30960598847965100000000000000

Herbata u kleryków

.

Do stanu całkowitego obrzydzenia herbatą doszedłem w młodości, po pewnej wizycie, która miała miejsce w domu mojego najlepszego kolegi szkolnego, sieroty. Ów szkolny kolega, którego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, wyprawiał wówczas swoje siedemnaste urodziny, na które zaprosił mnie, moją ówczesną dziewczynę, tak zwaną pierwszą miłość, to znaczy Sylwię, jak również trzech swoich rodzonych braci, kleryków. Może się to wydawać dziwne, ale wszyscy trzej bracia mojego najlepszego szkolnego kolegi byli klerykami.

Traf chciał, że dobrych parę lat wcześniej, po tragicznej śmierci rodziców w wypadku samochodowym, czwórka młodych jeszcze chłopców, w tym mój najlepszy szkolny kolega, trafiła pod opiekę ciotki dewotki, której metody wychowawcze uformowały z biegiem czasu młodociane umysły chłopaków. Nie wiem jakim cudem wyratował się z tej życiowej katastrofy umysł moje najlepszego szkolnego kolegi, być może stało się tak dlatego, że był to najmłodszy umysł z całej czwórki młodocianych umysłów. Będąc właścicielem najmłodszego umysłu, mój szkolny kolega mógł na własne oczy obserwować postępujące spustoszenia, jakie z biegiem czasu dokonywała cioteczkowa indoktrynacja w starszych umysłach swych braci, a co za tym idzie był w stanie na bieżąco wyciągać wnioski.

Tak więc, owego pochmurnego dnia, znalazłem się z Sylwią na siedemnastych urodzinach mojego najlepszego szkolnego kolegi w otoczeniu kleryków. O ile sobie przypominam ani ja, ani Sylwia nie rozmawialiśmy wówczas z klerykami, w każdym razie wymieniliśmy prawdopodobnie jakieś grzecznościowe formuły, po czym wszyscy z miejsca podzieliliśmy się na dwie grupy, które zaczęły toczyć odmienne dyskusje, w jednaj z nich znalazłem się ja, Sylwia oraz mój najlepszy szkolny kolega, druga utworzona została przez kleryków.

Być może nie doszedłbym wtedy do stanu całkowitego obrzydzenia herbatą, gdybym nie ujrzał jak trzej młodzi klerycy piją herbatę. Trzech młodych kleryków upchniętych w jednym pomieszczeniu, do tego pijących herbatę, proszę to sobie wyobrazić! Bardziej niż sami klerycy, przerażało mnie jednak picie przez nich herbaty. Pomyślałem sobie wówczas, że to picie herbaty jest bardzo groźne, że nie pozostało im już nic innego, jak tylko to picie herbaty, że tak naprawdę myślą już o czymś innym, że ich myśli zaczynają krążyć już gdzieś indziej, a oni nie mogą powstrzymać swych myśli od tego krążenia, dlatego zmuszeni są teraz pić herbatę. Tak sobie wówczas pomyślałem.

Zanim jednak doszło do picia herbaty, przeraziła mnie równie, jeśli nie bardziej od kleryckiej celebracji picia herbaty, klerycka ceremonia przygotowywania herbaty. Proszę sobie wyobrazić, że najpierw jeden z kleryków zapytał pozostałych, czy już chcą się napić herbaty, tak jak gdyby przez cały czas nie myśleli o niczym innym tylko o piciu herbaty, następnie drugi kleryk wystąpił z gwałtowną propozycją pomocy przy herbacie, na co pierwszy kleryk odpowiedział, że nie, że nie trzeba, że sam przygotuje herbatę. I rzeczywiście, od razu zaczął przygotowywać herbatę.

Zauważyłem wówczas, że pierwszy kleryk nie zapytał się ani mnie, ani Sylwii, ani też swego niekleryckiego brata, czy któreś z nas również chce się napić herbaty, jak gdyby picie herbaty nie miało dla nas takiego znaczenia, jakie niewątpliwie miało dla pozostałych kleryków, dopiero po chwili zreflektował się, i zapytał również nas, to znaczy Sylwię, mnie, i swojego brata, czy też chcemy się napić herbaty. Odpowiedzieliśmy, że tak, że bardzo chętnie, że chcemy się napić herbaty. Nasze oświadczenie było chyba nie na rękę klerykowi, który musiał teraz (zamiast od razu zabrać się do przygotowywania herbaty) umyć trzy dodatkowe kubki. Pierwszy kleryk błyskawicznie jednak wywiązał się z tego zadania, umył trzy dodatkowe kubki i natychmiast zabrał się do przygotowywania herbaty. Naturalnie, pomyślałem sobie wtedy, pierwszy kleryk przygotowywał herbatę dla wszystkich obecnych, ale tak naprawdę przygotowywał tę herbatę tylko dla siebie oraz pozostałych kleryków.

Reklamy