599533884777688000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

– Zasłonię, bo wieje.

– To nic nie pomoże.

– Ale nie będzie widać.

Reklamy

370532318199874000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

scary movie

 

Babcia z Wnusią w parku Skaryszewskim im. Ignacego Jana Paderewskiego. Jesień. Dużo złotych liści. Ostatnie takie słoneczne popołudnie.
Podczas gdy Babcia tonie w myślach (smutek uwidoczniony na twarzy), Wnusia wpatrzona jest w ekran smartfona. Spacerują, podtrzymując więź werbalną.
(długie pauzy)

 

Wnusia: — Pod ponckiem piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Emodżi. Soszial media. Nielimitowane.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Hygie.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

 

Wnusia: — Pod ponckiem piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Hygie. Trendy. Hygie.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Pod ponckiem piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

 

Wnusia: — Pod ponckiem piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Pod Ponckim Piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Jaki ładny kwiatek!

Babcia: — Gdy byłam w twoim wieku, byłam taka sama jak ty.

229001566577813000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Mam problem z dość silnie drżącym i uciekającym z lekkawskaźnikiem (lub kursorem) myszy. Przy różnego rodzaju pracy, ja nie mogę utrzymać go w ryzach – dziwnie mi drży, a głównie przeskakuje w różne miejsca. Bywa tez, że sam ucieka gdzieś w kąt ekranu, ale to rzadko. Najczęściej drży cały do tego stopnia, że nie mogę go nakierować nawet na „x” zamykający okno, czy w przypadku edytora tekstu, na odpowiednie miejsca między literami. To jest okropne! Co ciekawe, to nie jest problemem tylko na moich komputerach, ale jak czytam na różnych forach, dzieje się tak podobnie u innych. I jak do tej pory, czytając rożne wypowiedzi, nie natrafiłem jeszcze na jakąś bardziej sensowną i trafną, którą wykorzystując, rozwiązałbym opisany przed chwilą problem.

 

Przyznam się szczerze, że to jest problem, który najłatwiej byłoby mi zdiagnozować samemu na żywo. Pana opis jest bardzo szczegółowy i bardzo za niego dziękuję, ale na tę chwilę nie mam pomysłu, co to może być.

54059936666307800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

 22 października

 

W pewnych miejscach naprawdę jest znośnie. Otacza się otoczakami sensu w pewnych miejscach, wypowiada zdania, które uznaje za słuszne. Ale zdania, które wypowiada w pewnych miejscach (przestrzeń i czas), gdy tylko opuści pewne miejsca (wyjście poza obręb, przesunięcie), natychmiast tracą swoje znaczenie. Swój sens.

33410878289444900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

infekcja dróg

 

Mam ogromny sentyment do Islandii, do wszystkiego, co islandzkie, chociaż Islandii nie widziałem na oczy, nigdy nie byłem w Islandii, a znając mnie, nawet gdybym się znalazł w Islandii, nienawidziłbym Islandii jak niczego innego w świecie,
dlatego dzisiaj, otworzywszy szafkę i ujrzawszy pudełeczko z napisem Syrop islandzki (syrop na kaszel z porostu islandzkiego), nie potrafiłem się oprzeć.
Najnowsze, świeżo zakupione, nietknięte opakowanie w stonowanych kolorach (zidentyfikowałem ametystowy, miętowy, wrzosowy, oliwkowy) z widokiem gór surowych, ascetycznych, zachęcających do eksploracji.

20649058376862900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

definicja

 

Zaś jeśli chodzi o pracę, o ile sobie teraz dobrze przypomina, to zawsze w pośpiechu. Wieczny pośpiech odwiecznie kojarzący się z pracą, co jest nonsensem. Każda praca, którą wykonywał, była zatem nonsensem. Praca w pośpiechu, z pośpiechem, dla pośpiechu (pojawia się nawet akord) w żadnym razie nie może być określana mianem pracy. Stosowne słowo robota.

7887238464280900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Zaczął jeść, ale po chwili odsunął talerz. Wzrok jego przykuł pewien przedmiot, leżący na oknie koło niego. Był to lep na muchy. Na papierze pokrytym klejem dziesiątki much walczyły ze śmiercią, wydobywając ostatkiem sił jedną łapkę, aby pozostałe tym głębiej zanurzyć — papier pełen był okropnych wysiłków małych, konających z wyczerpania istot
— Niech pan to zabierze stąd — rzekł pośpiesznie Leszczuk.
— Lep? Gdzie mam zabrać? — zapytał zdziwiony pan Kotlak.
— Wszystko jedno! Żeby to nie było przy mnie! Prędzej!
Restaurator spojrzał na niego zdziwiony, ale lep zabrał i przeniósł na sąsiednie okno.
Wówczas stała się rzecz dziwna. Leszczuk wstał — po czym skierował się nagle do lepu z muchami i zaczął palcem dobijać muchy jedną za drugą, jedną za drugą.
Chłopi podnieśli się z ławy i przypatrywali się temu zdziwieni, a gospodarz zapytał:
— Pan szanowny muchy zabija?
— Niech się nie męczą — wyrzekł jakimś zdławionym, nieswoim głosem Leszczuk.
A mówiąc to, zabijał je coraz prędzej, coraz prędzej… i miało to dziwny charakter, iż wreszcie jeden z chłopów odezwał się:
— A dosyć już tego dobrego!
W tej samej chwili Leszczuk rzucił się na niego. Piana mu wystąpiła na usta…
Porwał go obiema rękami za głowę i przerzucił sobie przez plecy z niesłychaną siłą. Zaczął miotać się z przerażonym chłopem po całej salce.
Tamci rzucili się na ratunek.
Maja i Hińcz zostali odepchnięci w kąt. Powstało kłębowisko na podłodze, a bufet runął z trzaskiem i brzękiem tłuczonego szkła.
I naraz z tej kopy ludzkiej wydarł się przerażony, straszliwy ryk:
— Jezus Maria! Jezus Maria!
Leszczuk całym ciałem uderzył w okno, wyłamał je i znalazł się na dworze. Ale zanim uciekł zatrzymał się jeszcze na moment. Obejrzał się i — zabił jeszcze jedną muchę na lepie. Zniknął.
Chłopi wysypali się za nim hurmem.
— Trzymaj! Łapąj!
Miasteczko obudziło się. Otwierały się okna i drzwi, a w nich stawali wystraszeni ludzie.Pościg przelatywał uliczkami, jak złowieszcze widmo.Hińcz nie mógł dotrzymać kroku Maji, ale wydzierającą się naprzód dziewczynę schwycił za rękę i nie puszczał. Oboje biegli z tyłu.
— Zabiją go! — szeptała Maja, jak w gorączce.
Z dala dobiegł ich nowy ryk. Chłopstwo otoczyło chałupę na krańcu miasteczka. Ludzie uzbrojeni w pałki, kosy i widły, przez płot wdarli się do wnętrza zabudowań.
— Tu się schował! — wołali. — Na strychu jest!
— Za ucho mnie złapał! — wył właściciel chałupy.
— Muchy na lepie zabijał! Bić go! Bić go!
— Dom podpalić!
Witold Gombrowicz Opętani

3012657015979780000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

zoo

 

  1. Klatka

Rzecze źrebię zebrze żebrzę.

 

  1. Klatka

Ta scena w „Porwaniu Michela Houellebecqa”, kiedy Houellbecq grany przez Houellebecqa stojąc w gronie swoich porywaczy, zauważa nieśmiało: od początku zastanawia mnie fakt, że nie nosicie masek, widzę wasze twarze, w powieściach to nie jest dobry znak, porywacze odkrywają twarze, gdy się nie boją, że ofiara mogłaby ich rozpoznać, bo zamierzają ją zabić, po czym uśmiecha się głupio.

 

  1. Klatka

 

 

  1. Klatka

Tukan.

 

1861924432321340000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

drobne uszczypliwości

 

Gogol obraził się na mnie i utrudnia mi życie. Poszło o pocztę*. Nie spodobało mu się, że nie spodobała mi się (i to bardo) nowa poczta, którą w końcu i tak wcisnął mi na siłę.

Najpierw anonsował. Prosił, żebym wypróbował (przecież zawsze będę mógł powrócić do starego wyglądu). Spróbowałem. Nowa poczta od razu wydała mi się odrażająca.

Poczta to poczta. Wychodzę z założenia, że na poczcie najważniejsze powinny być listy. Nic poza tym. Żadnych ozdobników, rozpraszaczy, kolorowych dodatków, ikonek. Po co mi kalendarz?

Jakby tego było mało, nowa poczta ładowała się dłużej. W nieskończoność musiałem czekać, aż w okienku powitalnym przemieli się pasek. To było naprawdę frustrujące.

Natychmiast powróciłem do starego wyglądu, jednak, jak wszystko, nie trwało to długo. Nie minęły dwa tygodnie, a już miałem nową pocztę ustawioną złośliwie na stałe.

Od czego jednak moja pomysłowść? Na samym dole strony, wypisany maleńkimi literami, znajdował się był lineczek: Ładuj podstawowy widok HTML (dla wolnych połączeń).. Załadowałem.

 

No a teraz Gogol utrudnia mi życie. Wystarczy, że zaczynam grzebać w wyszukiwarce, a natychmiast przerywa mi brutalnie, niby prosząc tylko, bym potwierdził, iż nie jestem robotem. Zasłania się przy tym wytartym frazesem o naszych systemach, które wykryły nietypowy ruch pochodzący z Twojej sieci komputerowej.

To prawda, może i nazbyt często korzystam z wyszukiwarki, poszukując rzeczy, które takiemu Gogolowi mogą nie mieścić się w głowie. Rzeczy wszelakich. Różnorodnych. Rzekłbym nawet nietypowych. Potrafię przy tym błyskawicznie przechodzić od hasła do hasła, jak jaki dziki skakać z linku na link, zauroczony frazą, nazwiskiem, nie znanym pojęciem. Ale żeby od razu z tego powodu odmawiać mi człowieczeństwa?

W ramach zemsty za niekorzystanie z najnowszej poczty niemal przy każdym wyszukiwaniu Gogol poleca mi teraz wykonanie testu**. Podsuwa przy tym szereg obrazków, z których muszę wybrać wyłącznie te z: a) samochodami, b) witrynami sklepowymi, c) sygnalizacjami świetlnymi, d) przejściami dla pieszych, itp. Nie wie, że lubię takie łamigłówki***.

 


*Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pocztę.

**Wykonanie testu CAPTCHA może być czasem wymagane, jeśli korzystasz z zaawansowanych haseł wyszukiwania, z których korzystają najczęściej roboty, lub gdy bardzo szybko wysyłasz żądania.

***I to bardo.

1150732583658440000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

zostaną po nas GIF-y i dywizy

 

Maszyna językowa, w której objęciach się chronię, która zapewnia mi całodobową ochronę, rytm, język maszynowy. Temat? Nie ważny jest temat. Nie ma żadnego tematu. Chodzi o ochronę.

Schronić się całkowicie przed światem, uciec przed zakusami świata.

Mieć zawsze w głowie wewnętrzny głos, który podpowie; głos tubalny, przekonywający, zrytmizowany.

Rytm jako próba przetrwania w rozregulowanym świecie.

Rytm jako forma monologu pozbawiona zdania racji.

711191848662898000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Tam, w Krakowie, podszedł do mnie człowiek. Nie miałem kontaktu z ludźmi przez okrągłe lata, a tam, w Krakowie, ot tak, od razu, podszedł do mnie człowiek. Wyglądał staro. Początkowo podszedłem do niego nieufnie, pomyślałem, pewnie coś chce, złotówkę, może nawet pięć złotych, nigdy nic nie wiadomo, zawsze, kiedy podchodzi do nas nieznajomy człowiek, musimy liczyć się z wydatkami, ale on nie chciał niczego, zapytał skąd jestem. Fakt, iż po tylu latach podchodzi do nas nieznajomy człowiek i, ot tak, po prostu, pyta skąd jesteśmy, wytrąca nas z równowagi, i to do tego stopnia, iż natychmiast odpowiadamy mu zgodnie z prawdą. W normalnych warunkach, a więc w warunkach szaroburej codzienności, nigdy nie pozwolilibyśmy sobie odpowiedzieć na tak postawione pytanie, a już na pewno zgodnie z prawdą. Powiedział, żeby mówić mu Pablo, że bardzo lubi to imię, powiedział Benno. Osiem lat temu, kiedy miał jeszcze wszystko, wszystko, co jest niezbędne do życia (tak wtedy myślał) jego myśli były inne, myślało mu się lżej, składniej. A może w ogóle wtedy nie zastanawiał się tyle? Może wcale nie myślał, po prostu żył, bowiem miał do tego warunki? Warunki do życia. Warunki do myślenia. W a r u n k i – wypowiedział to słowo, kilkukrotnie powtórzył. Zaczynał śmierdzieć. Przyznał, że od dawna się nie mył, w zasadzie czeka na deszcz, ale przecież nie będzie przepraszać. Ostatnim razem (kiedy to było?) skorzystał w nocy z fontanny. Wykąpał się pod osłoną nocy. Była ciepła lipcowa noc, chyba nawet pełnia księżyca (tego nie był pewien), a on nurzał swe ciało w miękkiej, miedzianej wodzie, i nie odczuwał strachu. To prawda, mogli pojawić się niespodziewanie strażnicy miejscy, to prawda, mógł zauważyć go jakiś prawowity obywatel miasta, ale w tamtym momencie miał to po prostu gdzieś. Rzadki stan umysłu. A jeszcze wcześniej tamto miejsce, gdzie trawnik rozpoczynał się tuz przy siatce i biegł wzdłuż rzędu tuj aż po horyzont, z majaczącymi w oddali konturami jednakowych budynków. Teren wydawał się pusty, nie był jednak pewien czy nie ma tam psów ani kamer. Przystanął na rogu działki i rozejrzał się ostrożnie. Nikogo, powiedział Pablo, powiedział Benno. Pachniało tujami. Przeszedł klika kroków. Stanął przy siatce i od razu usłyszał. Pośrodku równiutko przystrzyżonego trawnika tkwił zraszacz. Był włączony. Prychający wirnik wystrzeliwał we wszystkie strony lśniące strugi wody.

439540734995543000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Tylko w ten sposób możemy się uratować, robiąc jedną rzecz, myśląc przy tym wyłącznie o tej jednej rzeczy, nie istnieje inna możliwość. Myśl prosta, wyizolowana, nie możemy pozwolić sobie na żadne zakłócenia. Każde zawahanie, odbiegnięcie na moment, nawet na chwilę, od tematu, zburzy nam wszystko doszczętnie. Myślenie tu i teraz, samodzielność myślenia w obrębie jednej jedynej myśli, oto czego nam dzisiaj potrzeba. Musimy nauczyć się myśleć w sposób nie dopuszczający do głosu żadnych cudzych myśli, musimy nauczyć się myśleć ściśle, jednokierunkowo, bez zakłóceń i zbędnego zawracania głowy.

Odwracanie kota w locie.

Myśl, iż gdzieś tam jest pyton, w dalszym ciągu nie dawała mi spokoju, powtórzył nagle Benno, odkąd dowiedziałem się o pytonie, nie mogłem przestać o nim myśleć, przez cały czas zastanawiałem się, gdzie jest, co robi, co też tam teraz knuje, prawdopodobnie wijąc się przy tym i skręcając w ukryciu ze śmiechu. Podczas gdy wszyscy przyjęli zniknięcie pytona za coś naturalnego i, niejako z automatu, już dawno przestali zaprzątać sobie całym tym pytonem głowy, ja nie mogłem przestać o nim myśleć, moje myśli coraz mocniej zaciskały się wokół pytona, nie pozwalając mi zmrużyć oka, mógłbym nawet powiedzieć, iż nieustanne myślenie o pytonie stało się nieodłącznym elementem mojej egzystencji. Porównałbym to do grypy. Kiedy jest zimno w środku lata. Kiedy wszyscy cieszą się słońcem, opalają, odczuwają upał, a my konamy z zimna pod zmechaconym kocem.

Gdzie się podziała karteczka, którą w nocy zapisałem, na której w nagłym przebłysku nieświadomości sformułowałem Ogólną zasadę formułowania się myśli?