym razem dobrze mówię, strach – paniczny. Wiem o tym, kiedy się zastanawiam nad tym, co mnie wstrzymuje. Nawet kawałeczek przebyty na tej drodze daje z niczym innym nieporównane korzyści. A jednak zawracam natychmiast. Tulę się do siebie i łkam. Można to naprawdę porównać do strachu dziecka bardzo rozpieszczonego, które nawet jeżeli nauczy się już chodzić, zawraca po kilku krokach i tuli się z powrotem. A jestem już starym bykiem”.

Sławomir Mrożek, Dziennik, tom I (1962-1969)

4807526976

Powieści nie można napisać od deski do deski. Pisanie powieści jest jak wzrastanie drzewa, podczas pisania drzewo musi się rozgałęziać, musimy cierpliwie obserwować zarówno całe drzewo jak i doglądać jego poszczególne gałęzie. W trakcie pisania poszczególne gałęzie muszą zaskakiwać nas swoimi formami, tym co z nich wyrasta (wykwita), należy przy tym zachowywać czujność i zdrowy rozsądek, aby w razie niepokojącego rozrostu gałęzi, natychmiast je przycinać. Pisanie powieści to z jednej strony cierpliwe obserwowanie całego drzewa, doglądanie i przycinanie gałęzi, a z drugiej skakanie z gałęzi na gałąź (uwaga na przycięte gałęzie!).

http://press.ifj.edu.pl/news/2016/01/

 

2971215073

Zauważyłem, że uspokaja mnie oglądanie Da Vinci Learning, przed laty podobnie działał na mnie Cartoon Network, w czasach, gdy szanowano jeszcze inteligencję dzieciaków i prezentowano tam takie mądre filmy jak: Ed, Edd i Eddy, Chojrak – tchórzliwy pies, czy Samuraj Jack. Z repertuaru Da Vinci Learning upodobałem sobie szczególnie program Artzooka, którego emisja działa na mnie kojąco. Uwielbiam przyglądać się jak z kawałków folii, papierów, nici, kapsli, drutów, gazet i tym podobnych rzeczy, powstają prawdziwe cuda. A to wszystko z użyciem dawno zapomnianych przedmiotów, takich jak: kleje, nożyczki, plastry, spinacze, gumki do włosów; bez natrętnej muzyki, w pastelowych barwach. Terapeutyczne właściwości programu Artzooka doceniłem należycie kilka dni temu, kiedy jak zahipnotyzowany patrzyłem na wycinanie tekturowego kota, obkładanie go złotkiem, smarowanie klejem, posypywanie kawą – obserwowanie wszystkich tych prostych czynności stopniowo wyrównywało mój oddech, obniżało ciśnienie myśli, i – w rezultacie – przyniosło mi ulgę.

1836311903

Chyba że wypowiadał jak ryba. To znaczy – usta układał jak karp, dolna warga wysunięta nieznacznie, mętne oczy. Prawdopodobnie był tylko wybrakowanym automatem – zaśniedziała sieć połączeń mózgowych pamiętająca lata osiemdziesiąte: po schodach, ze schodów, tramwaj, widokówki.

Bał się po trosze jaja, larwy, poczwarki, imago – tylko wyraźny kształt budził jego zaufanie. Aby nie było wątpliwości: musiały istnieć kolory i skrzydła. Lubił ludzi, którzy lubią ludzi.

Przypuszczał, że można inaczej. Na przykład wyobraźnia i jej dokarmianie – codzienne porcje zdrowej informacji, czasami niepokój, bardzo rzadko trencze. Dopuszczał wyjątki.

1134903170

Ach, gdybyśmy tylko mogli w jednym statusie umieścić wszystko to, co mamy w głowie; wszystkie nasze myśli, przejęzyczenia, naszą samotność, naiwność, niewiarę, nagromadzone w szafach trupy i cytaty, naszą żałosność i zbędność – nie byłoby sprawy.