419712564636129000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

rozciągliwość

 

Jednak czy kiedyś było tak bardzo inaczej? Wczoraj wieczorem, leżąc, porządkując myśli, przypomniałem sobie, że prenumerowałem „Świat Młodych” (tak, tak, prenumerowałem „Świat Młodych”). I natychmiast przypomniałem sobie tytuł artykułu zamieszczonego w owym „Świecie Młodych”, tytuł ten pojawił się natychmiast w mojej głowie, kiedy tylko przypomniałem sobie, że prenumerowałem „Świat Młodych”, nie wiedzieć czemu zapadł mi wtedy w pamięć. Tytuł ów brzmiał: „Nie kupujcie gumy Mamba”. Pamiętam jak dziś, przypomniałem sobie wczoraj, kiedy tylko przypomniałem sobie tytuł „Nie kupujcie gumy Mamba”, przypomniałem sobie dzisiaj, że w artykule wywołanym myślą o prenumerowaniu „Świata Młodych”, zatytułowanym „Nie kupujcie gumy Mamba” (nie pamiętam już czy z wykrzyknikiem, czy bez), zamieszczonym w „Świecie Młodych”, stanowczo odradzano zakup gumy Mamba; pisano, że guma Mamba jest jednym wielkim oszustwem, że nie da się jej długo żuć, że natychmiast rozpuszcza się w ustach, i, co najgorsza, nie można z niej zrobić balona.

Reklamy

259396630450515000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Jerome (w obronie tekstu)

.

„Książę chiński rzekł do Po-lo: – Jesteś już w podeszłym wieku. Czy w rodzinie twojej nie ma kogoś, kto mógłby cię zastąpić na służbie u mnie przy doglądaniu koni? – Po-lo odpowiedział: – Dobrego konia można poznać po budowie i wyglądzie. Ale najlepszy taki, który nie wzbija kopytami kurzu i nie zostawia śladów, jest nieuchwytny jak zjawa, lotny jak powietrze. Synowie moi posiadają talenty niższego rzędu, umieją rozpoznać dobrego konia, ale nie potrafią znaleźć najlepszego. Mam jednak przyjaciela, niejakiego Chiu-fang Kao, który handluje opałem i warzywami, a na koniach zna się nie gorzej ode mnie. Proszę cię, porozmawiaj z nim.
Książę Mu usłuchał tej rady i po rozmowie wyprawił Chiu-fang Kao na poszukiwanie wierzchowca. Wysłaniec wrócił po trzech miesiącach z wiadomością, że znalazł odpowiedniego konia. – Jest on teraz w Szachiu – dodał. – A co to za koń? – spytał książę. – Kobyła, maści brudnokasztanowatej. – Ale gdy sprowadzono tego konia, okazało się, że to ogier, i kary.
Bardzo niezadowolony książę wezwał Po-lo. – Ten twój przyjaciel – rzekł – któremu poleciłem wybrać konia, pięknie się wywiązał z zadania! Nie umie nawet odróżnić płci ani maści! Co on może wiedzieć o koniach? – Po-lo westchnął z satysfakcją. – A więc zaszedł aż tak daleko! – wykrzyknął. – W takim razie jest wart dziesięciu tysięcy takich jak ja. Nie można nas nawet porównać. Kao ma na oku tylko duchowe wartości. Żeby skupić uwagę na istocie rzeczy, zapomina o błahych pozorach, szukając wewnętrznych zalet, nie widzi wcale cech zewnętrznych. Patrzy na to, na co patrzeć powinien, a zaniedbuje to, czemu przyglądać się nie trzeba. Kao jest tak mądrym sędzią koni, że byłby godzien sądzić wyższe niż konie istoty.
Koń wybrany przez Kao okazał się rzeczywiście wspaniały”.
.

J.D. Salinger, Wyżej podnieście strop, cieśle, tłum. M. Skibniewska

 


Mówi się, że obecnie jest więcej autorów niż czytelników, a ja nieodmiennie odnoszę wrażenie, że najwięcej jest jednak krytyków (i to niekoniecznie literackich), wśród których próżno szukać Chiu-fang Kao.

 

160315934185614000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

samokrytykujące się proroctwo

 

Niedawno przekleił do brudnopisu zdjęcie kwiatów, które mu się spodobało (przekleja co mu się podoba, co mu przypomina, przypomina przypominane, przypomina przypominane przypominanie albo pozwala nie myśleć). Pod zdjęciem znalazł napis. Napis znajdujący się pod zdjęciem to napis w języku japońskim, a on bardzo lubi napisy w języku japońskim, tak jak lubi napisy we wszystkich językach, których nie zna. Bierze wtedy taki napis i przepuszcza go przez Translator Google służący mu za wyrocznię (takie tam zimowe wróżby).

 

Napis znajdujący się pod przeklejonym zdjęciem kwiatów w oryginalnym języku wyglądał tak:

思いつくものすべてを潜める

a po przepuszczeniu przez Translator Google:

Ukryj wszystkie rzeczy, które możesz wymyślić

61235237920713300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

piękno

 

Nie umiem napisać recenzji, nie znam dobrze angielskiego, nie wiem kim jest foxx_x ani Brunsiaczek i nie wnikam –  chciałem tylko powiedzieć na niedzielę, że bardzo spodobał mi się ten odcinek (Black Mirror, Nosedive) oraz jego tłumaczenie.

 

– Dlaczego masz 2.8?
– Zdegradowali mnie za przeklinanie na lotnisku i nałożyli Podwójną Pokutę.
– Jak się czułaś?
– Okropnie.
– Przeklinając?
– Nie wiem, byłam wściekła. I zobacz, jak skończyłam. Ale na ślubie nie będą patrzyć na ocenę. Jestem z panną młodą. Jak prymusom spodoba się mowa, znajdą się na mojej krzywej. Podniosą liczbę punktów, moja średnia znacznie wzrośnie i wszystko się ułoży.
–  Rany, jesteś zupełnie jak ja. Z czasów młodości. Kiedyś miałam 4.6.
–  4.6?
– To był sens mojego życia. Mocno się napociłam, by to osiągnąć. Osiem lat temu mój mąż, Tom, zachorował na raka trzustki, podły skurwysyn. Objawy wystąpiły zbyt późno.
– Tak mi przykro.
– Raczej ci niezręcznie, bo obca osoba mówi o chorobie w rodzinie.
Dałam piątki każdemu lekarzowi, pielęgniarce, doradcy prymusowi. Chuj mi dało to całe pikanie. Rak i tak się rozrastał.
Parę miesięcy później usłyszeliśmy o eksperymentalnej terapii. Bardzo drogiej, przeznaczonej dla wartościowych. Zrobiłam wszystko, by go tam wkręcić. Tom miał 4.3. Oddali jego łóżko komuś z 4.4.
Po jego śmierci postanowiłam, że kładę na to chuja. Mówiłam co chcę i kiedy chcę. Bez wazeliny. Ludziom nie zawsze to odpowiada. Niesamowite, jak szybko wtedy spychają cię na margines. Okazało się, że wielu moich znajomych nie docenia szczerości. Obchodzili się ze mną tak, jakbym nasrała im do śniadania. Ale uczucie było nieziemskie. Cisnęłam tych zjebów. Jakbym zdejmowała za ciasne buty. Serdecznie polecam.

37845458344187300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Bo każde wejście tam było uruchomieniem pewnego sposobu myślenia, a nie chciał myśleć w ten sposób. Muzeum twarzy uszeregowanych według  jasnego, narzuconego kryterium. Zestaw przewidywalnych bodźców oddziałujących z przewidywalnych stron, echo, echo, ego. Wyświetlany w pierwszej kolejności format odstręczającego rozbawienia. Dlatego nie wchodzi.

23389779576526100000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

ustnik

 

Więc jeśli chodzi o Trumpa – żeby podjąć i natychmiast uciąć ten wątek, bo wszędzie, gdzie nie nadstawię ucha, nadal tylko się trąbi i trąbi o Trumpie – to nie zdziwiłem się wcale, że taka postać została prezydentem USA; nigdy nie lubiłem i nie rozumiałem USA, nie chciałem i nie chciałbym mieć w przyszłości do czynienia z USA, za darmo i za Chiny nie poleciałbym do USA, a ten Trump jest właśnie taki jakie są USA, reprezentuje sobą wszystko to, co charakterystyczne dla USA i pasuje do USA jak ulał.

14455678767661200000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

abstrakt

 

Na ścianie, w kuchni, tuż przy lodówce, wisi tam kalendarz z wielkim kawałem przekrojonej szynki. Pod styczniem, lutym i marcem znajdujemy napis, który nas fascynuje, od którego przez cały czas nie możemy oderwać wzroku, a który w końcu,  gdy na nas nie patrzą, spisujemy ukradkiem pod stołem, „cichcem”, by nie wzięto nas za wariata: Wydawnictwo dofinansowane ze środków Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego w ramach projektu „Polacy gustują w wieprzowinie” – kontynuacja II

 

8934100808864830000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

16 stycznia

 

Intensywny styczeń. Staram się czytać jak najwięcej, by jak najmniej myśleć i, broń Bocie, niczego nie pisać, co, jak widać na załączonym blogu, nie do końca mi się udaje. Wiele dyletanckich (wynikających z mojej niewiedzy) odkryć, wiele nowych pojęć (neurony babcine!), wiele pozytywnych obrazków determinujących mi dni. Kilka ożywczych przemilczeń.

5521577958796390000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

wiersz nie powinien zaczynać się od Hitchcocka

.

na początku wiersz musi lekko puknąć
w głowę
a następnie musi już tylko stukać

jak szaleniec miły musi stukać i stukać
nie za głośno i nie za cicho
jak dzięcioł*

 


*Aby wzmocnić efekt, dzięcioł duży bębni w wypróchniałą korę, pod którą znajduje się pusta przestrzeń. Gdy takiej brakuje, może uderzać nawet w blaszane dachy, blaszane pokrywy latarń ulicznych lub anteny satelitarne. (wiki)

2109055108727960000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

o tworzeniu

 

Przeraża mnie prostactwo reguł tego świata. Ktoś, kto je ustalał, naprawdę nie grzeszył inwencją. Cierpienie, podgryzanie, namolność, zawodzenie, wzajemne użeranie/pożeranie się gatunków; od razu widać, że to wszystko na odwal, na odpierdol. A wystarczyło najpierw usiąść i się chwilę zastanowić, wystarczyłaby jedynie odrobina zadumy, namysłu…

Zły humor? Pośpiech? Jakieś ważne sprawy? Kto mi powie, co było przyczyną?

497880373953008000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

paf

 

To niesamowite, że nieustannie udaje mu się wynajdywać coś do czytania, coś, co warto przeczytać, mimo że większość kanałów informacyjnych dawno temu poblokował sobie, zaplombował, i to z różnorakich, częstokroć irytujących, najczęściej jednak niewytłumaczalnych dla siebie samego powodów. W momencie, w którym kończy czytać, odczuwa zawsze wzbierający strach, że już nic innego do czytania, wartego przeczytania, sobie nie znajdzie, że to niemożliwe – i natychmiast – zanim skończy czytać, dzięki tak zwanemu ślepemu trafowi albo jak kto woli szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, wynajduje sobie do czytania coś nowego, coś co warto przeczytać.

190173380518541000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Mogłoby istnieć jakieś określenie na stan w jakim znajdujemy się, gdy po raz enty napotykamy internetowy wpis, artykuł, felieton, itp., i, jak zawsze, powstrzymujemy się od komentarza, wiedząc dobrze, że opublikowany jest tylko po to, by wywołać tak zwaną lawinę komentarzy, by sprowokować nas do komentarza, po którym czulibyśmy się, jak to się mówi, niekomfortowo.