14674191388313400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Paolo

 

Maldini, a właściwie jego wypracowanie,
które czytam teraz od końca.
Tak naprawdę moją matką była telewizja
edukacyjna, ojca nawet nie pamiętam.
Zeszyt w linie, z marginesem, Santo Subito.
Wielkie zamaszyste litery,
które podziwiam, podziwiam.

Reklamy

9069149035398720000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

chaos w fabryce czekolady

 

Nie wyciągać ogólnych wniosków, bronić się rękami i nogami przed ogólnymi wnioskami, w przeszłości, a więc niedawno, gubiło mnie wyciąganie ogólnych wniosków, poszukiwanie (bezcelowe) celowości, rzecz znamienna, bardzo charakterystyczna dla mojego umysłu, z czego dopiero teraz tak naprawdę zdaję sobie sprawę. Z każdej, najbłahszej nawet sytuacji, starałem się błyskawicznie (królik) wyciągnąć ogólne, rzekłbym nawet ramowe wnioski prowadzące (złudnie) do rozstrzygnięcia tak zwanych kwestii życiowych, co było błędem.

Częstotliwość mojego pisania w sieci. Częstotliwość z jaką publikuję tak zwane posty. Mnie samego niepokoi ona. Stanowi być może problem. Częstokroć, po opublikowaniu kolejnego tak zwanego posta, zastanawiam się godzinami, czy powinienem był go mimo wszystko publikować, czy aby nie nazbyt pochopnie post ów opublikowałem, zważywszy, iż całkiem niedawno opublikowałem był  poprzedni post. I tak w kółko.

Otwierać plik  w o r d o w s k i  i  czekać, cierpliwie czekać, aż plik  w o r d o w s k i rozkwitnie, rozwinie się przed (oczym(a)mi), czekać wytrwale, nie śpieszyć się, cokolwiek przychodzi z czasem.

Ślad bosej stopy pozostawiony na łazienkowym chodniku o godzinie jedenastej przed południem — ciągle widoczny o godzinie siedemnastej.

W literaturze szukam samotności, jedynie stłumiony, cichy, samotny głos jest w stanie mnie przyciągnąć, przywołać, tylko takiemu głosowi mogę, jak to się mówi, w pełni zaufać, nie cierpię fikcji.

Do wszystkiego podchodzić powoli, rozgaszczać się.

Fífill

5605042352914730000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Lekcja historii

 

Musimy pamiętać, że to właśnie Chińczycy pierwsi poważnie potraktowali Księżyc. Co prawda Amerykanie, ach ci rozpanoszeni Amerykanie!, umieścili tam wcześniej swoich dwunastu apostołów, ale żaden z nich – proszę zauważyć, żaden! – nie zainteresował się jego ciemną stroną. Łazili, zostawiali ślady, wbijali chorągiewki – lecz wszystko to w pełnym słońcu,  żadnemu z nich nie przyszło nawet do głowy zajrzeć za podszewkę. Amerykanie… no cóż, ich zawsze interesowało tylko to, co popularne; popcorn, popkultura, biblia, gwiezdne wojny, nie chcę się rozwodzić. Dość powiedzieć, że na patrona swej misji wybrali bufona i zawistnika, błękitnookiego Apollo…
Co innego Chińczycy! – oni zawsze twardo stąpali po ziemi, na zimno i bez emocji podchodzili do zagadnienia; kropla drąży kamień, kompas, papier, czarny proch… długo by o tym mówić. Tylko oni (chciałoby się powiedzieć – tylko my) mogli z tak chłodną głową potraktować gościa. Bo czym był dotąd Księżyc jeśli nie smutnym gościem, niezgrabą z tym samym obliczem, do cna zawiedzionym ludzką ignorancją? Wszyscy zadowalali się tym co widoczne, nikt, absolutnie nikt, nie interesował się całością…
Dzisiaj, kiedy doskonale wiemy, że wszystko ma swoją ciemną i jasną stronę, kiedy mieszkamy na Marsie, w wolnych chwilach podróżujemy do gwiazd, kiedy udało nam się jak cytrynę wycisnąć ciemną materię, musimy pamiętać, że zawdzięczamy to właśnie Chińczykom, ich dociekliwości, ich przenikliwości, ich Nefrytowemu Królikowi – i, co najważniejsze – bogini Chang’e.