298611126818977000000000

korekta

Reklamy

184551825793033000000000

Koncepcja boga zanadto zalatuje ogólnością, człowiek pragnął zawrzeć w niej wszystko, a to jest największym oszustwem. Od zawsze człowiek próbował objąć swym rozumem Całość, połączyć w jedno wszystko i osiągnąć Spójność, a to jest największym oszustwem. Już choćby to, że mamy tylko pięć zmysłów i nie widzimy ultrafioletu, powinno dać nam wiele do myślenia.

114059301025944000000000

Ja nie wybaczam.

Nie potrafię wybaczać. Nigdy nikomu nie wybaczyłem. Zachowałem w pamięci wszystkie urazy, których doznałem od innych ludzi. Według mnie nie istnieje coś takiego jak wybaczanie. Mówi się, że się wybaczyło, ale tak naprawdę oszukuje się siebie – wystarczy jeden moment, jedna chwila przypomnienia, chwila w której tam, w głowie, rozgrywa się na nowo miniony dramat, aby całe to wybaczanie poszło się jebać.

70492524767089100000000

Brexit

.
Odrobinę wykluczony cyfrowo, ociupinę zdetonowany,
jeszcze się stara, chociaż jest za późno.
Najwyraźniej nie wziął sobie do serca. Nie zrozumiał w porę.
Jeszcze próbuje coś zdziałać; liczy przedsionki, przegrody
(sieć naczyń połączonych z wielkimi okami).

Najdłuższy dzień w roku jest karą za wywyższanie nocy,
świat (powinien był o tym wiedzieć) dzieje się zawsze na zewnątrz,
w środku jest tylko odrębność,
w środku są tylko śmieci i pali się płomyk.

26925748508234300000000

Gdyby zaproponowano mi wymianę narządów wewnętrznych na inne, lepsze – i oczywiście gdyby miało się to odbyć bezkonfliktowo, w sposób absolutnie kontrolowany, bezpieczny – czyż nie przystałbym na to z ochotą? Gdyby zaproponowano mi wymianę tęczówek albo uzębienia, czyż nie zgodziłbym się? Lecz gdybym stanął przed propozycją wymiany mózgu na zupełnie odmienny; pozbawiony mojej historii, młody i lekki  – dlaczegóż miałbym się wahać?

16641027750620600000000

Przez okno

.  
W zasadzie nic. Czasem zapiszę sen.
Do połowy jestem pusty, dalej zaczynają się schody
mętne mentalnie, nieporęczne, wybrakowane.
Jutro o tym zapomnicie, już nie pamiętacie
krętych wybiegów cudzej wyobraźni.
I już was nie ma.

10284720757613700000000

Jestem jak zranione zwierzę i takie mam sny. Po części da się to wytłumaczyć jego wczorajszą obecnością. Siedzi z nimi, od czasu do czasu wytrącając mnie z równowagi. Posiada sądy zdecydowane na każdy temat; zaczyna od wypoczynku na łonie natury, po czym płynnie przechodzi do aktualnej sytuacji politycznej. Prawi o błogosławieństwie pracy, zna się nawet na literaturze. Pytam go o teorię brudnej formy.

6356306993006850000000

Epigon (fragment)

 

Trzeba to powiedzieć głośno i wyraźnie, powiedział, w tym kraju nie ma miejsca dla literatury. Wszystko, co drukuje się w tym kraju, drukuje się tylko po to, aby jak najszybciej to sprzedać, czyli opakować w błyszczący papier zwany promocją. Wydawcom, jak i czytelnikom, nie chodzi przecież o nic innego, tylko o ten błyszczący papier zwany promocją. Nie liczy się nawet sam tekst, ważniejsze od tekstu jest zdjęcie autora tudzież autorki dołączone do tego tekstu na tak zwanym skrzydełku okładki książki. W tym kraju nie natknie się pan na książkę bez owego osławionego zdjęcia autora tudzież autorki w wystudiowanej pozie na tak zwanym skrzydełku okładki książki. Raz, błyszczący papier zwany promocją, dwa, osławione zdjęcie autora tudzież autorki w wystudiowanej pozie na tak zwanym skrzydełku okładki książki. Kiedy książka, jakakolwiek książka, zostanie w tym kraju wydrukowana, nikt oczywiście nie zabiera się do jej czytania. Ważniejsze od czytania są tak zwane spotkania autorskie, na których spotykamy oczywiście autora tudzież autorkę z owego osławionego skrzydełka okładki książki. Raz, błyszczący papier zwany promocją, dwa, osławione zdjęcie autora tudzież autorki w wystudiowanej pozie na tak zwanym skrzydełku okładki książki, trzy, spotkania autorskie z autorem tudzież autorką z osławionego zdjęcia w wystudiowanej pozie ze skrzydełka okładki książki. Czytelników w tym kraju zupełnie nie interesuje, co jest napisane w książce, interesuje ich tylko to, co ma do powiedzenia autor tudzież autorka tudzież jak wygląda autor tudzież autorka, jak ów autor tudzież owa autorka mówi, nie pisze, co pija, co jada oraz po czyjej stronie stoi, to znaczy jaka idea przyświeca owemu autorowi tudzież owej autorce ze skrzydełka okładki książki.

Zgadzam się z panem, powiedziałem. Zapomniał pan jednakże o tak zwanym blurbrze (nawet nie wiem jak się to wymawia, a co dopiero pisze!). Dodać do tego wszystkiego należy tak zwany blurb innego autora tudzież autorki, którzy wcześniej wydali książkę z blurbem innego autora tudzież innej autorki zamieszczonym na okładce swoich książek, et cetera. Raz, błyszczący papier zwany promocją, dwa, osławione zdjęcie autora tudzież autorki w wystudiowanej pozie na tak zwanym skrzydełku okładki książki, trzy, spotkania autorskie z autorem tudzież autorką z osławionego zdjęcia w wystudiowanej pozie ze skrzydełka okładki książki, cztery – blurb.

Mimo wszystko, dodałem, powinien pan napisać książkę, jeśli chciałbym przeczytać jeszcze jakąś książkę, to wyłącznie pańską książkę, nie sądzę, abym miał jeszcze natrafić na coś wartościowego, coś co chciałbym przeczytać, dzisiaj nie pisze się już książek, dzisiaj – zgadzam się z panem – produkuje się książki, dzisiaj książka ma trafić na rynek i to rynek decyduje o książce, nie odwrotnie, myślę jednak, że pana książka byłaby wyjątkiem, że pana książkę czytałbym od pierwszej do ostatniej strony z niesłabnącym zainteresowaniem, ponieważ jest pan, nie oszukujmy się, interesującym człowiekiem.

Nie uwierzy pan, ale to samo pomyślałem przed chwilą o panu i o pańskiej książce, ja również uważam, że powinien pan napisać książkę, i że pańska książka zostałaby przeze mnie przeczytana, by tak rzec, od deski do deski. Dla mnie to pan jest interesującym człowiekiem, którego książkę, interesującą książkę, chciałbym naturalnie przeczytać.

To miłe co pan mówi, powiedziałem, ale pańska książka w porównaniu do mojej książki byłaby o wiele bardziej interesująca. O czym ja mógłbym pisać jeśli nie o Zapffem? Gdybym chciał teraz napisać książkę, pisałbym wyłącznie o Zapffem. Czy taka książka byłaby dla pana interesująca?

Ja naturalnie pisałbym o sobie, powiedział, o czym ja mógłbym pisać jeśli nie o sobie? Niestety moja książka również nie byłaby dla pana interesująca, ponieważ napisałby ją, nie oszukujmy się, nieudolny epigon Bernharda.

3928413764606870000000

Coraz trudniej przychodzi mi rozpoznawanie innych – wrodzony, odziedziczony po przodkach brak zaufania. Bezpieczna neutralność. Milczenie.

Przedpołudniem złudzenie, że jestem potrzebny światu. Że się nie lepię.

 

 

2427893228399980000000

List III

 

Mimo że letni dzień, wnętrze domu wypełnione było półmrokiem; zaciągnęła zasłony we wszystkich oknach, zarówno na parterze, jak i na piętrze. Na niewiele to się zdało; światło słoneczne wydobywało zewnętrzne kształty rusztowań, a na nich męskie sylwetki. Ciągle coś tam robili! We wszystkich oknach! Prostowali się i kucali. Powstawali i wymachiwali. Przedłużenie ich rąk stanowiły dziwne kształty, ni to kielnie, ni narzędzia zbrodni. Cień w każdym oknie!

Najgorsze były chwile ciszy, bowiem zaraz po nich musiały, zgodnie z tym czego się spodziewała, nastąpić ataki wiertarek. Słysząc ciszę, antycypowała ataki wiertarek. Te ataki były najgorsze, gorsze od cieni mężczyzn na rusztowaniach, gorsze od wszystkiego.

– Jakby mi kto zęby borował – myślała.

Nie mogła pozwolić sobie na chwilę wytchnienia w żadnym z pomieszczeń domu, czy to w kuchni, czy nawet w palarni. Mężczyźni byli wszędzie. W całym domu. I wszędzie jej dokuczali.

 

PS

Moja ciotka umarła atakowana od zewnątrz. Jej dom otoczyli robotnicy, którzy przez trzy dni i trzy noce próbowali się dostać do wewnątrz. Pisała w liście pożegnalnym o niegasnącej furii robotników, którzy używali najbardziej hałaśliwych sprzętów, począwszy od młotków, przez udarowe wiertarki, a skończywszy na młotach pneumatycznych. Pomagały im zadomowione w stropie korniki.

927372692193079000000

Słowo o guście

 

Pozostaną po nich szkaradne świątynie oraz tandetne, komiczne pomniki, świadczące wyglądem za siebie i za nich, wywołujące uśmiech politowania na twarzach przyszłych pokoleń.

573147844013817000000

Robotnicy zaczęli obkładać styropianem dom. Pewnie nieprędko dowiem się jak wygląda z zewnątrz, ale przecież nie o tym. Ważne jest, że z taką oczywistością (co przewidziałem) irytuje mnie ich rodzimy behawioryzm. Staram się nie być ironiczny, nie wiem na ile mi się to udaje.

Gdybym był ironiczny, napisałbym na przykład, że nagrywam ich teraz przez specjalnie zakupiony w tym celu mikrofon (przecież przewidziałem, właśnie takie zachowanie), by na koniec puścić im na cały regulator całe to kurewskie gadanie, radyjko, wiertarki i młotki. Najważniejsze jest dla mnie to, że nie potrafię się skupić wśród tych hałasów, lecz przecież bez hałasów również nie potrafiłem się skupić.

Gdybym był ironiczny, napisałbym również, że przez moment rozważałem teorię okręgów hałaśliwości. Tylko we własnych objęciach (najmniejszy, wytłumiony okrąg) jestem bezpieczny. W dalszych okręgach już nie: okrąg hałaśliwości rodzinny, okrąg hałaśliwości robotników obklejających dom styropianem, okrąg hałaśliwości ptactwa i psów, i największy, oddziaływujący na mnie przez media, okręg hałaśliwości statystycznej głupoty, masowej nadaktywności.

354224848179262000000

Pierre Teilhard de Chardin (wiki)

„W dzieciństwie fascynowało go wszystko, co gęste”.

„Odmiany postaw wobec życia: ludzie zmęczeni, hedoniści, i ludzie żarliwi. Ludzie zmęczeni – można im przypisać tezę – nie być wcale”.