4730488062040370000000000000000000000000000000000000000000000

Tak. Nie umiem przestać. Zachodzi tu pewnego rodzaju związek pomiędzy wybrakowanymi elementami topornej, ociekającej smarem maszynerii, której już sam widok napawa mnie wstrętem a osobą naprawiacza, osobą – musimy w tym miejscu koniecznie i nieodwołalnie dodać – niekompetentną, obracającą w dłoni delikatne i porysowane trybiki wypadłe z nie-wiadomo-z-czego, starającą się za wszelką cenę i na wszelkie możliwe sposoby dowieść swojej kompetencji. Ta samonapędzająca się spirala, której żniwo, tj.: nieudolne próby dookreślania, wykreślania i kreślenia :., prezentuję tutaj bez zażenowania w takiej oto formie, stanowi dla mnie swoisty paradoks, paradoks nie do opisania. No właśnie. Forma. Tak więc co (((znaki, litery, słowa (spirala zaskoczyła, i już kręci się w zastraszającym tempie), zdania, akapity (robi się coraz gęściej), zmrożone myśli, skute idee itd.)))  Gdybym na przykład umiał rysować i wiedział, już od najmłodszych lat, że nogi nie są jak patyki, a nieforemne kolana to sęki, od których z przestrachem odsuwają się łydki, zaś stopy (o stopach można z pewnością napisać trylogię, tak myślę) stanowią coś więcej, niż odwinięte w przeciwnych kierunkach kreski, gdybym więc posiadł w dzieciństwie zdolność rysowania, może już wtedy myślałbym inaczej; otwarcie, szerzej, transparentnie, a dzisiaj umiałbym po prostu zamknąć w porę usta. Szczęśliwi, którzy potrafią rysować, ich umysły stały się dla mnie obiektami nieopisanej zazdrości. Znowu. Sami widzicie. Mówiąc w ten sposób, coraz bardziej się oddalam, wiruję, przeskakuję na zewnętrzne orbity, a prawda jest prosta: całe życie czekałem aż ktoś powie mi „kocham cię takim, jakim jesteś”, czy coś w tym stylu. Być może wszystko, co teraz, w przypływie nieoczekiwanej szczerości, staram się prosto wyłożyć (czego za chwilę będę się wypierał), co nie zniknie i wpędzi mnie definitywnie w poczucie winy, jest tylko potwierdzeniem tej groźnej prawdy Heisenberga, być może chodzi o coś zupełnie innego, a być może rzeczywiście efekt obserwatora ma tutaj kluczowe znaczenie, nie (…) podczas gdy akt obserwacji wprowadza zmiany na twarzy naprawiacza, jego umysł zaczyna żłobić bruzda zniechęcenia, z kolei w tym miejscu obiektyw zbliża się niebezpiecznie do jego ust, a wcześniej (mogli to Państwo przeoczyć, gdyby nie nagranie) prześlizguje się szybko po policzku i teraz (…)

Reklamy