21976735970058000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

31 mija

 

I znów to święto. W porę tropnąłem się jednak (ogarnąłem się?), że moja reakcja na nie byłaby teraz kolejnym pustym gestem, charakterystycznym dla mojego układu nerwowo-odpornościowego tikiem, irytującym również coraz bardziej mnie samego samonapędzającym się słowopędnym lejtmotywem wywoływanym rokrocznie przez takie właśnie, a nie inne cykliczne punkty zapalne, do których na zasadzie bodziec-reakcja bezwiednie powraca mój mózg, i dlatego właśnie w tym roku postanowiłem pominąć je milczeniem. Absurdalność wymaga od nas absurdalności. Cóż, takie czasy. Postanawiam zatem zachować cierpliwość i spokój, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, iż od dziecka sutanna działa na mnie jak płachta na byka – i niech tak zostanie. Moją główną cechą jest złośliwość, zaraz potem niewdzięczność, z natury jestem złośliwy, zaraz potem niewdzięczny, a dodatkowo niesłychanie wprost wściekły na otaczające nas od lat realia. Mówiąc jeszcze inaczej, nie chcemy być przecież jak radio Zet dbające dwadzieścia cztery godziny na dobę o podtrzymywanie bełkotliwego, otumaniającego przekazu, gdzie nawet wiadomości (wiadomości radia Zet) co chwila przerywane są wstawkami w rodzaju  t o s ą w i a d o m o ś c i r a d i a Z e t, a to tylko po to, aby zgromadzeni przy odbiornikach nie zasłuchali się aby za bardzo i nie zaczęli za dużo myśleć.

Reklamy

13582369791278300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

ty(del)ia

 

Gdyby nie pewien unik, musiałby zanieść swój stary, wysłużony, (wierny?) komputer do naprawy. Kursor zamiera i nic nie można zrobić.

Należy wtedy wybrać popularną sekwencję klawiszy, następnie jeden z nich, prawym kursorem przejść do Zamknij, najechać na Przejdź w stan gotowości, i po wciśnięciu Enter przejść w stan gotowości. Potem wszystko wraca do normy.

8394366178779770000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Emil miał o trzy lata młodszego brata. Pewnego razu ojciec zawołał go i powiedział:

— Wiesz Emil, będziesz miał brata albo siostrę.

— Kiedy?

— Dziś albo jutro.

— A kiedy ją będę widział?

— Za kilka dni.

Wtedy Emil poszedł do klozetu i zaczął się modlić.
Ponieważ chciał mieć brata, a był głęboko przeświadczony o przewrotności Pana Boga, mówił:
— Panie Boże, ja chcę, żeby była siostrzyczka. Nie brat. Panie Boże itd. — tak Go zaklinał i prosił. Potem zrobił w ścianie dziurę gwoździem na znak tego zdarzenia.

Leo Lipski, Niespokojni

5188003612498480000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

śmielej

 

Szybko się zestarzałem. To dobrze. We śnie już nie przychodzi ten, który chciał mnie zabrać. Mogę słuchać. Mam więcej czasu dla siebie. Przestaję się przejmować (naczynia). Co jeszcze chce powiedzieć: chciałby znać wszystkie języki i mówić wieloma głosami, co jeszcze chce powiedzieć, a czego być może nie powie: cieszę się, że są zwierzęta, że wydają odgłosy, że póki wydają odgłosy, my żyjemy, że kiedy przestaną, my też.

3206362566281300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nie wiem po co tyle rejestruję. Nagrywam jak leci. Na przykład dzisiaj; w telewizorze Cyrk, który oglądałem tysiące razy, teraz w radiu Joni Mitchell, wczoraj jakąś rozmowę. Rejestruję machinalnie, zapisuję rzeczy, które na ogół są dostępne w internecie, wystarczy tak zwana odrobina dobrej woli, żeby je odszukać. Nie oglądam potem tego, nie słucham, a gdy natknę się na zarejestrowane, kasuję. Częstokroć dziwię się, że coś takiego zarejestrowałem.

W pliku excel (zawsze muszę sprawdzić jak się to pisze) od ponad sześciu  lat rejestruję książki, które przeczytałem w danym roku (tytuł, nazwisko, imię autorki/autora). Przy okazji ostatniego zapisu przejrzałem poprzednie lata, znajdując tytuły i nazwiska, które nic mi nie mówią.

1224721520064120000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Jeśli mówiłem: nie chcę mącznych potraw, odnosiły moją wypowiedź o mącznych potrawach do siebie, chociaż ja, wypowiadając się o potrawach mącznych, wcale nie myślałem o moich siostrach, ale niezależnie od tego, co mówiłem, słyszały zawsze, że wypowiadam się przeciw nim”.

Thomas Bernhard, Wymazywanie, przeł. Sława Lisiecka

756919526153061000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Stół, który stawał się coraz bardziej stertą kawałków, a coraz mniej stołem… Nie nadawał się do żadnego użytku, nie nadawał się do niczego, czego można byłoby oczekiwać od stołu. Ciężki, zwalisty, ledwo nadawał się do przenoszenia. Nie było wiadomo, jak się za niego zabrać (ani mentalnie, ani manualnie). Blat, jego użytkowa część, stopniowo zmniejszał się, znikał, i miał już tak niewiele wspólnego z masywną konstrukcją, że nie sposób było traktować całości jak stołu, raczej jak osobliwy mebel, nieznane narzędzie, niemające żadnego zastosowania. Stół zdehumanizowany, niezapewniający żadnej wygody, nie był ani mieszczański, ani ludowy, nie był też stołem wiejskim, kuchennym czy służącym do pracy. Nie poddawał się niczemu, bronił się sam, odmawiał współpracy i porozumienia. Było w nim coś przygnębiającego i osłupiającego. Można było pomyśleć, że to zatrzymany silnik”.

Gilles Deleuze, Félix Guattari, Anty-Edyp, przeł. Tomasz Kaszubski

 

PS
takie skojarzenie, może głupie, z tytułowym z „Dociekań strefy”, Marcinie

 

289117532242004000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

20180524

 

Zakładam śmieszne skarpetki, bo tylko takie mam pod ręką (i tak nikt mnie nie widzi), rozpoczynając ten dzień refleksją dotyczącą sposobu funkcjonowania pamięci. Zasypiając byłem niemal pewien – przywiązujemy zbyt dużą wagę do konstytuujących wspomnień, powracamy do nich maniakalnie, upierając się przy tym, iż należą do nas (i tylko do nas), podczas gdy tak naprawdę mogłyby one należeć do dowolnie wybranej, przypadkowej osoby. Czepiamy się jak rzep naszych pierwszych wspomnień, nadajemy im nie wiem jakie znaczenie, nawiązując przy tym do okresu szkolnego, przedszkolnego, przywołując nieustannnie otaczające nas wówczas nieznośne bachory oraz całe grono pedagogiczne, podczas gdy tak naprawdę nie mamy już z nimi wszystkimi od kilkudziesięciu lat nic wspólnego, poza tym, że codziennie do nich powracamy, powodując, że niemal zrastają się z nami, właśnie z nami, a więc z tymi (a nie z innymi), którzy przez przypadek, czy tam ślepe zrządzenie losu, do nich bez przerwy powracają. Jakim trzeba być kretynem, myślę, by zaprojektować tego typu skarpetki, pomarańczowe, z okalającym palce paskiem czerni oraz dodatkowym, biegnącym po ich zewnętrznej stronie a kończącym się nierówno na pięcie.

 

110433070572952000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Traumaj

 

Traum to sen. No proszę, kto by pomyślał (ja na pewno nie), że Traum to sen. Zresztą, nauka języków nigdy nie przychodziła mi łatwo, ten bije jednak wszelkie rekordy i natüralnie nie wiem, skąd się to bierze.
Cel był zawsze jeden – czytać w oryginale, odseparować się już nie tylko czytanym, ale i językiem, jechać środkiem, nie zważając na korki ani pory roku.

42181679476851900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

rozwój

 

Matka mówiła, że ojciec się nie rozwijał, praktycznie nie miał żadnych zainteresowań, jego jedynym zainteresowaniem była korporacja, do której łaził siedem dni w tygodniu, mając cię gdzieś, mówiła. Matka wykładała a ojciec się nie rozwijał, gdyby mógł, siedziałby tam dwadzieścia cztery godziny na dobę, byle cię tylko nie widzieć. Matka przewijała a ojciec się nie rozwijał, jego jedynym zainteresowaniem była korporacja. Matka zawoziła, odwoziła, ubierała i karmiła, a do tego znajdowała jeszcze czas, żeby się rozwijać (nie pamiętam wszystkiego, co mówiła matka, bo mówiła dużo, a o ojcu potrafiła w nieskończoność).

26069711619248300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Jestem odbiornikiem, powiedział nagle Benno, odbieram na wszystkich falach, dostępne fale: długie, krótkie, ultrakrótkie, fale słów i oceanów, fale świetlne, dosłowne i przenośne, widzialne/niewidzialne, fale-loki, ultrafiolet we włosach, wzburzony rentgen i gamma, buczenie mikrofalówki, pędzące fale fale fale rozbijające się jak bańki, wielkie mydlane bańki rozbijające się o ortęć świata. Po północy przestaję przetwarzać wiadomości regionalne, mózg lepi się od brudu, rzęzi na zwolnionych obrotach, tylko się usnąć. Siedem sposobów na lepsze tańsze, ten steps tu mejk to i tamto, hordy, mordy, kleszcze, albo niech pan spojrzy na to brunatne aż bordowe, wpadające w czerń. Dlatego wybieram zielone. Przez resztę życia patrzeć na zielone, wpatrywać się w zielone, w zielonym szukać ukojenia, to moje najnowsze postanowienie, postanowienie powzięte dziś rano, powiedział Benno. Jak bardzo zaniedbałem zielone, jakże lekceważyłem sobie zielone, a przecież nie istnieje nic bardziej wartego naszej uwagi niż właśnie zielone. Gdy zawsze tylko budynki; mieszkalne, biurowe, pracownicze, gdy zawsze tylko plastik i materiały termoizolacyjne, ścianki, lakier i pustka, to tam, na zewnątrz, zaniedbane zielone. Gdy nasze oczy piekące, szczypiące od wpatrywania się w kauczuk, metal, poliester, to wtedy należy rzucić to wszystko, i wyjść, patrzeć na zielone.

9957743761644810000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Przez chwilę zastanawiałem się, czy zacytować tak jak jest, ale raz: cytat bardzo mi się podoba, dwa: obecnie przechodzę fazę kolorystyczną, trzy: na początku tego roku postanowiłem zadowalać się fragmentem – więc cytuję tak jak jest.

” Pańskie mieszkanie w Paryżu jest prawie całkowicie białe; z trudem znaleźlibyśmy w nim artystyczne przedmioty, które dekorują większość francuskich mieszkań. Przez ostatnie tygodnie w Toronto kilkakrotnie widziano pana paradującego w tak prostych strojach jak białe spodnie, biały tshirt i czarna skórzana marynarka. Powiedział Pan, że dlatego tak bardzo lubi pan biały kolor, że być może w latach trzydziestych i czterdziestych w Poitiers fasady domów nigdy nie były naprawdę białe”.

link