36138207717265900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Cuchnące kanały informacyjne, którymi codziennie dopychają się do jego uszu i oczu niestrawne treści. Ciągle te same nieobliczalne polityczne łby wyskakujące z konopi jak Flipy i Flapy ze swymi obmierzłymi gagami. Medialny swąd powtórzeń mimo zatkanego nosa. Nie potrafi się skupić. Z przerażeniem zauważa, że nie umie już nawet słuchać muzyki, nawet najpiękniejsze dźwięki natychmiast układają mu się w głowie w kakofonię.

link

13803567055491800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

True Type

W chwili, gdy zaczyna czytać (cokolwiek, może to być cokolwiek), rodzi się w nim nieodparta pokusa pisania. Zaczynając czytać, zaczyna zastanawiać się, czy on nie napisałby tego lepiej, i czy w ogóle zamiast czytać, nie powinien aby w tym czasie pisać. Każda chwila przeznaczona na czytanie jest jednocześnie chwilą odebraną pisaniu. Myślę, że decydujący wpływ na takie, a nie inne funkcjonowanie jego czytelniczo-pisarskiego losu ma struktura jego krytycznego myślenia wraz z wszystkimi jej lekturowymi naleciałościami, nawykami akapitowego postrzegania, Verdaną jednorodnych odniesień oraz podkreślonymi kursywami nieumiejętnie skrywanej emocjonalności, która na jego nieszczęście zdążyła się już nieodwracalnie wykrystalizować we wnętrzu jego krytycznego mózgu w trakcie tego wieloletniego, żmudnego procesu czytelniczo-pisarskiego.

16374361185569600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Pisał już tylko wyłącznie dla starszych ludzi. Dla starszych mężczyzn. I dla starszych kobiet. Po siedemdziesiątce. Pewnego dnia stwierdził, że nie ma sensu pisać dla młodszych. Nigdy nie rozumiałem młodszych, mówił, a i oni nigdy nie wykazywali dla mnie zrozumienia. Nawet gdy sam byłem młodszy, nie rozumiałem innych młodszych (i vice versa). Plus siedemdziesiąt – tak wyobrażam sobie idealnego czytelnika. Niechaj młodsi zajmą się swoimi smartfonami (zresztą już się przecież zajmują), niechaj młodsi, mówił, zajmą się czymkolwiek; niechaj mejlują, niechaj chichocą, niechaj czatują, byle tylko nie wtykali tutaj nosa.

4585371016945310000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Cały czas obserwowałem z mojego okna na górze, z Höllerowskiej mansardy, jak Höller w swojej pracowni na dole wypycha olbrzymiego czarnego ptaka, wpychał w ptaka coraz więcej waty, myślałem, obserwowałem go z tego miejsca bardzo przydatnego do obserwacji tego typu, tak długo, aż ptak został całkowicie wypchany, a więc stałem bez ruchu co najmniej pół godziny, aż zobaczyłem, że Höller wypchał już ptaka całkowicie. Naraz Höller rzucił tego wypchanego ptaka na ziemię, zerwał się na nogi i wybiegł na zaplecze pracowni, nie widziałem go wprawdzie, ale czekałem, obserwując pracownię, dopóki ponownie nie spostrzegłem Höllera, wrócił i znowu usiadł w fotelu i znów zaczął wypychać ptaka, obok Höllera widziałem teraz na podłodze olbrzymią stertę waty, pomyślałem, że Höller stopniowo wepchnie tę olbrzymią stertę waty w tego, jak pierwotnie sądziłem, już całkowicie wypchanego ptaka. Noc jest dla niego znośna tylko dlatego, że wypycha tego ptaka, pomyślałem. Jeszcze o północy wciąż był zajęty wypychaniem ptaka. A ja wciąż zastanawiałem się, jaki to ptak, jeszcze nie widziałem takiego olbrzymiego i równie czarnego ptaka, myślałem, i że jest to chyba jakiś gatunek tutaj się niepojawiający, z zagranicy, zastanawiałem się, czy nie zejść na dół, do Höllera do pracowni, i nie zapytać go, jaki to gatunek ptaka. Możliwe, że jest to tak zwany ptak egzotyczny, że jeden z zamożniejszych myśliwych z doliny, z tych urodzajnych terenów, myśliwych, którzy bardzo często wyjeżdżają na polowania za granicę i do zamorskich krajów, przywiózł go stamtąd, z Ameryki Południowej lub z Afryki, z jaką niewiarygodną energią Höller wypychał teraz ptaka watą, nie wyobrażałem sobie, że w ptaku może być tyle miejsca na watę (…)”.

Thomas Bernhard „Korekta”, przeł. Marek Kędzierski

 

1082459262056430000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Czy obcięte paznokcie trzymane odpowiednio długo w zaciśniętej pięści wrosną do środka głowy?

Każde zamknięcie drzwi na dole boli jak rosół. Twoje znamię jest zdrobnieniem, szepty wołaniem na sygnale, a jeśli dodasz więcej znajomych, w aktualnościach zostanie wyświetlonych więcej zdarzeń. Krócej oznacza więcej. Znikome cięcia na skórze zbiegną się z czasem w trwały wzorek nie do wytrzymania. Więc przestań. Nie czekaj aż zaśpiewa ci Pinokio. Brak nadchodzących wydarzeń z pewnością przyniesie wytchnienie.

413462646668428000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Przed dwoma laty na rogu zaułka Moulins-Gemeaux i ulicy Tournebride mały bezwstydny sklepik wystawiał jeszcze reklamę Tu-pu-nez, środka owadobójczego. Prosperował w czasach, gdy handlarze głośno polecali sztokfisza na placu Świętej Cecylii, i miał sto lat. Nieczęsto myto szyby wystawowe: poprzez kurz i parę z trudem dało się rozróżnić tłum małych postaci z wosku, ubranych w kaftany płomiennego koloru, a wyobrażających szczury i myszy.
Zwierzęta wychodziły na ląd z ogromnego statku, podpierając się laskami; ledwo dotknęły ziemi, a już wieśniaczka ubrana kokieteryjnie, ale sina i czarna od brudu, zmuszała je do ucieczki skrapiając Tu-pu-ez’em. Bardzo lubiłem ten sklepik, miał wygląd uparty i cyniczny, o dwa kroki od najdroższego kościoła Francji przypominał z bezczelnością o prawach robactwa i brudu”.

Jean-Paul Sartre „Mdłości”, przeł. Jacek Trznadel

5439356428629290000000000000000000000000000000000000000000000000000

o znaku czasów*

U ludzi najbardziej nie cierpię pozornej obojętności na wysłane uprzednio do otoczenia sygnały, które według wysyłających mają poprawić ich status w oczach otoczenia. Przypominam sobie na przykład kobietę z bardzo dawnej pracy, która pewnego razu przyniosła plik zdjęć z jakiejś rodzinnej imprezy. Jej właściwą intencją nie było oczywiście zrelacjonowanie ujętych na zdjęciach wydarzeń, ale ukazanie warunków w jakich mieszka; a więc willa, ogród, basen, itp. W ten z pozoru obojętny sposób, który we mnie od razu wywołał wstręt do jej osoby, pragnęła pochwalić się tym, kim (według niej) rzeczywiście jest. Robiła to (przekładała i komentowała zdjęcie za zdjęciem) niby niezainteresowana zamierzonym efektem jaki wywiera. W takim samym stopniu torsje wywołują u mnie osoby dające niebezpośrednio do zrozumienia, iż znają tego a tego (kogoś, kto zna kogoś powszechnie znanego), jak również osoby obracające się jedynie w pewnym środowisku, posiadające poglądy niewykraczające ani na tak zwaną jotę poza poglądy owego środowiska, tkwiące w  ideologicznym zoo. Nie cierpię też tych, którzy epatują cytatami (zwłaszcza Bernharda), cudzymi fotografiami oraz tytułami książek, zwłaszcza filozoficznych. Wymieniają na przykład mimochodem „Dociekania filozoficzne” Wittgensteina, chociaż mógłbym się założyć, że nie przeczytali „Dociekań filozoficznych” Wittgensteina, a jeśli nawet przeczytali, to i tak nic z nich nie zrozumieli. Na koniec chciałbym z całą mocą oznajmić, że ta pozorna obojętność jest tak zwanym znakiem naszych czasów.

*autor Benno von (gościnnie)