4953967011875060000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Pokaż mi swoją chmurkę tagów, a powiem ci, czy będzie pogoda.

Reklamy

170623807298553000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Gromadzi cudze fotografie, cudze, ale tylko do pewnego stopnia, właściwie rzecz ujmując, jest to cudzość już przeżyta, cudzość oswojona. No tak. Już gdzieś to kiedyś widział. Musiało mu się przecież rzucić wcześniej w oczy… Ulica w Skopje albo w Berlinie, ale dla niego jest to Sienna lub Górczewska, obrazy wywołujące z pamięci inne obrazy; opuszczone place zabaw, odrapane filary wiaduktów, huśtawki, windy, śmieci, garaże, przytulne blokowiska, plaże jak tamte plaże, psy przypominające mu inne psy biegnące ukosem, żółte trawniki, balkony, twarze, przejścia pod ścianami.
Pragnął nie zapominać. Pragnął zgromadzić wszystko.

15385139106431700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

brzytwa Ochmonka

.

Za dużo go tutaj, kiedy tam nie ma go wcale. Jakby chciał temu nieustannie zaprzeczać, jakby mogło pomóc. Chwyta się tego, jak ostatniej brzytwy ratunku.


„Wszystko, co zostało powiedziane, okazuje się od razu, czy nieco później, bez sensu, to wszakże nie żadna zbrodnia, powiedział, jeśli mówi się o tym z przekonaniem, z najbardziej niewiarygodną zapalczywością, do jakiej jesteśmy zdolni. To, co myślimy, chcemy też powiedzieć, powiedział Reger, i w gruncie rzeczy nie zaznamy spokoju, dopóki tego nie powiemy, kiedy milczymy, dusimy się tym. Ludzkość dawno by się już udusiła, gdyby musiała przemilczać pomyślany na przestrzeni jej historii bezsens, każdy, kto zbyt długo milczy, dusi się tym, również ludzkość nie może zbyt długo milczeć, wtedy bowiem dusi się, nawet jeśli bez sensu jest wszystko, co wymyśli pojedynczy człowiek, co wymyśli ludzkość, jak również to, co pojedynczy człowiek kiedykolwiek w życiu wymyślił, to, co ludzkość kiedykolwiek wymyśliła”.

Thomas Bernhard, Dawni mistrzowie, tłum. Marek Kędzierski

18250487254938600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Siła odśrodkowa


Poruszających rzeczy nie było wiele i nie były one wielkie, chociaż;
pewien deszczowy poranek w oddalonym hostelu, kiedy nagle,
niespodziewanie, przez sprane firanki zaczęło przeświecać słońce,
kamyki do akwarium zbierane nad brzegiem rzeki całą rodziną, mój rowerek
nie posiadał już wtedy dodatkowych kółek, pierwszy papieros
z pachnącej pustynnym piaskiem, zakazanej paczki cameli (nigdy więcej nie było tak samo),
plastikowa, niewyobrażalnie maleńka, brązowawa opaska z imieniem i nazwiskiem,
datą i zatrzaskiem,
zepsute, spisane na straty, naprawiane dniami i nocami, spójrz, a jednak działa!,
smutek, gdy stchórzyłem, cisza, jaka zapadła, gdy się odważyłem,
wstrząsające i ożywcze, bliskie spotkania z Salingerem, Bernhardem, Sebaldem,
duma połączona z zażenowaniem (nie wiem czego było więcej), kiedy usłyszałem,
że potrafię być przerażająco śmieszny,
moment, w którym zrozumiałem to, czego nie powinienem rozumieć,
moment, w którym niepotrzebnie zrozumiałem jeszcze tamto,
jedenasta minuta dwudziesta trzecia sekunda Starless King Crimson,
Tuva Semmingsen śpiewająca Svegliatevi nel core.

388484183426537000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

pierwsze pytanie
.

Paznokieć znaleziony dzisiaj rano na podłodze. Ale nie zamierza epatować drastycznością, nawet mu to nie przeszło przez głowę, po prostu paznokieć. Jeden z dziesięciu, być może z dwudziestu? (trudno rozpoznać), ten, który przez całe przedpołudnie nie dawał mu spokoju, który się wymknął?, odpadł?, stoczył?, omsknął?, odskoczył? podczas wieczornego obcinania paznokci. A pytanie brzmi nadal: JAK?

56679078505028700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Krótka opowieść Rudolfa spisana 7 września 2017 r.
 .   

Codziennie zabijam jednego siebie (wszystkich nie pamiętam). Czy najgorsze, czy najlepsze jest to, że nie ma między nami żadnego pokrewieństwa? Między tym wstającym a tym zasypiającym, między tym wspinającym się na palce, a tym siedzącym na balkonowej ławeczce, między mną a mną? Mnożę się i uśmiercam jak leci. Mam tak od dziecka.

Dzisiaj nazywam się Rudolf i chciałbym wam wiele opowiedzieć. Na przykład; że lubię północ, matowość, półcienie, to, co się rozwija. Lubię morskie i niknące w oddali. Lubię siebie.

Ludolfina!, kiedy po raz pierwszy usłyszałem to słowo, natychmiast odeszła mi ochota na dalszą naukę matematyki. Pasowało idealnie do tych wszystkich brązowożółtych, spoglądających na nas smutno z góry, Pascali, Kartezjuszów i Leibnizów, a wieczne zastępstwo, jakie tuż po pierwszym kwartale zafundowała nam dyrektorka szkoły, sprawiło, że już na zawsze znienawidziłem naszą nową (a przecież starą!) matematyczkę, ubierając ją odtąd w myślach w krynolinę i koronki.

Tak więc dzisiaj najchętniej bym siebie wyśmiał. Obróciłbym wektor ironii we własnym kierunku tylko po to, by cieszyć się sobą (Rudolfem) i chociaż na chwilę zapomnieć, a jednak nie jest to takie proste. Opanowałem, i to z grubsza, jedynie podstawowe działania: dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie, cóż mi po nich?

745648276861992000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Ego ago

Apofenia, na którą zapadł między ósmym a dziewiątym rokiem życia. Doskonale pamięta okoliczności i pierwsze objawy. Więc najpierw zaczęły irytować go okładki; ich niespójność, niekoherentność. Któregoś dnia postanowił obłożyć wszystkie książki z biblioteki ojca w folię aluminiową do pakowania żywności. Pragnął rozpoznawać je wyłącznie po kształcie, po ustawieniu. Te wystrzępione, zabrudzone brzegi, te rozchybotane czcionki i kolory, te wieloznaczne, niepasujące do siebie tytuły, wszystko to miało raz na zawsze zniknąć pod jednorodną, porządkującą chaos metalicznością.

Nie zdołał w pełni zrealizować swojego zamiaru. Pamięta zbyt wyraźnie, że starsza siostra, widząc jego starania, popukała się w czoło, a on, do czego powraca teraz w myślach niechętnie, nie potrafił dowieść jej swojej racji, ponieważ folia rwała się, pękała przy najmniejszym poruszeniu.