129049549878268000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Zrozumiałem za drugim razem. Być może dlatego, że tytuł jest zwodniczy, chociaż, z drugiej strony, chodzi przecież o duszę i kuźnię, ale, tak naprawdę, najważniejsze w tym opowiadaniu jest jedno, wypisane drukowanymi literami zdanie, a właściwie jego fragment, z którego my, funkcjonariusze, dowiadujemy się, kim rzeczywiście jest pan Johnson:

prawda jest taka, że to przede wszystkim mina pana Johnsona i wydawany przezeń przeciągły piskliwy jęk, jak też jego kompletna obojętność na polecenia funkcjonariusza, który nakazywał mu rzucić kredę i odsunąć się od tablicy z otwartymi rękami, podczas gdy on kopiował sam siebie ze wzrastającą intensywnością na werbalnym chaosie tablicy, kazały policjantom otworzyć ogień, to był jedyny powód – oni się bali.

Reklamy