898923707008480000000000000000

leksykon krytycznoliterackich jednostek chorobowych wg ozdrowiałego znachora (niuchacze, ociosywacze, linkwiści)

 

Obserwując od wielu lat piszące o literaturze osoby, żył w przekonaniu, że nie jest sam, że mimo swojej głupoty, gdzieś tam, po drugiej stronie monitora, jest przecież jednak ktoś, (mądry!, o niebo mądrzejszy od niego) myślący podobnie, kto nie ulegając tak zwanej presji otoczenia, umiejętnie omijając pułapki stronniczości, stara się dostrzegać i uwypuklać to, co zazwyczaj nie jest dostrzegane, a tym samym uwypuklane, ktoś, kto zna się na literaturze.

Ileż to razy samooszukiwał się, że nie jest sam i że w domenie literatury powinien ufać obcym osobom, nie biorąc sobie do serca tudzież na poważnie słów rodziców, że nie powinien ufać obcym osobom (nie ufaj obcym osobom! – powtarzali do znudzenia rodzice), nie zdając sobie sprawy z tego, iż w domenie literatury nie powinien nikomu ufać, a już szczególnie osobom przesiąkniętym ideologią, jakąkolwiek ideologią, być może nawet słuszną ideologią, których wirtualna egzystencja, trzeba to powiedzieć jasno i wyraźnie, sprowadza się jedynie do ociosywania innych, obcych im osób.

Sens istnienia podobnych, piszących o literaturze osób sprowadzony jest wyłącznie, mógłby też powiedzieć (dlaczegóżby nie?) tylko i wyłącznie, do niuchania ideologicznym nosem w celu wyszukiwania imion i nazwisk, a co za tym idzie stojących za tymi imionami i nazwiskami osób z krwi i kości, które można następnie wytknąć palcem, a w ostateczności ociosać pod jakimkolwiek pretekstem, na przykład pod pretekstem pisania o literaturze.

Osoby przesiąknięte ideologią (jakąkolwiek ideologią) miast koncentrować się na tekście, koncentrują się na bezlitosnym wytykaniu palcem imion i nazwisk, a co za tym idzie, na wytykaniu tym samym palcem, stojących za imionami i nazwiskami osób z krwi i kości, nieociosanych do właściwej  tj. najwłaściwszej podług  powonienia niuchających osób ideologii. Jedyny warunek jaki musi zaistnieć, by wirtualna egzystencja takich osób nabrała sensu, można tez powiedzieć barw, to pojawienie się w zasięgu ich nozdrzy imienia i nazwiska, a co za tym idzie dowolnej osoby z krwi i kości. Dla takich osób wystarczającym pretekstem do ociosania jest pojawienie się w zasięgu ich nozdrzy dowolnego (obcego jemu i jego społeczności) imienia i nazwiska, by mogły one, niejako z marszu, przystąpić do praktykowania swych przesiąkniętych słowotwórczą ideologią intelektualnych guseł. Osoby takie, nie bójmy się tego powiedzieć, pozbawione empatii, perspektywy, obiektywizmu tudzież (o naiwności!) najprostszych ludzkich uczuć, co najczęściej kłóci się z wyznawaną przez nie ideologią (paradoks wymykający się percepcji niuchających osób), nie zaznają spokoju dopóki nie wyniuchają, wytkną palcem, a następnie, pod pretekstem pisania małymi literami o literaturze ociosają do właściwej ideologii pierwsze z brzegu imię i nazwisko, a co za tym idzie, stojącą za tym imieniem i nazwiskiem osobę z krwi i kości.

Całymi latami zachwycamy się intelektem piszących o literaturze osób nie dostrzegając, że za tym intelektem nie stoi nic innego tylko ideologiczne niuchanie, wytykanie tudzież ociosywanie. Całymi latami obserwujemy z podziwem intelekt piszących osób, wierząc że nie jesteśmy sami, że jest jeszcze ktoś, kto myśli podobnie, by pewnego dnia przekonać się, że tak naprawdę zawsze byliśmy sami i już do końca naszych dni pozostaniemy sami w naszej izdebnej głupocie. Zachwycamy się intelektem piszących osób nie dostrzegając defektu, by pewnego dnia, niespodziewanie, z głupia frant dostrzec nagle ten defekt, i przez przypadek, fart, cufal, szczęśliwe zrządzenie losu pojąć, że przez cały czas byliśmy sami, a dodatkowo nosiliśmy klapki na oczach.

555565404224293000000000000000

Stojąc w ciemności

 

To wciąż ten sam księżyc, który tkwił nad nami,
tłumaczyłaś mi wtedy, że ma oczy i buzię
i robi takie o.

Twój palec zamarł nad koroną jabłoni
i wisiał tam niewzruszenie, wystarczająco długo,
by ciemność wypełniła się oczywistością.

Do dziś, gdy dostrzegam pełnię, dostrzegam
równocześnie twój wskazujący palec wymierzony w księżyc,
i przyłapuję się na tym, że szukam rysów twarzy,
pytając: Gdzie teraz jesteś?

343358302784187000000000000000

Da Vinci Learning – edukacyjna stacja telewizyjna przeznaczona dla dzieci i młodzieży, założona przez Ferdynanda Habsburga, stryjecznego wnuka ostatniego cesarza Austro-Węgier Karola I Habsburga. (wiki)

212207101440105000000000000000

Kaprys

 

Dzisiaj jestem tykającą bombą zegarową, dlatego uprzejmie proszę nie używać przy mnie słowa etażerka. Ze względu na stan mojego zdrowia proszę powstrzymać się również od następujących wyrazów: generalnie, klimatyczne, aromatyczna, słodki, słodziak  i ogarniam.

131151201344082000000000000000

O tagach

                  

Na facebooku znów zaczęły pojawiać się reklamy wpychające się nachalnie pomiędzy subskrybowane treści. Nie pomaga adblock, nawet ten z plusem. W południe, wiedziony nie wiedzieć jakim przeczuciem, wszedłem w ustawienia preferencji reklam i zacząłem wycinać stamtąd wszystko w pień, z nadzieją, że nie mając żadnych preferencji dotyczących tego nachalnego procederu, uniknę nienawistnego. Zajęło mi to niemal dwie godziny, bowiem zmuszony byłem pedantycznie odhaczać każdy z namnożonych się przez lata tagów oddzielnie; czynność ta wpłynęła niewątpliwie na moją obecną kondycję psychiczną (zmusiła mnie do pośpiesznego, nieprecyzyjnego opisywania), jak i fizyczną (bolący palec wskazujący prawej ręki).
Jakież było moje zdziwienie gdy, podczas usuwania ostatniej preferencji, pojawił się komunikat: Jeśli usuniesz preferencję, nie będziemy już wyświetlać reklam, które są na niej oparte. Być może wyświetlane będą podobne reklamy oparte na innych Twoich preferencjach. Edytowanie preferencji wpływa na trafność reklam, a nie ich liczbę. Tak więc, naturalnie, reklamy pojawiają się nadal. Co ciekawe, dotyczą one teraz ośrodków wypoczynkowych i wody mineralnej, chociaż pijam tylko kawę, ewentualnie herbatę, a poza tym nigdzie się nie wybieram.

Mimo wszystko, czynność ta (czynność wycinania w pień preferencji facebookowych reklam) nie poszła na marne, bowiem podczas nużącego procesu wycinania, mimowolnie nasunęła mi się analogia do mojego mózgu, a właściwie zasad jego funkcjonowania. Czyż i on nie jest bowiem ograniczony do kilkunastu, kilkudziesięciu? nienawistnych mi natrętnych myśli (tagów), których usunięcie (wycięcie w pień) pozwoliłby mi odetchnąć raz na zawsze od niechcianych preferencji, zacząć życie na nowo?

81055900096023500000000000000

Dzień rozpoczęty od zabicia komara. Dostrzegłem go po zewnętrznej stronie drzwi balkonowych, pomiędzy roletą a szybą. Przez długi czas wahałem się, panicznie bałem się klątwy filmu „Wiosna, lato, zima, jesień, wiosna”, lecz w końcu go zmiażdżyłem. Wpisałem się tym samym w odwieczną walkę gatunków, w pożeranie i walkę o byt, w jak nie on to ja. Bałem się, że jeśli ja tego nie uczynię, prędzej czy później to on mnie ugryzie.

Być może nie patrzyłbym dzisiaj z rana tak czarno na świat, gdybym wczoraj nie podkradł kryminału siostrze. Przeczytałem połowę, zapoznając się z losami bohaterów wyjętych żywcem z najpodlejszych brukowców; postaci obmierzłe, stereotypowo odrażające, wszyscy. Podczas lektury towarzyszyło mi czarno-białe zdjęcie autorki ze skrzydełka okładki książki; raz po raz zerkałem na nie, zastanawiając się kogo mi przypomina. Dopiero późno w nocy, kładąc się spać, uświadomiłem sobie podobieństwo do Jokera w wykonaniu Nicholsona.

 

30960598847965100000000000000

Herbata u kleryków

.

Do stanu całkowitego obrzydzenia herbatą doszedłem w młodości, po pewnej wizycie, która miała miejsce w domu mojego najlepszego kolegi szkolnego, sieroty. Ów szkolny kolega, którego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, wyprawiał wówczas swoje siedemnaste urodziny, na które zaprosił mnie, moją ówczesną dziewczynę, tak zwaną pierwszą miłość, to znaczy Sylwię, jak również trzech swoich rodzonych braci, kleryków. Może się to wydawać dziwne, ale wszyscy trzej bracia mojego najlepszego szkolnego kolegi byli klerykami.

Traf chciał, że dobrych parę lat wcześniej, po tragicznej śmierci rodziców w wypadku samochodowym, czwórka młodych jeszcze chłopców, w tym mój najlepszy szkolny kolega, trafiła pod opiekę ciotki dewotki, której metody wychowawcze uformowały z biegiem czasu młodociane umysły chłopaków. Nie wiem jakim cudem wyratował się z tej życiowej katastrofy umysł moje najlepszego szkolnego kolegi, być może stało się tak dlatego, że był to najmłodszy umysł z całej czwórki młodocianych umysłów. Będąc właścicielem najmłodszego umysłu, mój szkolny kolega mógł na własne oczy obserwować postępujące spustoszenia, jakie z biegiem czasu dokonywała cioteczkowa indoktrynacja w starszych umysłach swych braci, a co za tym idzie był w stanie na bieżąco wyciągać wnioski.

Tak więc, owego pochmurnego dnia, znalazłem się z Sylwią na siedemnastych urodzinach mojego najlepszego szkolnego kolegi w otoczeniu kleryków. O ile sobie przypominam ani ja, ani Sylwia nie rozmawialiśmy wówczas z klerykami, w każdym razie wymieniliśmy prawdopodobnie jakieś grzecznościowe formuły, po czym wszyscy z miejsca podzieliliśmy się na dwie grupy, które zaczęły toczyć odmienne dyskusje, w jednaj z nich znalazłem się ja, Sylwia oraz mój najlepszy szkolny kolega, druga utworzona została przez kleryków.

Być może nie doszedłbym wtedy do stanu całkowitego obrzydzenia herbatą, gdybym nie ujrzał jak trzej młodzi klerycy piją herbatę. Trzech młodych kleryków upchniętych w jednym pomieszczeniu, do tego pijących herbatę, proszę to sobie wyobrazić! Bardziej niż sami klerycy, przerażało mnie jednak picie przez nich herbaty. Pomyślałem sobie wówczas, że to picie herbaty jest bardzo groźne, że nie pozostało im już nic innego, jak tylko to picie herbaty, że tak naprawdę myślą już o czymś innym, że ich myśli zaczynają krążyć już gdzieś indziej, a oni nie mogą powstrzymać swych myśli od tego krążenia, dlatego zmuszeni są teraz pić herbatę. Tak sobie wówczas pomyślałem.

Zanim jednak doszło do picia herbaty, przeraziła mnie równie, jeśli nie bardziej od kleryckiej celebracji picia herbaty, klerycka ceremonia przygotowywania herbaty. Proszę sobie wyobrazić, że najpierw jeden z kleryków zapytał pozostałych, czy już chcą się napić herbaty, tak jak gdyby przez cały czas nie myśleli o niczym innym tylko o piciu herbaty, następnie drugi kleryk wystąpił z gwałtowną propozycją pomocy przy herbacie, na co pierwszy kleryk odpowiedział, że nie, że nie trzeba, że sam przygotuje herbatę. I rzeczywiście, od razu zaczął przygotowywać herbatę.

Zauważyłem wówczas, że pierwszy kleryk nie zapytał się ani mnie, ani Sylwii, ani też swego niekleryckiego brata, czy któreś z nas również chce się napić herbaty, jak gdyby picie herbaty nie miało dla nas takiego znaczenia, jakie niewątpliwie miało dla pozostałych kleryków, dopiero po chwili zreflektował się, i zapytał również nas, to znaczy Sylwię, mnie, i swojego brata, czy też chcemy się napić herbaty. Odpowiedzieliśmy, że tak, że bardzo chętnie, że chcemy się napić herbaty. Nasze oświadczenie było chyba nie na rękę klerykowi, który musiał teraz (zamiast od razu zabrać się do przygotowywania herbaty) umyć trzy dodatkowe kubki. Pierwszy kleryk błyskawicznie jednak wywiązał się z tego zadania, umył trzy dodatkowe kubki i natychmiast zabrał się do przygotowywania herbaty. Naturalnie, pomyślałem sobie wtedy, pierwszy kleryk przygotowywał herbatę dla wszystkich obecnych, ale tak naprawdę przygotowywał tę herbatę tylko dla siebie oraz pozostałych kleryków.

7308805952221450000000000000

szczękościsk

wężowata ideologia rodziców z grup rekonstrukcyjnych oplatających biało-czerwonymi szarfami hełmy telepiące się na głowach kilkuletnich chłopców przebranych za małych powstańców

zawężona ideologia zadufanych w ideologii kryptopieniaczy wypluwających pokątnie aprobowane w obrębie ideologicznej wspólnoty sądy kategoryczne separujące krzywdzące

4517090495650390000000000000

Sen… Potrzeba akceptacji, nigdy niezaspokojona, zsyła na niego tego rodzaju sny, cofa do przeszłości. Myśli teraz, że większość tak zwanych błędów życiowych, jakie popełnił, wynikała właśnie z tej niezaspokojonej potrzeby akceptacji. To właśnie brak akceptacji dla tego, kim jest, zarówno ze strony rodziców jak i grupy rówieśniczej, a w późniejszym okresie życia po prostu kolejnych ludzi, zaważył na jego późniejszych losach. Przyczyniły się do tego również wszelkie możliwe bezsensowne działania, które podejmował w celu uzyskania od kogokolwiek jakiegokolwiek rodzaju akceptacji.

Przygnębienie jakie mnie ogarnia, kiedy oglądam serial na komputerze. Z każdym odcinkiem coraz większe.