25681508899601000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

drążenie (korniki, kołatki)

W Altensam zawsze słyszał w nocy korniki, a raczej kołatki, żarłoczność kołatków nie dawała mu spać w nocy, wszędzie wokół kołatanie kołatków, najbardziej w nocy naturalnie rzecz jasna, z uwagi na jego słuch, bardzo wyczulony, tudzież z powodu nadwrażliwości umysłu, kołatki cały czas przy pracy w deskach podłogi i pod nimi, w szafach i komodach, w komodach, zwłaszcza we wszystkich szufladach, słowa Roithamera, w drzwiach i w ramach okien, nawet w zegarach, krzesłach i fotelach, zawsze potrafił dokładnie określić, gdzie pracowały kołatki, które meble toczyły, faktycznie kołatki zaczęły się wgryzać nawet w jego łóżko, w łóżku, w bezsenne noce, słowa Roithamera, mógł cały czas tropić prace kołatków, musiał tropić, w stanie wzmożonej uwagi, oddychał słodkawym zapachem świeżo przeżutego przez nie drewna, raczej przygnębiony swoim odkryciem, że od tylu lat tysiące, a może i dziesiątki tysięcy kołatków, setki tysięcy, wzięły sobie za cel Altensam, po to, nie mógł się powstrzymać, by o tym nie myśleć w nocy, by pożreć całe Altensam, dopóty żreć Altensam, aż pożrą Altensam bez reszty, aż w pewnym momencie, możliwe, że nie trzeba będzie na to zbyt długo czekać, Altensam rozsypie się w proch.

T. Bernhard, Korekta, przeł. M. Kędzierski, Warszawa 2013, ss. 301-302

.
Dzisiaj cała moja nadzieja w myszach, a także w drewnojadach, kornikach i kołatkach, które prędzej czy później spowodują, że miejscami już trzeszczące sanatorium zawali się ze szczętem. Ta wizja regularnie nawiedza mnie we śnie, rzekł dr Abramsky i popatrzył na lewą dłoń. Widzę sanatorium, godnie stojące na swoim miejscu, widzę wszystko naraz, budynek w całości i każdy najdrobniejszy szczegół i wiem, że szachulce, belkowanie dachu, odrzwia i panele, posadzki, klepki i stopnie, poręcze i balustrady, futryny i listwy pod tynkiem są już doszczętnie wydrążone i w każdej chwili, gdy ten wybrany spośród ślepej armii chrząszczyków ostatnim klapnięciem szczęki przełamie ostatnią linię oporu, już zgoła niematerialnego, wszystko się zapadnie. I we śnie widzę, że faktycznie się zapada, nieskończenie powoli, i wielka, żółtawa chmura wznosi się i rozwiewa, a na miejscu byłego sanatorium nie pozostaje nic prócz kupki miałkiej, podobnej do kwietnego pyłku mączki drzewnej.

W.G. Sebald, Wyjechali, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 2010, ss. 144-145

6062581865071650000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

śrubowanie

W sali wychowania obywatelskiego każdy z nas miał przydzieloną ławkę, a ławki były przyśrubowane do podłogi w schludnych rzędach.

D.F. Wallace, Niepamięć, przeł. J. Kozak, Warszawa 2017, s.96


W naszej klasie, której plan musieliśmy w odpowiedniej skali odrysować w zeszytach, stało w rzędach dwadzieścia sześć ławek, przyśrubowanych do zaciągniętej olejem podłogi.

W.G. Sebald,  Czuję. Zawrót głowy, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 2010, ss. 45-46

1431181439314370000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Sprowadzić się do jednej albo kilku linii abstrakcyjnych, które będą się ciągnąć i przenikać z innymi, aby wytworzyć w sposób natychmiastowy, bezpośredni, pewien świat, w którym jest ten świat, który się staje, w którym stajemy się całym światem, wszystkimi.

(…)

Sprowadzić się do linii abstrakcyjnej, do konturu, i wejść w ten sposób w istność jako bezosobowość twórcy. Jest się wtedy niczym roślina: tworzy się świat lub też stawanie się ze wszystkiego i wszystkich, z całego świata, ponieważ tworzy się świat z konieczności połączony, usuwa się z siebie wszystko to, co przeszkadza nam prześlizgiwać się między rzeczami, przepchnąć się na poziom rzeczy”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015, s. 339

337856107814181000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

To kolejny paradoks, że wiele najważniejszych wrażeń i myśli w naszym życiu przemyka przez umysł tak szybko, że „szybko” nie jest na to nawet właściwym słowem, gdyż zdają się one zupełnie osobne i niemieszczące się w regularnym sekwencyjnym czasie zegarowym, według którego żyjemy, i mają tak nikły związek z linearną, słowo po słowie, angielszczyzną, którą się komunikujemy, że mogłoby nam zająć całe życie wyrażenie treści trwającego ułamek sekundy przebłysku myśli, skojarzeń etc. – a mimo to nadal używamy języka angielskiego (lub jakiegokolwiek innego, oczywiście), usiłując przekazać innym ludziom, co myślimy i dowiedzieć się, co oni myślą, chociaż każdy w głębi duszy wie, że to szarada i najzwyklejsze pozorowanie.

David Foster Wallace, Stary, dobry neon, [W:] Niepamięć, przeł. Jolanta Kozak, Warszawa 2017

link

129049549878268000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Zrozumiałem za drugim razem. Być może dlatego, że tytuł jest zwodniczy, chociaż, z drugiej strony, chodzi przecież o duszę i kuźnię, ale, tak naprawdę, najważniejsze w tym opowiadaniu jest jedno, wypisane drukowanymi literami zdanie, a właściwie jego fragment, z którego my, funkcjonariusze, dowiadujemy się, kim rzeczywiście jest pan Johnson:

prawda jest taka, że to przede wszystkim mina pana Johnsona i wydawany przezeń przeciągły piskliwy jęk, jak też jego kompletna obojętność na polecenia funkcjonariusza, który nakazywał mu rzucić kredę i odsunąć się od tablicy z otwartymi rękami, podczas gdy on kopiował sam siebie ze wzrastającą intensywnością na werbalnym chaosie tablicy, kazały policjantom otworzyć ogień, to był jedyny powód – oni się bali.

30464466237021000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

overhanging rock

Złudzenie wyjątkowości tego, co widzialne. Występ skalny, na przykład w Parku Narodowym Yosemite, sfotografowany gdzieś około 1900 roku, na którym dostrzegasz parę tańczących kobiet w długich sukniach, który przyciąga twój wzrok. Lecz już za chwilę natrafiasz na zdjęcie wykonane niewiele lat wcześniej lub później – ta sama skała, inni ludzie; tym razem szaleńcza fantazja podpowiedziała im, by zaparkować tam auto. I to zdjęcie, zdjęcie wymachujących kapeluszami młodych ludzi upchniętych w staromodnym wehikule, nie wydaje ci się już tak niesamowite, co więcej – jest odpychające. Reguła zastępstwa potwierdzona tysiącami, setkami tysięcy fotografii postaci, zakumulowanych, piętrzących się przed twoimi oczami na przestrzeni kolejnych lat sprawia, że opada cię niechęć, znużenie.

Adres: Glacier Point Rd, Yosemite Valley, CA 95389, Stany Zjednoczone
Godziny otwarcia: Dzisiaj otwarte.
Czynne całą dobę.

18828075583602600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

długi lipcowy


Długi lipcowy dzień zaczyna się od ucieczki. Jakakolwiek stacja
gdzie nie słychać nic poza rytmem. Zdarte kółeczko przepychane od początku
do końca skali. Na zewnątrz operuje słońce.

Długi lipcowy dzień zaczyna się w południe. Jest czas radzenia sobie
i czas nieporadności, czas siedzenia i czas trawienia, czas przewijania
i czas anulowania subskrypcji. Jeżeli niechęć, to niechęć do siebie.

11636390653418400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Od Spadoliniego doszedłem później w osobliwy sposób do Goethego: do patrycjusza Goethego, którego Niemcy przycięli i przykroili sobie na księcia poetów, powiedziałem ostatnim razem do Gambettiego, doszli do poczciwca Goethego, kolekcjonera owadów i aforyzmów z jego filozoficzną mielonką, powiedziałem do Gambettiego, który naturalnie nie zrozumiał słowa mielonka, więc mu je wyjaśniłem”.

Thomas Bernhard „Wymazywanie”, przeł. Sława Lisiecka