1206484255615500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Wiersz smutny albo wesoły (w zależności od interpretacji)


Właściwie wszystko potraktować można jako żart
śmieszne zrzędzenie glosy
lub też zacinającą się machinę nie wiadomo kogo.

Nie wychodź z inkubacji. Siedź, śmiej się, czekaj
aż wreszcie objawi ci się
kraina lekiem i lękiem płynąca.

Reklamy

745648276861992000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Ego ago

Apofenia, na którą zapadł między ósmym a dziewiątym rokiem życia. Doskonale pamięta okoliczności i pierwsze objawy. Więc najpierw zaczęły irytować go okładki; ich niespójność, niekoherentność. Któregoś dnia postanowił obłożyć wszystkie książki z biblioteki ojca w folię aluminiową do pakowania żywności. Pragnął rozpoznawać je wyłącznie po kształcie, po ustawieniu. Te wystrzępione, zabrudzone brzegi, te rozchybotane czcionki i kolory, te wieloznaczne, niepasujące do siebie tytuły, wszystko to miało raz na zawsze zniknąć pod jednorodną, porządkującą chaos metalicznością.

Nie zdołał w pełni zrealizować swojego zamiaru. Pamięta zbyt wyraźnie, że starsza siostra, widząc jego starania, popukała się w czoło, a on, do czego powraca teraz w myślach niechętnie, nie potrafił dowieść jej swojej racji, ponieważ folia rwała się, pękała przy najmniejszym poruszeniu.

284812298108489000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Łódka płynie, księżyc świeci, trójgraniasty groszek leci

 

Nie dbałem odpowiednio o was, moje nadgarstki,

nie poświęcałem wam należytej uwagi,

a przecież jesteście jak te panny, którym zabrakło oliwy,

które upodobałem sobie bardziej niż panny roztropne.

 

Nie dbałem odpowiednio o was, moje nadgarstki,

nie doceniałem waszej miłości, waszego oddania,

nie powinienem był pozwolić wam spuchnąć,

zasłużyłyście sobie na rzemyk, na koralik.

176023680645014000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Ogólne wrażenie straszne. Handlarze pamiątkami i dewocjonaliami prawie w każdym domu. Tkwią w głębi sklepów, między setkami figurek rzeźbionych z drzewa oliwnego i cacek z macicy perłowej.

W.G. Sebald, Wyjechali, przeł. M. Łukasiewicz

 


Czy jest nadzieja? Znów kończę czytać, a więc chyba jest nadzieja, że już więcej dołujących cytatów nie będzie. Na pewno jest niedziela.

108788617463476000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Siostry

                                                                                                                 siostrom

 

Zawsze wyjeżdżały na południe. A ty wiesz nie wolno jest

przekraczać tej cienkiej linii wijącej się wokół stóp mrożącej krew

w chwilach gdy posuwasz się za daleko.

Na południe raptem na południe gdzie rzeźbione wymalowane

otwiera perspektywy i oddala wzrok

obiecując wciąż nowe i nie do poznania.

W świetle pod plamką lampki planowały masowe ucieczki

przez granice i państwa wybierając dogodne połączenia

wybierając ciepło.

67235063181538300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

W czytniku utworzyłem sobie katalog, który nazwałem roboczo pozytyvia. Zawiera linki do naturalnych i pokrzepiających rzeczy, na jakie od czasu do czasu udaje mi się jeszcze natrafić w sieci. Trzymam tam m.in.: wywiady z ludźmi, mającymi, jak to się brzydko mówi, wyjebane na obecną polską rzeczywistość, zajętymi na co dzień dłubaniną we własnych znaczkach i myślach, jakieś długie, raczej niezrozumiałe, interesujące mnie pod pewnymi względami, artykuły takich, którym się jeszcze chce, zaświadczające samym swoim istnieniem o sensie w bezsensie tudzież inne, wprawiające mnie nie wiedzieć czemu w odmienny nastrój, monady.
Zaglądam tam w chwilach.