13598018856492200000000000000000000

Epigon (last but not least)

 

.
Wie pan, od dawna marzę o tym, żeby napisać powieść dla jednego czytelnika. Dla jednego, jedynego. Tak. Podczas gdy wszyscy piszą powieści dla jak największej liczby czytelników, ja marzę o tym, żeby napisać powieść dla jednego czytelnika. Podczas gdy liczy się nakład, jak największe grono odbiorców, a tym samym sprzedaż, ja liczę na jednego, jedynego, uważnego, cierpliwego, a więc niesprzedajnego czytelnika. Chciałbym by moja powieść już od pierwszych słów była odstręczająca i piekielnie trudna, chciałbym napisać ją w taki sposób, by podczas lektury wszyscy nieuważni i niecierpliwi czytelnicy odpadali jak muchy, by porzucali moją powieść już po pierwszych stronach (większość), by rezygnowali z lektury w połowie (niedobitki, truchła), by nie doczytywali mojej powieści do końca. Ten bezwzględny proces przesiewu i odsiewu, a więc naturalnej selekcji, tj. przesiewanie, odsiewanie, jednym słowem, naturalna selekcja, początkowo od początkowych stron mojej powieści, a dalej, w trakcie jej dalszej lektury, wszystkich czytelników nieuważnych, niecierpliwych, przekupnych, doprowadziłby z czasem do sytuacji, w której do ostatniej strony mojej powieści dotarłby jeden, jedyny uważny i cierpliwy, a więc niesprzedajny, a więc najmilszy mi, godzien mojej powieści czytelnik. Wierzę, że taki czytelnik istnieje, że właśnie dla niego warto jest pisać, że mając z tyłu głowy istnienie jednego, jedynego, a co za tym idzie najmilszego mi czytelnika jestem w stanie przystąpić do pisania mojej powieści. Już teraz, nie napisawszy jeszcze ani jednego słowa, nie mając tak zwanego konceptu ani tym bardziej pomysłu, jednym słowem, nie zabrawszy się do roboty, widzę go w trakcie lektury i chciałbym powiedzieć mu czule: czytelniku dotrwaj do ostatniego słowa mojej powieści, a będzie uzdrowiona psyche moja.

Advertisements