482606912159782000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

nowość

 

Wybrałem model przeznaczony – jak objaśnił mnie sprzedawca – dla podróżnika, wytrzymały i lekki, brutalnie bezawaryjny, o czym świadczy przecież jak widać brak reklamacji, gwarantuję. Z całego roweru najbardziej przypadło mi do gustu siodełko; pulchne, czerwone, jakby zapraszało, by na nim usiąść.

Jeszcze tego samego dnia postanowiłem wypróbować nowy nabytek i ruszyłem ścieżką rowerową wzdłuż Wisły. Mimo że nienawidzę przedwiośnia (według mnie dzień jest wtedy stanowczo za szary), to właśnie przedwiosenne dni mają swój, jak to się mówi, niezaprzeczalny urok. W szczególności późne wieczory, kiedy uliczne latarnie wysyłają najmilsze światło. No i nie ma ludzi. Puste ulice przywracają wiarę w człowieczeństwo.

Pomysł z rowerem przyszedł mi do głowy zupełnie nieoczekiwanie, w ostatnim czasie zauważam w swoim zachowaniu coraz więcej takich nieoczywistości, pojawiają się nagle i zazwyczaj dopiero, by tak rzec, poniewczasie, zdaję sobie sprawę z ich zaistnienia: zrobiłem coś, czego wcześniej bym nie zrobił, zachowałem się tak, jak wcześniej w życiu bym się nie zachował, pozwoliłem sobie na to, czy na tamto, zauważam potem bez zdziwienia. Od wielu lat nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć; dawno temu nauczyłem się przyjmować bez mrugnięcia okiem wszystkie klęski, zrządzenia losu i katastrofy, być spokojnym i gotowym, w każdej chwili przygotowanym na najgorsze.

Jechało mi się milo, tak miło, że w trakcie jazdy zacząłem czynić tak zwane przygodne obserwacje. Podpatrując oto i oto (i oto!) zachowanie jadących z naprzeciwka, doszedłem w końcu do wniosku, że wszędzie, gdzie w grę wchodzą interakcje międzyludzkie, dochodzi też problem władzy, tej uświadomionej (najczęściej jednak nieuświadomionej) potrzebnie dominacji człowieka nad człowiekiem. Nawet tutaj, na ścieżce rowerowej, rzadko kto jechał tak, by pozostawić wolne miejsce, niemal wszyscy jechali z naprzeciwka środkiem i usuwali się nieznacznie w ostatniej chwili, w decydującym momencie, tak, iż za każdym razem zmuszony byłem zjeżdżać do samej krawędzi.

Aby natychmiast zatuszować to paskudne spostrzeżenie, zacząłem przypominać sobie różne rzeczy. Przypominałem sobie i przypominałem. Przypominałem sobie. Przypominałem. Przypomniałem sobie na przykład film Lyncha Prosta historia; rzecz o cholernie sympatycznym staruszku, który pewnego dnia postanawia odwiedzić od lat niewidzianego brata, z którym zerwał wszelkie kontakty, a robi to (jedzie do niego) na kosiarce do trawy.

Przemieszczałem się zgodnie z zasadami newtonowskiej fizyki, moje stopy, naciskające równomiernie na pedały, wprawiające w ruch większe zębate kółko, wprawiające w ruch mniejsze zębate kółko, wprawiające w ruch wielkie rowerowe koła za pomocą idealnie napiętego łańcucha…………………………………………………………………….

Reklamy