135301852344707000000

Zanim się obudzę, pragnę zabić we śnie jak najwięcej wypełnionego światłem czasu, chciałbym spać jak najdłużej, najlepiej do południa, jednak budzę się już o siódmej, a czasem nawet wcześniej (sezonowa zmiana naświetlania tej części ziemi przez słońce, na którą nie mam wpływu). Nie pomaga przesiadywanie do drugiej, trzeciej w nocy, dzień bardzo szybko (brutalnie?) wykopuje mnie z łóżka, zmusza do egzystencji, nakazując odliczanie godzin. Nie mam pojęcia, czy to tylko kwestia światła, być może swój udział ma także rozhisteryzowane ptactwo, przed którego niezrozumiałym dla mnie ożywieniem nie bronią nawet zamknięte okna. Niegdyś sądziłem że: grudzień, styczeń, luty; teraz jestem pewien że: maj, czerwiec, lipiec, sierpień to najokrutniejsze miesiące roku.

Zanotowawszy powyższe, pomyślałem sobie nagle, że powodem irytujących rozbudzeń mogą być równie dobrze zamknięte okna! (duchota)

Reklamy