57602132235424800000000000000000000

O histerycznej konstrukcji dat

 

Pod koniec XX wieku przeżywałem niezdrową fascynację datami. Te z końca XIX wzbudzały we mnie wielkie napięcie. Zwłaszcza jeśli ktoś urodził się, powiedzmy w roku 1875, i zmarł, na przykład w 1961.

1875 rok! Ta ósemka na drugim miejscu wydawała mi się wtedy nieskończenie odległa i nierzeczywista, lecz zaraz za nią cyfra siedem, która, ku mojemu zaskoczeniu, gwarantowała łagodne przejście w XX wiek. Wystarczyło, że coś tam się z tyłu trochę jeszcze pomieliło, z ósemki wykluła się dziewiątka (która i dla mnie była w młodości bardzo bliska), na czwarte miejsce wskoczyło jeden, by tkwiąca w środku dziewiętnastego wieku rzymska „I”, przepraszając na chwilę, przepadła nie wiadomo gdzie.

Natomiast teraz, w XXI wieku (proszę zwrócić uwagę na ponowne pojawienie się „I” oraz bezczelne przeciśnięcie się na początek kolejki krzyżyka, który w XIX wieku stał na ostatnim miejscu) ze zgrozą zauważam, że człowiek żyjący pod koniec tego stulecia może odczuwać jeszcze większy dyskomfort, popaść w stan silnego wzburzenia, a nawet dostać oczopląsu, patrząc na daty urodzenia i śmierci ludzi żyjących w latach zbliżonych do moich. Zupełne pomieszanie tysiącleci, wieków i cyfr!

 

Reklamy