8944394323791460

Negatyw 2

 

Obserwuję już tylko smutnych ludzi. Ich tragedie. Ich lapidarność. Ich wielojęzyczność. Ich próżne starania w przeklejaniu czarno-białych cytatów i fotografii. Z kraju do kraju. Z kontynentu na kontynent. Z pustki w pustkę.

5527939700884760

o sobie nic już więcej
to kwestia koncentracji
mogłobym inaczej

mogłobym pisać utwór na kwartet
orkiestry smyczkowej
by nie okazać się nie uwidocznić
mogłobym to i tamto
i jeszcze (…) do rozpuku

to kwestia komplikacji
nigdy do przodu zawsze w bok
naraz we wszystkie strony

 

2111485077978050

Tyrania fotografii, której ulegam.

Nieusuwalną wadą mego mózgu jest to, że nieustannie zastanawiam się nad jego funkcjonowaniem. Takie zapętlenie. Na przykład teraz, przeglądając wpisy na facebooku, mój wzrok zatrzymuje się na twarzach, następnie obraz trafia do mózgu, i ja to zauważam. Zauważam, że mój mózg jest tak skonstruowany, aby wyłapywać twarze w ten sam sposób, w jaki algorytm facebooka wyłapuje je i oznacza. Dlaczego moją uwagę przyciągają twarze? Dlaczego zamykam je w ramy – i zamiast dostrzegać całość – patrzę właśnie na nie? Nad tym się zastanawiam.

I dlaczego zalewają mnie twarze?

Zalew twarzy, przez który przepływam codziennie, doprowadza mnie do rozpaczy. Jest jakiś nieprawdopodobny upór, jakaś niesłychana furia w niekończącym się dążeniu ludzi do nieustannego obnażania swoich twarzy. Każdego dnia dryfuję wśród głów, włosów, białek oczu, zarostów, warg, rzęs, zębów, stanowiących o takiej, a nie innej, konstrukcji ludzkich twarzy. Każdego dnia oglądam elementy składowe ludzkich twarzy w różnorodnych konfiguracjach, a każdej konfiguracji wydaje się, iż jest konfiguracją wyjątkową.

Dlaczego ludzie z takim uporem prezentują swoje twarze?

Zamiast, co mnie wydaje się naturalnym, chronić je przed technologią, ukrywać przed światem – ludzie nagminnie odsłaniają swoje twarze, zamiast wstydzić się własnych twarzy, twarzy bądź co bądź należących do gatunku ludzkiego, a więc, nie oszukujmy się; do najgorszego gatunku na ziemi – ludzie bezwstydnie obnoszą się ze swoimi twarzami, co więcej, powielają je w nieskończoność.

806515533049393

Po wizycie odechciewa się. Wobec tego, co tam, wszelkie użalanie się nad sobą to kretyństwo. I chciałbym jeszcze powiedzieć, że mam ogromny szacunek dla pracujących tam osób, dla tych kobiet, które zasługują na więcej. Teraz rozumiem.

SALA

ona gubi rytm w tej sali
w łóżku przy oknie w oknie
jedynym oknie tej sali

to biel to kropla za kroplą
przez szparę w drzwiach
zagląda do niej dezynfekcja

obok jej łóżka jest inne łóżko
ktoś jest na łóżku obok
i naprzeciwko

ale ona chce być teraz sama
i nie chce i sala nie wie
czy ona tutaj jest

498454011879264

Niegdyś miało dla mnie znaczenie, czy zaparzę sobie rano kawę czy herbatę. Byłem z siebie dumny, jeśli nie zaparzyłem sobie kawy, a udało mi się poprzestać na herbacie. Taki drobiazg. Powstrzymanie się od zaparzenia kawy przypisywałem sobie za sukces.

Z innych rzeczy, które straciły dla mnie znaczenie (już mi wszystko jedno), przypominam sobie dbałość o formę wypowiedzi ze względu na czytelnika. Kilkukrotnie, jeśli nie kilkunastokrotnie, czytałem to, co miałem zamiar opublikować, starając się skorygować błędy językowe, krygowałem się i korygowałem, korygowałem i krygowałem się nieustannie, doprowadzając sztukę krygowania się tudzież korygowania do perfekcji, by – co teraz uważam za głupie – w przypadku wątpliwości wykreślać całe akapity. W owym czasie zdanie: „Powstrzymanie się od zaparzenia kawy przypisywałem sobie za sukces.” nie zostałoby przeze mnie użyte.

Obecnie, nie będąc czytanym (ani kochanym), wypijam rano dwie mocne kawy, po czym piszę to, co mi ślina na język przyniesie.

190392490709135

To, co dzieje się teraz (z cyklu: nocne utopie)

 

Perspektywa. Istnienie. Istnienie teraz. I przyszłe Istnienie. Miliony lat, na przestrzeni których obserwujemy (kto obserwował?, kto obserwuje?) zmieniające się Istnienie. W tej chwili nazywamy się ludźmi. Odcinamy się od zwierząt, które wydają nam się prymitywne (zwierzęce instynkty), chociaż sami jesteśmy zwierzętami. Odcinamy się od przeszłości (mechanizmy wyparcia, nazewnictwo). Obserwowana na przestrzeni tysiącleci ludzkość wydaje nam się prymitywna (człowiek pierwotny, człowiek średniowiecza, walki o terytorium, władza, przemoc, Zagłada, itd.). Przez przyszłe Istnienie (czy to będzie sztuczna inteligencja, czy cokolwiek innego) już nie za tysiące, ale prawdopodobnie mniej niż tysiąc lat, także i my (kolej na nas) będziemy postrzegani w ten sam sposób: gatunek (Istnienie), którego jedynym celem było przedłużanie swego trwania, nawet za cenę cierpienia.

Wariant utopijny (optymistyczny): zmienią się reguły. Istnienie – tak, ale nie kosztem bólu i cierpienia. Energia dla przyszłego Istnienia pozyskiwana będzie bez uwłaczania innym organizmom, tak jak dzieje się teraz. Dla przyszłego Istnienia to właśnie my będziemy prymitywami, kopalnianym Istnieniem.

A więc jak się nie przejmować teraz tym wszystkim? Po prostu się nie przejmować. Patrzeć.

Patrz na tych ludzi, patrz na siebie, tak jakbyś patrzył z perspektywy przyszłego tysiąclecia. Z perspektywy przyszłego tysiąclecia to, co dzieje się teraz, wydawać się będzie podłym barbarzyństwem, a i ty sam zaliczony zostaniesz w poczet barbarzyńców.

117669030460994

„Każdego z nas uczono po kawałku jakiejś martwizny; ja znam glinę, ciężary i mechanikę statyczną, ale maszyny znam kiepsko i nie wiem dlaczego w zwierzętach bije serce. Nie uczono nas ani wszystkich całości, ani tego co w środku”.

Andriej Płatonow, Wykop, przeł. Andrzej Drawicz, Warszawa 1990, s. 38.