232730998245927000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dźwięki

 

Przypomniały mi się, wydające właśnie taki odgłos, różnokolorowe plastikowe rurki, którymi kiedyś, bodajże na początku lat 90., dzieciaki wymachiwały nad głową. Po co one były?

 

Reklamy

88895331094252100000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Budziłem się i było to przebudzenie do całkowitego zniechęcenia życiem. Jeśli udawało mi się rano cokolwiek w sobie uruchomić, to tylko zawsze ten sam mechanizm niezdolności do życia i zniechęcenia życiem, a o pracy, choćby najdrobniejszej, nie mogłem nawet myśleć, co tylko z dnia na dzień powiększało moje przygnębienie. Zamiast pracować, siedziałem całymi dniami, tygodniami, miesiącami nad swoimi rozprawami, nie mając bladego pojęcia, jak się do nich zabrać. Budziłem się i zaczynałem się bać tych rozpraw, chodziłem tam i z powrotem po domu, najpierw na górze tam i z powrotem, potem na dole tam i z powrotem, i oddawałem się coraz bardziej kompletnie bezużytecznym czynnościom, które mnie tylko odrywały od zasadniczej pracy, i nadużywałem tych niedorzecznych, istotnie kompletnie niedorzecznych czynności i zabiegów, tylko po to, by oderwać się od umysłowej pracy, od moich przyrodoznawczych studiów i związanych z nimi rozpraw, których z czasem zacząłem się regularnie bać i które stopniowo przetransportowałem do pokoju na poddaszu i tam zamknąłem, by nie mieć z nimi styczności. Już sam widok tych rozpraw wywoływał we mnie mdłości. Już sama myśl o nich”.

Thomas Bernhard „Tak”, przeł. Monika Muskała

 

54940336057423200000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

pobite

 

Pewnego dnia, przeczytawszy wiadomości z kraju i ze świata, postanowił nigdy więcej nie oglądać swojej twarzy. Postanowienie niezwykle trudne do urzeczywistnienia, bo cóż z tego, że z lustrami poszło szybko, skoro istnieją okna? Wystarczy jeden wieczór nieuwagi, a dostrzeże ją, choćby przelotnie, zbliży się przez niedopatrzenie do odbitego światła, uświadamiając sobie w mgnieniu oka przynależność do gatunku ludzkiego… Czarna olejna!
I usunąć szklanki!

 

33954995036828900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Być może problem stanowi samo zawężenie perspektywy. Być może należy patrzeć szerzej i bez złudzeń, być może trzeba widzieć od razu ten sam narzucający się fragment krajobrazu (płotek, kołek, dróżka, plus typowe przygnębiające liście) we wszystkich ujęciach, patrzeć na niego tu i teraz przez pryzmat wszystkich pór roku. Być może, jeśli natychmiast dodamy śnieg i upał (usuniemy liście), wszystko się wyjaśni.

.


„Zimą myślę: wiosna mnie uratuje, wiosną myślę: lato mnie uratuje, latem myślę, że jesień, jesienią, że zima, wciąż to samo, o każdej porze roku z nadzieją wypatruję następnej. To, rzecz jasna, niefortunna cecha charakteru, u mnie wrodzona, ja nie mówię: jak to dobrze, że jest zima, zima to twoja pora roku, podobnie jak nie mówię, wiosna to twoja pora roku, podobnie jak – jesień, to twoja pora roku, lato i tak dalej, i tak dalej. Przesuwam moje nieszczęście zawsze na porę roku, w której akurat muszę żyć i w tym całe nieszczęście”.

Thomas Bernhard, „Dawni mistrzowie”, tłum. Marek Kędzierski

12969654016234700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

wizyta

 

Więc najpierw jest zawziętym felietonistą, pisze głównie o ekonomii, lewarach i świecach, przyświeca mu jeden cel – mieć własny portfel, potem lekko stopuje, zajmuje go sport, a właściwie sama otoczka; skrobie o transferach, kulisach i klubach – kilka ogranych motywów, do których powraca jak Kubica do F1. Lubi góry. Lubi słońce. Lubi morze. Lubi nas. Dalej – to wiecie. W końcu trafia na okładkę Wikipedii.

Dziś znalazł czas.

W trakcie rozmowy stuka na laptopie. Jest wieczór. Twarz rozświetla mu blask. Między kuchnią a przedpokojem snują się dwa spasione neoliberalne koty, zblazowane, ogłupiałe od łakoci.

8015687004359600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Polski napastnik opowiedział również, jak o mało nie zostałby piłkarzem Blackburn. Mógł tam trafić zamiast do Borussii Dortmund, co mogłoby zupełnie inaczej ukierunkować jego karierę. – Nie mogłem lecieć do Blackburn z powodu wybuchu wulkanu (Eyjafjallajokull – przyp. red), ale chciałem tam polecieć, aby zobaczyć co to za klub, bo nie wiedziałem, dokąd się wybieram. Gdybym tam poleciał, zdecydowałbym, który klub był dla mnie najlepszy. Nie mogłem polecieć, ale i tak muszę przyznać, że Blackburn było moim zespołem drugiego wyboru. Ale może gdybym zobaczył miejsca, stadion, porozmawiał z ludźmi, stałby się pierwszym – wspomina Lewandowski”.

 


Początkowo planowałem pozostawić bez komentarza, lecz w porę pomyślałem sobie, że jak zwykle nie zostanę zrozumiany. Otóż jest w tym jakieś piękno, harmonia, dostrzegamy (jeśli tylko potrafimy dostrzec) magiczną moc przypadku, ingerencję brutalnych sił natury w zaplanowane, konsekwentne WYSTARCZY!

Aha, i ten cudowny (mimo że bez kropek) przyp. red.

722774046296497000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

nie na temat, a jednak, a jakże

 

Wszędzie, w którąkolwiek stronę nie obrócimy głowy, napotykamy na tak zwane ślady działalności człowieka, dokądkolwiek byśmy nie poszli, polecieli, pojechali, natychmiast zobaczymy wykarczowane, zabazgrane, zabajone.

Dlatego właśnie musimy być sami, żeby zrozumieć siebie. Musimy pozostawać samotni, by nie dopuścić do zafałszowań. Każdy kontakt jest dla nas kontaktem zabójczym, odwraca naszą uwagę, odciąga nasze myśli w przeciwną stronę; pochylamy się, by lepiej słyszeć, przekrzywiamy głowę, by lepiej widzieć, za każdym razem przybierając nienaturalną pozycję.

 

(chcę mówić inaczej. muszę mówić inaczej – inaczej nigdy nie dotrę do prawdy. powinienem na przykład posługiwać się rozbudowanymi zdaniami; długimi, obojętnymi, najpierw podmiot, potem orzeczenie, następnie wiele, zbyt wiele następujących po sobie dopełnień

coraz bardziej wyraźne, wyraziste, kleiste ślady obłędu. obłęd wsączający się we mnie powoli, niepostrzeżenie, jednakże pozostawiający bardzo wyraźne ślady; źle rokujące dwukropki, półpłynne przecinki, plamy, plamki opadowe, których wcześniej nie dostrzegałem, nie potrafiłem, czy też nie chciałem dostrzec)

 

276075119498972000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

UFO

kiedy w cudzym wierszu przeczytałem jestem kurewsko zmęczony
wtedy to jestem kurewsko zmęczony spodobało mi się tak bardzo
że natychmiast postanowiłem je zapomnieć

postanowiłem natychmiast zapomnieć jestem kurewsko zmęczony
by w przyszłości w chwili zapomnienia
jestem kurewsko zmęczony z cudzego wiersza
nie wylądowało w moim

 

cięcie

księżyc ma usta i oczy rozstawione prawidłowo
łatwo rozpoznać co gdzie i jak

i kiedy wpatruję się w niego
po raz nie wiedzieć który
przychodzi rozpacz

 

cykl rozwojowy

ryby
zbierają się
by je patroszyć

 

 

 

170623807298553000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Gromadzi cudze fotografie, cudze, ale tylko do pewnego stopnia, właściwie rzecz ujmując, jest to cudzość już przeżyta, cudzość oswojona. No tak. Już gdzieś to kiedyś widział. Musiało mu się przecież rzucić wcześniej w oczy… Ulica w Skopje albo w Berlinie, ale dla niego jest to Sienna lub Górczewska, obrazy wywołujące z pamięci inne obrazy; opuszczone place zabaw, odrapane filary wiaduktów, huśtawki, windy, śmieci, garaże, przytulne blokowiska, plaże jak tamte plaże, psy przypominające mu inne psy biegnące ukosem, żółte trawniki, balkony, twarze, przejścia pod ścianami.
Pragnął nie zapominać. Pragnął zgromadzić wszystko.

105451312200418000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

paluszki

 

Późną nocą kompulsywne przeglądanie portali. Wyposażony w dzban kawy, herbatniki i paluszki podążam za największymi bzdurami, które (taką mam nadzieję) doprowadzą mnie do świtu. Przeszedłem przez gąszcz testów. Przeprawiłem się przez morze quizów. Ściągnąłem nawet skarpetkę, tylko po to by przekonać się, co kształt prawej stopy zdradza na temat mojej osobowości.

 

„Płomienna stopa” albo „stopa Greka” – tak bywają określane stopy u ludzi, których drugi palec jest najdłuższy. Posiadacze tego typu stóp bywają impulsywni i wybuchowi. Nie oznacza to oczywiście, że trzeba chodzić wokół nich na paluszkach. Należy jednak mieć na uwadze, że to ich cecha charakteru i przesadnie nie brać sobie do serca ich kąśliwych uwag.