52401541556933700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dwie wiki na sen

 

Na terenach występowania pandy małej w potocznym języku chińskim jest ona nazywana hǔo hú (火狐), co dosłownie oznacza ognisty lis. Jednakże ta nazwa jest stosowana także na określenie zwykłego lisa. W wyniku pomyłki dosłowne angielskie tłumaczenie tej nazwy (firefox) znalazło się na stronie internetowej Wellington Zoo zamiast nazwy właściwej (red panda, lesser panda). Tłumaczenie to wybrano jako ostateczną nazwę przeglądarki internetowej Mozilla Firefox[6].
link

        

Koleń pospolity[3], koleń[4] (Squalus acanthias) – gatunek ryby chrzęstnoszkieletowej z rodziny koleniowatych (Squalidae). Ceniona ryba konsumpcyjna[przez kogo?].
link
Reklamy

32385933745075100000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

gruby dywan

 

– Pomyślałem sobie, jak to będzie ładnie wyglądać, kiedy za kilkadziesiąt lat internet stanie się składowiskiem pozostałości po trupach. No wiesz, opuszczone blogi, in memoriam na facebookach, nieświeże tumblry, instagramy, inne takie…

– Nie bój się, korpy na pewno już coś tam wykombinują. To niedopuszczalne, by śmierć obrzydzała żyjącym konsumpcję.

1804806230506830000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

zamiast

 

Dlaczego nie urodziłem się wcześniej?! – pomyślałem ze smutkiem, dlaczego nie urodziłem się w XIX lub na początku XX wieku, kiedy wokół nie było tylu rozpraszaczy, mam tu na myśli przede wszystkim internet, który nieustannie odciąga mnie od pisania; zamiast pisać, co powinienem tu i teraz czynić nie oglądając się na nic, co kilka minut zaglądam do internetu, sprawdzam co też się tam zdążyło pozmieniać w świecie podczas mojej nieobecności, klikam, przewijam, odświeżam pocztę, chociaż od wielu lat nikt, prócz darmowych subskrypcji do mnie nie pisze, otwieram, zamykam okna, a na dokładkę, jakby tego było mało, dokarmiam reklamowe boty ciasteczkami. O ile łatwiej mieli dawno umarli pisarze, powiedziałem głośno – i natychmiast wyobraziłem sobie wszystkich tych moich dawnych mistrzów przed ekranami komputerów (myślę, że zachowaliby oni resztki zdrowego rozsądku i nie posługiwali się mimo wszystko smartfonami), przed moimi oczami stanęli, a właściwie rozsiedli się wygodnie wszyscy ci moi dawni mistrzowie, a ich twarze, rozjaśnione teraz niebieskawą, pulsującą nierównomiernie poświatą, wydały mi się jeszcze bardziej martwe. Co robiliby teraz moi dawni mistrzowie? – powiedziałem. Z pewnością mieliby problem. Zamiast pisać, co i ja powinienem teraz czynić, siedzieliby jak jeden mąż w internecie; taki David Foster Wallace od świtu do nocy nie spuszczałby z oka YouTube’a, oglądając w międzyczasie serial za serialem, taki Bernhard wspiąłby się niechybnie na szczyty odrazy i zniesmaczenia obserwując fluktuacje ludzkiej ignorancji podlewanej na okrągło katolicko-narodowym sosem – co tam gazety!, internet to dopiero źródło niekończonej się irytacji! Ciekawe czy Joyce napisałby Ulissesa, gdyby miał dostęp do internetu? Myślę, że nie. Na pewno nie. A Proust? Cóż robiłby Marcel podłączony w swoim łóżku do laptopa? Czy zaprzątałby sobie głowę poszukiwaniem straconego czasu, gdyby tracił czas na scrollowanie?
Zazdrościmy dawnym umarłym pisarzom tego, że mieli oni okazję urodzić się wcześniej od nas. Dzięki temu właśnie, dzięki takiemu, a nie innemu zbiegowi (chyba nie zbiegu?) okoliczności, mieli oni okazję napisać to, czego my, urodzeni znacznie później, nie jesteśmy już w stanie napisać, jedynie dzięki takiemu właśnie, szczęśliwemu dla nich, nieszczęśliwemu dla nas, zrządzeniu losu, to oni napisali pierwsi to, co my zawsze zamierzaliśmy napisać i, niestety, dzięki takiemu właśnie a nie innemu, nieszczęśliwemu dla nas, szczęśliwemu dla nich zrządzeniu losu, my nie możemy napisać właściwie już niczego, ponieważ w, jak to się mówi, dobie internetu, jesteśmy; a) roztrzęsieni, b) zasmuceni, c) znerwicowani i) do-dat-ko-wo skołowani porozrzucanymi po internecie cząstkami naszych tożsamości, a przez to niespójni, ponieważ nawet gdybyśmy teraz jakimś cudem cokolwiek napisali, stalibyśmy się jedynie żałosnymi, żalącymi się bez przerwy niekompetentnymi imitatorami.

689374636946030000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

pauzy

 

Zawsze bałem się utraty. Że stracę to, co jeszcze posiadam. Dlatego z niepokojem patrzyłem na pojawiające się w filmach pieniądze. Drżałem o wielkie wygrane, łupy włamywaczy, znalezione w szczerym polu walizki wypełnione złotem, bo wiedziałem, że nic nie jest wieczne. A i fabuła nie rozpieszczała mnie zbytnio; tam, gdzie u kogoś, nagle, pojawiały się pieniądze, tam zawsze pojawiał się ktoś inny, kto już na nie czyhał. Akcja musiała iść pełną parą.

Oglądam filmy. Kino zagraniczne. Stare czarno-białe filmy przeznaczone dla starych ludzi. Mój stan nie pozwala już w pełni uczestniczyć w toczącym się za oknami nieziemskim procesie życia – nie są to jednak problemy natury fizycznej – po prostu czuję, że od kilku lat ten świat oddala się ode mnie z coraz większą prędkością. Nie rozumiemy się i nie dążymy za wszelką cenę do porozumienia.

Codziennie nagrywam nowe, a obejrzane kasuję. Przeglądam program i dokonuję bezwzględnej selekcji. Kilkanaście filmów na raz, z przerwami, brakiem ciągłości. Bo nawet tu nie wytrzymuję napięcia. Sceny kluczowe, nagłe zwroty akcji, moment, w którym dochodzi do konfrontacji zwaśnionych stron konfliktu – to wszystko odkładam na potem, wciskając stop, przechodząc do kolejnego tytułu.

162739276283501000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

cykle

 

Dzień rozpoczynam od posiania ziarna wyboru – albo będę szczęśliwy, albo będę nieszczęśliwy: ziarno kiełkuje i od razu mnożą się wątpliwości → jeśli dziś będę szczęśliwy, to jak szybko stanę się nieszczęśliwy? Jeśli dziś będę nieszczęśliwy, to czy zdążę być jeszcze szczęśliwy? Jeśli dziś będę szczęśliwy i stanę się nieszczęśliwy, to czy na powrót stanę się szczęśliwy? Jeśli dziś będę nieszczęśliwy i stanę się szczęśliwy, to jak szybko stanę się znów nieszczęśliwy? A jeśli będę… moje myśli rozgałęziają się, tworząc algorytmiczne drzewo wyboru. Już jestem w sieci, a na drzewie pączkują grzyby – to grzyby trujących myśli o postrzępionych kapeluszach, podnoszą głowy wraz ze wzrostem informacji → sieć oferuje nawóz niechcianych informacji → sieć oferuje nawóz niechcianych informacji stanowiący pożywkę dla grzybów trujących myśli. Nie umiem oprzeć się informacjom, karmiąc w ten sposób grzyby trujących myśli. I chociaż wiem, że jeszcze nie jest za późno, moszczę się w sieci, dając pożywkę ↓ grzybom trujących myśli. Już jestem zagrzybiony i wiem, że nie będę szczęśliwy. Nie rezygnuję.

817764658377501000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Jak się tam wchodziło, w całym budynku fatalne oświetlenie, zwłaszcza jesienią i zimą, wieczorami, piwniczne, fabryczne oświetlenie. W każdym pomieszczeniu żarówki najbardziej energooszczędne, a przez to najciemniejsze, przyprawiające od razu o myśli samobójcze. Siedzieli w tych pomieszczeniach, zwłaszcza jesienią i zimą, długimi wieczorami, w fatalnym, samobójczym oświetleniu. Z ich pokoju, najmniejszego, oświetlonego najfatalniej, dobywały się wrzaski naturszczyków, porykiwania reklam, skamlania seriali. Jak się tam wchodziło, to od razu, nie pytając nikogo, przechodziło się do kuchni. Nikogo to nie obchodziło. Przechodziło się do kuchni, bo tam było najciszej, bo tam było najwięcej żarówek.

Rankami brał górę szron i pewnie by nie wyłazili, gdyby nie obrządki: głowy jaków, dzikich koni, reniferów, a wszystkie spragnione miłości, parujące języki zlizujące z paznokci sól, wielkie oczy patrzące z komórki. Rankami, gdy górę brał szron, pewnie by nie wyłazili, gdyby nie nadzieja: przyjąć do wiadomości, że wszystko jest jeszcze możliwe, w każdej chwili cała paleta nieszczęścia, i żyć z myślą, że wszystko jest jeszcze możliwe, wszystkie plagi, godziny, szpitale. Zmienność losu. Odchylenie standardowe.

119310255727776000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

AI

 

AI nigdy nie będzie miała nic wspólnego z człowiekiem, który dla niej jawił się będzie zawsze jeno jako bakteryjka. Opowieść jest zawsze jedna. Dla człowieka opowieść jest zawsze jedna, snuta w określonym miejscu i czasie – cóż, taki aparat poznawczy, taka percepcja. Wyobraźmy sobie, jeśli umiemy, AI snującą równolegle, śledzącą, łączącą ze sobą miliony, miliardy, biliony, czy co tam dalej idzie, opowieści. Jakie znaczenie będzie miała dla niej jednostkowa opowieść bakteryjki?

45572462481568500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Szatan w dyskoncie

Najpiękniejsze są drobne wady, wypaczenia,
halluksy charakteru.
Najwspanialsze jest to, co najtańsze,
nierzucające się w oczy, głęboko ukryte.

 

tak, tak, tylko sen

Żyjemy naprawdę tylko w snach, wtedy, kiedy nasze zmysły nie są okłamywane. Powtórzę, bo zabrzmiało banalnie: żyjemy naprawdę tylko w snach, wtedy, kiedy nasze zmysły nie są okłamywane. To iluzja, że koszmarna rzeczywistość jawy jest ważniejsza od rzeczywistości snu. Wystarczy powiedzieć, iż to właśnie na jawie jesteśmy: a) przebodźcowani, przebodźcowani przesylabizowane podkreślone (dwukrotnie przekreślone), i b) nieustannie (póki nie zaśniemy) atakowani wytworami (potworami) tego świata oraz naszymi wobec niego powinnościami.

 

, , ,
 

.
...
,  .

,  .
...
.

Ktoś właśnie pisze komentarz

10758199047708900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

metody samokształcenia

 

Przez noc uczyłem się pi(sa)ć jak kot (język –
pozbawiony zagłębienia przeciwstawiający się
niezmordkowanie sile grawitacji)
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

Co z tego, skoro jutro
poróżnimy się na tysiąc sposobów?

 

3012657015979780000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

zoo

 

  1. Klatka

Rzecze źrebię zebrze żebrzę.

 

  1. Klatka

Ta scena w „Porwaniu Michela Houellebecqa”, kiedy Houellbecq grany przez Houellebecqa stojąc w gronie swoich porywaczy, zauważa nieśmiało: od początku zastanawia mnie fakt, że nie nosicie masek, widzę wasze twarze, w powieściach to nie jest dobry znak, porywacze odkrywają twarze, gdy się nie boją, że ofiara mogłaby ich rozpoznać, bo zamierzają ją zabić, po czym uśmiecha się głupio.

 

  1. Klatka

 

 

  1. Klatka

Tukan.

 

1861924432321340000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

drobne uszczypliwości

 

Gogol obraził się na mnie i utrudnia mi życie. Poszło o pocztę*. Nie spodobało mu się, że nie spodobała mi się (i to bardo) nowa poczta, którą w końcu i tak wcisnął mi na siłę.

Najpierw anonsował. Prosił, żebym wypróbował (przecież zawsze będę mógł powrócić do starego wyglądu). Spróbowałem. Nowa poczta od razu wydała mi się odrażająca.

Poczta to poczta. Wychodzę z założenia, że na poczcie najważniejsze powinny być listy. Nic poza tym. Żadnych ozdobników, rozpraszaczy, kolorowych dodatków, ikonek. Po co mi kalendarz?

Jakby tego było mało, nowa poczta ładowała się dłużej. W nieskończoność musiałem czekać, aż w okienku powitalnym przemieli się pasek. To było naprawdę frustrujące.

Natychmiast powróciłem do starego wyglądu, jednak, jak wszystko, nie trwało to długo. Nie minęły dwa tygodnie, a już miałem nową pocztę ustawioną złośliwie na stałe.

Od czego jednak moja pomysłowść? Na samym dole strony, wypisany maleńkimi literami, znajdował się był lineczek: Ładuj podstawowy widok HTML (dla wolnych połączeń).. Załadowałem.

 

No a teraz Gogol utrudnia mi życie. Wystarczy, że zaczynam grzebać w wyszukiwarce, a natychmiast przerywa mi brutalnie, niby prosząc tylko, bym potwierdził, iż nie jestem robotem. Zasłania się przy tym wytartym frazesem o naszych systemach, które wykryły nietypowy ruch pochodzący z Twojej sieci komputerowej.

To prawda, może i nazbyt często korzystam z wyszukiwarki, poszukując rzeczy, które takiemu Gogolowi mogą nie mieścić się w głowie. Rzeczy wszelakich. Różnorodnych. Rzekłbym nawet nietypowych. Potrafię przy tym błyskawicznie przechodzić od hasła do hasła, jak jaki dziki skakać z linku na link, zauroczony frazą, nazwiskiem, nie znanym pojęciem. Ale żeby od razu z tego powodu odmawiać mi człowieczeństwa?

W ramach zemsty za niekorzystanie z najnowszej poczty niemal przy każdym wyszukiwaniu Gogol poleca mi teraz wykonanie testu**. Podsuwa przy tym szereg obrazków, z których muszę wybrać wyłącznie te z: a) samochodami, b) witrynami sklepowymi, c) sygnalizacjami świetlnymi, d) przejściami dla pieszych, itp. Nie wie, że lubię takie łamigłówki***.

 


*Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pocztę.

**Wykonanie testu CAPTCHA może być czasem wymagane, jeśli korzystasz z zaawansowanych haseł wyszukiwania, z których korzystają najczęściej roboty, lub gdy bardzo szybko wysyłasz żądania.

***I to bardo.