971183874599339000000000000000000000000000000000000000

naczynia

Obudzony nocą, trzyma się pościeli (przed chwilą wydawało mu się, że spoczywa bezpiecznie w foteliku dziecięcym), w garściach poręcze, nylonowe siatki z ziemniakami, perz samodzielności, który kazała mu wyrywać do późnego popołudnia (żadnego podziękowania, tylko ten jej kaszel), wilgotne rozmazujące się w palcach grudy ziemi – to z nich wylezą dżdżownice (pozbiera robale w doniczkę i zostawi na słońcu, potem przyjdą goście). Dlaczego jesteś okrutny? Dlaczego nie jesteś jak inni? Wszystko, co robimy, robimy dla ciebie. Przecież wiesz.

Reklamy

370959230771132000000000000000000000000000000000000000

Nosi w sobie chłopca, którego stara się chronić przed światem; tak mógłby powiedzieć o sobie, ale nie mówi. Gdyby wypowiedział głośno: noszę w sobie chłopca, którego staram się chronić przed światem, zostałby wyśmiany. Wystarczyłoby tylko, żeby usłyszeli trzy pierwsze słowa, a już, wiedzeni tym nieomylnym instynktem wspólnej prześmiewczej interpretacji, parskaliby, chichotali. Dlatego mówi coś innego, coś śmiesznego, coś co innym może wydać się śmieszne. Dlatego powiem tu teraz za niego: noszę w sobie chłopca, którego staram się chronić przed światem. Wypowiem tu teraz za niego powoli, głośno i wyraźnie; noszę w sobie chłopca, którego staram się chronić przed światem, kładąc akcent na każdym słowie, wystawiając się tym samym na pośmiewisko, stając po stronie jego i chłopca.