44945570212853

Bezpowrotnie minęły czasy, kiedy nie mieliśmy szansy dzielić się na bieżąco naszą emocjonalnością. I to było dobre. Ale wszystko, co dobre przemija, był las nie ma nas, nie wchodzi się dwa razy na to samo drzewo, czy jakoś tak, i tym podobne. Koniec końców lądujemy w XXI wieku, wychodzimy z łona matki pod koniec XX wieku i na lata lądujemy przed komputerem, aby za chwilę dzierżyć w dłoni smartfon skierowany w stronę naszej twarzy.

W tej na zawsze utraconej niemożności natychmiastowego uzewnętrznienia stanu naszych uczuć kryła się jakaś prawda, którą teraz, wyposażeni w zestaw gadżetów, pozbawiamy znaczenia, unicestwiamy, wyrzygując konwulsyjnie naszą małostkowość, zamazując ekshibicjonistycznymi wybroczynami bezsens naszego istnienia.

Jesteśmy głupi i przerażeni. Zamroczeni oparami niezrozumienia raz po raz wychylamy głowy i krzyczymy, szukając potwierdzenia naszej egzystencji w reakcjach otoczenia.

 

– To co mam robić?

– Pisz sobie „Kocham cię”, ale rób to codziennie.

– Systematycznie?

– Systematycznie, ale z wyczuciem.

17167680177565

O świetle, o tym samym

 

W całym swoim dotychczasowym życiu kilkadziesiąt razy dochodził do jakiegoś punktu, aby nagle, zupełnie niespodziewanie, tak dla innych, jak i dla samego siebie, wycofać się z gotowej już dla niego przyszłości. Nieświadomie prowadził  z życiem grę – uświadomił to sobie siedząc na sedesie z płynem do płukania ust wypełniającym jamę gębową, który szczypał go w język i podniebienie.

Dwie są pory dnia, które mają znaczenie, obie nierozłącznie związane ze światłem: to świt, a właściwie moment, kiedy kończy się świt, a słońce zaczyna macać ziemię, i zmierzch, a właściwie moment tuż przed zmierzchem, kiedy ciągle to samo słońce zbiera po sobie resztki światła jak rozrzuconą bieliznę.

Tak myślał, nieporadnie, archaicznie, użył nawet porównania (na jego usprawiedliwienie mamy to, że przed chwilą się przebudził), obserwując na podłodze niewyraźną smugę porannego światła, która legła obok uchylonych drzwi łazienki.

Płyn w ustach zaczynał piec. Odchylił głowę i wypluł go do wanny. Weźmy na przykład tak zwaną sztukę filmową; tak naprawdę podobały mi się tylko filmy, których akcja, część akcji, rozgrywała się o świcie lub zmierzchu. Zapamiętałem, a właściwie wryły mi się w pamięć, sceny wypełnione porannym lub wieczornym światłem. Świat niewyraźny!

To prawda, można mówić o niewyraźności, pomyślał, ale równie dobrze można mówić o niedostatku elektromagnetyczności. Korpuskularno-falowy, przypomniał sobie nagle ładne, szkolne określenie. Kor pus ku lar no fa lo wy – wypowiedział głośno, uszczypliwie. W każdym razie zarówno poranne, jak i wieczorne światło, uświadamia nam prawdziwą naturę tego świata, to znaczy jego zmienność.

A może popełniamy błąd twierdząc, że wszystko jest zawsze tym samym, że my jesteśmy tym samym? Upieramy się, żeby być ciągle tym samym, chociaż z dnia na dzień (z chwili na chwilę!) jesteśmy inni. Nasze zacietrzewienie w dążeniu do bycia ciągle tym samym doprowadza nas do okłamywania siebie i świata, a tym samym doprowadza nas do rozpaczy. Oszukujemy siebie i oszukujemy świat, aby nieustannie udowadniać sobie i światu, że jesteśmy ciągle tym samym.

Zrezygnował z wypróżnienia. Myjąc ręce nie potrafił oprzeć się kolejnym, coraz bardziej ironicznym myślom, które jedna po drugiej przychodziły, nie wiadomo skąd, do jego głowy.

W równym stopniu jak my, muszą zmieniać się nasze poglądy, a przynajmniej w najmniejszym stopniu – modyfikować.  W takim samym stopniu jak świat, a świat zmienia się w zastraszającym tempie, w zastraszającym tempie muszą zmieniać się nasze poglądy. A to wszystko w celu uzyskiwania adekwatnego opisu świata. Tylko kościół od tysiącleci nie zmienia swoich poglądów. Okłamuje siebie i świat. My nie możemy sobie na to pozwolić (nie możemy być krową!), widząc zmieniający się na naszych oczach świat, obserwując zmieniających się ludzi.