8136852450949970000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Mądrość ludowa przestrzega przed opowiadaniem snów rano na czczo. Taki przebudzony pozostaje w rzeczywistości jeszcze pod czarem snu. Mycie wydobywa na światło dzienne tylko powierzchnię ciała i jego widoczne funkcje motoryczne, gdy tymczasem w głębszych warstwach także podczas ablucji w świetle poranka trwa szara pomroka snu, a nawet umacnia się w samotności pierwszej godziny po przebudzeniu. Kto się obawia spotkania z dniem – czy to z lęku przed ludźmi, czy ze względu na wewnętrzne skupienie – temu nie chce się jeść i rezygnuje ze śniadania. W ten sposób unika przeskoku między światem nocnym a dziennym. Przezorność, którą usprawiedliwia tylko przetopienie snu w skupioną pracę poranną, jeśli nie modlitwę, inaczej bowiem prowadzi do mnożenia rytmów życia. Opowiadanie snu w takim nastroju jest fatalne, bo człowiek, w połowie zaprzysiężony jeszcze światu snu, zdradza ten świat w swoich słowach i musi oczekiwać jego zemsty. Mówiąc nowocześniej: zdradza siebie. Porzucił ochronę w postaci śniącej naiwności i odsłania się, gdy bez zastanowienia opowiada swoje widzenie senne. Tylko bowiem z innego brzegu, od strony jasnego dnia, można podjąć sen z perspektywy poddanego namysłowi wspomnienia. Tę przeciwległą stronę snu można osiągnąć tylko w oczyszczeniu, analogicznym do ablucji, lecz zupełnie od niej odmiennym. Następuje ono przez żołądek. Na czczo człowiek mówi o śnie, jakby mówił przez sen.

Walter Benjamin, Ulica jednokierunkowa, tłum. Bogdan Baran

Reklamy

5028851376129970000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

podłącz nas i nie rozłączaj

 

Kiedy patrzę na ludzi poprzylepianych do tych swoich urządzeń przenośnych, jestem wtedy pewien, że człowiek to szalenie nienaturalny zwierz, który, gdyby tylko dano mu taką możliwość, najchętniej uciekłby myślami z tego świata.

3108001074820000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dźwięki znad rzeki

 

Wierzę w dyfrakcję, rozciągliwość cierpienia, niezrozumienie,

czarne smugi pozostawione na dwieście dwudziestej pierwszej

stronie niepotrzebnej książki. Wierzę w reakcje,

znudzenie, interferencje, napięcie, zjeżone elektrony bólu

gotowe do skoku. Wierzę w to, czego mi nie powiedziano,

wierzę w pustkę, pulsowanie tłumu.

 

1187150773510040000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

PREFACE

THIS book is designed to encourage students to observe and think. It may also furnish some information about trees, birds, and heavenly bodies which will enhance the pleasure of living wherever these things can be seen. The language is simple enough for students in the sixth or seventh grade, the facts important enough for more mature students.

Part One may well be studied in the fall, Part Two in winter, and Part Three in spring, but it would be a mistake to restrict the study of any part to a single season, or to attempt to finish one part before taking up the next. In order to become familiar with the planets and brightest stars the student should view the heavens at different seasons. The trees and birds also change their appearance as the seasons change. They should be observed at all times of the year.

TREES, STARS AND BIRDS, A Book of Outdoor Science by EDWIN LINCOLN MOSELET, A.M. Head of the Science Department State Normal College of Northwestern Ohio, ILLUSTRATED IN COLORS from paintings by Louis Agassiz Fuertes and with photographs and drawings, Yonkers-on-Hudson, New York WORLD BOOK COMPANY 1919

733699527799930000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

mleko


Chcesz być mleko? Ogranicz papierowe książki, powieś trzy ściereczki.
Niechaj pierwsza ściereczka symbolizuje to, czego nienawidzisz,
na przykład krawat, mężczyznę w krawacie, faceta, który posuwa się
do zakładania krawata (nigdy nie ufałeś facetom w krawatach), proste.
Drugą wystaw na widok, na Wspólnej, ku przestrodze, niech wiedzą,
że masz w dupie ich banki, pranki, mody, obmowy i przemowy,
wszystkie frakcje i podkomisje, medialne peregrynacje ciał,
cały ten szum na bruk ulicy, dzięki któremu mogą czuć się ważni.
Trzecia ściereczka, najmniejsza, niechaj ci służy do ocierania potu.

280248282089825000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

A w wolnych chwilach, dla rozrywki, lubi sobie zapisywać cioranki. Uważa, że Emil nie był zanadto radykalny, jego aforyzmy ciut za bardzo zmuszają nas do zachwytów nad osobą autora. Stara się iść dalej:

Życie jest zbyt długie. Człowiek powinien żyć trzy, góra cztery dni, po czym stanowczo rezygnować z tego koszmaru. Stanowcza rezygnacja już na wstępie, w kolebce, w samym zarodku. W przeciwnym razie koszmar, który nazywamy życiem, koszmar wypełniony płaczem i defekacją.

173202963620280000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

śmierciucha gonna goni nas

 

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie monotonnie

107045318469545000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Od dawien dawna nie chcieli słuchać moich pytań, doprowadzało mnie to do szaleństwa, zadawałem pytanie, a oni, nie dość, że nie chcieli mi udzielić odpowiedzi, to jeszcze nie chcieli słyszeć żadnych dalszych pytań, a to dlatego, że zadawałem te pytania jedno po drugim, nie skończyłem zadawać pierwszego pytania, a już myślałem o następnym, pojawiało się w mojej głowie kolejne pytanie, zadawałem je, i natychmiast pojawiało się kolejne, nie nadążałem z pytaniami, a oni nie nadążali z udzielaniem odpowiedzi, postanowili zatem, dla własnej wygody, że nie będą więcej słuchać moich pytań, robili to naturalnie dla własnej wygody, nie znajduję innego wytłumaczenia, zaprzestali słuchania moich pytań, bowiem wszystkie rodzące się w mojej głowie pytania były dla nich niewygodne.

(…)

przebywając między ludźmi, bałem się odezwać, bałem się ujawnić moje prawdziwe, a więc chore myśli, bałem się, że w ten sposób zdradzę swoją pokraczność, niepewność, swój oddech, jakże bardzo chciałem znaleźć kogoś, z kim mógłbym podzielić się moim myśleniem, moimi skojarzeniami, moim naiwnym, przyznaję, czasem zaskakującym swoją naiwnością nawet mnie samego tokiem rozumowania, och jak bardzo pragnąłem wyjawić nagle WSZYSTKIE MYŚLI, ale wiedziałem, zbyt dobrze wiedziałem, iż pod żadnym pozorem nie wolno mi tego zrobić, w chwili, w której zrealizowałbym ten niemądry pomysł, iście szatański pomysł wyjawienia wszystkich swoich myśli, jednym słowem ujawnienie całości myślenia, byłbym zgubiony, raz na zawsze załatwiony, w chwili, w której przyszłoby mi przypadkiem do głowy ujawnić nagle wszystkie, a więc również te najskrytsze myśli, byłbym skończony, raz na zawsze wykończony, NIGDY przed nikim nie możemy wyjawić wszystkich swoich myśli, NIGDY i PRZED NIKIM nie możemy się otworzyć, bowiem, kiedy przyjdzie nam to niechcący do głowy, jesteśmy już zakręceni.

66157645150735500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nadal mógł czytać, ale tylko w ściśle określonym miejscu

Szerokość oczu 9 cali. A także tego brakowało w sztuce

wytrzymałość, która już po przejściu przez dwa

Przecina linie ciężkości powiek, ciśnienia i pieczenia

Same oczy powstały, pozostawiając przerwę

Widzenie stało się konieczne. Zszywanie może – jak

Często to obserwowałem – pacjent wydaje się być bardziej wytrzymały

Ale to była okoliczność

pomóc, przez regularne zamykanie oczu

za każdym razem pociągając nitkę do rzeczywistości

 

DIE THERAPIE DES AUGES MITTELS DES FARBIGEN LICHTES, LEHRBUCH, DR- LUDWIG BOEHM, Geheimen Medicinal – Rath und Professor an der Universität zu Berlin, Berlin, 1862.

25269971831926300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Ja już niczego nie muszę pamiętać.

Tych wszystkich chłopaków, którymi byłem, zatrzymanych na skrzyżowaniach, schodach, w windach, przed egzaminem, w pełnym słońcu, we wiatach przystankowych, po gorączce, tych wszystkich chłopaków pokochać mocno i wyznaczyć im miejsce, a nawet trajektorie, i może chciałbym bardziej, żeby to oni żyli dalej tam, każdy na swój sposób, niż ja, tutaj, tak, teraz?

Jesteśmy kształtem obrabianym przez czas. Nie wolno się oburzać na ograniczoność zasobów pamięci.

15617701486882900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Chłopczyk chciałby się teraz pochwalić, że przewidział kto będzie mistrzem świata w piłce nożnej, a tam zaraz przewidział, strzelił że Francja, i rzeczywiście Francja została mistrzem świata w piłce nożnej, rozpisał to sobie przed rozpoczęciem mundialu na karteczce i ucieszył się bardzo, kiedy sprawdziła się jego przepowiednia (strzał), ale ni ma nikogo, ni ma naprawdę nikogo, kto by go teraz podziwiał…

Chłopczyk, z okazji zakończenia tej wielkiej ogólnoświatowej imprezy, chciałby pochwalić się również jednym z najstarszych wierszy (gdyby chłopczyk zdradził teraz w jakim wieku ten wierszyk napisał i tak nikt by mu nie uwierzył). Tytuł wymyślił dziś.

 

Ostatni finał pod egidą FIFA

Niespokój
niedzielny w słońcu rozwieszony czas
firanek dłoni zimny przypływ
na brudnej skroni muchy sen
najstarszy grzebień w całym mieście
najsłodsza

5965431141839500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

licho nie śpi by nie spać mógł ktoś

 

Wielki strach zagościł w naszych sercach cztery dni temu, rankiem, w pochmurną niedzielę, gdy Nrtdu zamiast, jak to miała w zwyczaju, pozwolić sobie na przeciągnięcie snu aż do południa, wiedziona jakimś, nie wiedzieć jakim przeczuciem, postanowiła nagle odwiedzić zamieszkującą na kolonii ciotkę Hrlk. Ciotka Hrlk zamieszkiwała na kolonii całkiem sama, mówiła o sobie ciotka Hrlk samowystarczalna, jednak, jak wspomina Nrtdu, to określenie przerodziło się w dosyć ponury żart, kiedy tak stała i stała nad jej zmasakrowanymi zwłokami.

Nasi myśliwi nie mieli wątpliwości: Monstrum wróciło. Monstrum rulez! Prawdziwe Monstrum czai się w lasach i znów zagraża. Natychmiast zwołano nadzwyczajną naradę, na której powzięto następujące środki zaradcze:

a) zarządzono polowanie
b) zarządzono 24-godzinną relację z polowania we wszystkich wioskowych kanałach
c) do czasu rozprawienia się z Monstrum nikt nie opuszcza chaty
d) na wszelki wypadek grupa najbardziej zasłużonych myśliwych uda się na pielgrzymkę, by złożyć Wielkiemu Bóstwu ofiarę przebłagalną z lisich głów