4880197746793000000000000000000000000000000000000000

Festiwal kolorów

 

Po drugiej stronie ulicy, pomiędzy twarzami oczekującymi na zmianę świateł, dostrzega dziwną, odmienną twarz, przypominającą ni mniej, ni więcej, tylko pobielone oblicze hinduskiego ascety. Przypomina sobie naraz nagiego starca o śniadym ciele siedzącego w kucki wśród błota i śmieci, którego jestestwa nie rozumie i nigdy nie próbował zrozumieć (różnorodność istnienia napawająca go nieufnością i lękiem), a którego samotna postać pojawiała się czasem wraz z nieodłącznym siwym kołtunem, i właśnie taką jak ta, pobieloną twarzą, w oglądanych wraz z siostrą programach edukacyjnych i podróżniczych.

Po zmianie świateł twarze ruszają przed siebie. Zauważa teraz ze zdziwieniem, że reszta ciała Hindusa ubrana jest w sposób jak najbardziej europejski, niemający nic wspólnego z Azją i niewątpliwie, musi to w końcu przyznać, reszta ciała należy do współczesnego Europejczyka.

Mijając go, przygląda się twarzy uważniej. Po chwili dziwi się jeszcze bardziej; pod warstwą zszarzałej bieli (z bliska przypominającej żółć) kryje się zwyczajna polska twarz typowego polskiego Polaka.

Przechodzi wzdłuż krótkiej uliczki i wkracza na główny plac miasta.

Główny plac miasta wypełniony jest po brzegi kolorowymi ciałami. Kolorowe ciała stanowią jeden wielobarwny kołtun podrygujący w rytm wystrzałów, megafonowych okrzyków, bębnienia, kakofonii basów. Niemal czuje te basy w żołądku. Obejmuje spojrzeniem podrygiwanie wielobarwnego kołtuna, nad którym wybuchają teraz różnokolorowe chmury; różowe, żółte, niebieskie, fioletowe, pomarańczowe, zielone… Przypomina sobie inny kołtun, zaobserwowany podczas pielgrzymki, na którą uprowadziła go babka, kiedy kilka lat temu, w wakacje, rodzice oddali go pod jej opiekę, jednak tamten kołtun nie był tak kolorowy. Wpatruje się z zaciekawieniem w różnokolorowy pył opadający na wielobarwny kołtun, mimowolnie kibicuje podrygiwaniu kołtuna. Kołtun faluje. Z kołtuna wyrastają tyczki zakończone smartfonami – to kołtun fotografuje swoje kolorowe kołtuństwo. Spogląda w górę, i dostrzega nad kołtunem drony filmujące fotografowanie się falującego kołtuna.

Nagromadzenie wszystkich tych ciał stłoczonych na niewielkiej przestrzeni przywodzi mu na myśl pojemnik wypełniony gazem, którego rysunki przeglądał wczoraj w swoim podręczniku do fizyki. Cząsteczki gazu reprezentowane były na pierwszym rysunku przez chaotycznie rozmieszczone kropki, był to właściwie niemal pusty prostokąt wypełniony z rzadka chaotycznie rozmieszczonymi kropkami. Następny rysunek przedstawiał ten sam pojemnik, w którym upchnięto wielokrotnie więcej kropek. Wydaje mu się, że wreszcie rozumie znaczenie podpisów zamieszczonych pod rysunkami: niskie ciśnienie, wysokie ciśnienie.

 

Reklamy