4373480891112120000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

goście

 

I znów przyjdzie Pan Maj albo Pani Wiosna
z tymi swoimi kolbami kukurydzy stanie pod drzwiami
Pan Maj albo Pani Wiosna albo z broszurami
z prośbą dobrym słowem.
Judasz przymyka oko i my przymykamy
bo chociaż rozespani to wciąż przywykamy
przyrzekamy przywykamy przymykamy.

Na razie świat nie jest wystarczająco okrutny
wiemy jak się zachować.

Reklamy

2702959839855470000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

wyjątek

 

Przekonanie, że nakrętka od tubki z żelem powinna działać w ściśle określony sposób – charakterystyczne ułożenie podczas zakręcania; szerszym na dole, węższym na górze. Charakterystyczne dlaczego? bo tak było z klejem i z maścią, od zawsze, i z pastą do zębów, charakterystyczne, bo widziane wielokrotnie na obrazkach (gdyby kazano mu narysować, wyrysowałby w ten sposób). Masa nerwów.

1670521051256650000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

zoom

 

Coraz częściej zdarza mi się myśleć o tym, że wszystko można uzasadnić, wystarczy odpowiednia siła argumentacji, że człowiek to takie uzasadniające zwierzę, które uzasadnia, tylko po to, żeby nie myśleć. Myśląc w ten sposób (żeby nie myśleć, bo boimy się myślenia, wolimy uzasadniać), można nawet, wychodząc od łydki*, uzasadnić sobie istnienie jakiegoś boga.

 


*łydka jest fraktalem człowieka, itd.

243725736716855000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

10/11 czerwca

 

Krukowate ożywiają się rankami. Obsiadają wierzchołki. Kraczą. Przekrzykują się. Znaczą teren. I tak niemal do południa, póki słońce nie rozpędzi towarzystwa. Po południu w środku robi się duszno. Pierzchną usta. Pocą się stopy. Żadna czynność nie podlega negocjacji. Pozostają krótkie noce, intensywne w swej jałowości.

Czy jeszcze czegoś poszukuję? Wydaje mi się, że nie, że już wszystko znalazłem. To, co było porozrzucane, wielokrotnie odnajdywałem, porządkowałem, składałem, ładnie to ujmując, w całość, by za chwilę rozrzucić, pogubić.

93094947492730600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Z każdym krokiem pustka we mnie i pustka wokół mnie robiła się większa, a cisza głębsza. Pewnie dlatego przeraziłem się, o ile sobie przypominam niemal śmiertelnie, gdy spod moich stóp poderwał się zając, schowany w kępach trawy na poboczu, i pomknął najpierw spękaną jezdnią, potem, wykonawszy gwałtowny zwrot, prosto w pole. Gdy się zbliżałem, musiał przycupnąć i z szaleńczo bijącym sercem czekać do ostatka, gdy było już prawie za późno, by ratować życie. W tej samej chwili, gdy paraliż, jaki nim owładnął, przerodził się w paniczny odruch ucieczki, udzielił mi się jego strach.

W.G. Sebald, Pierścienie Saturna, przeł. M. Łukasiewicz

 

5 VI 1968

Dzisiaj rano nastraszył mnie niesamowicie olbrzymi zając-straszak. Trzecia rano była. Wyszedłem z chaty i szedłem przez pola. I nagle spod samych nóg prysnął mi zając. Odskoczyłem w bok i przewróciłem się. Potknąłem się i padłem na tyłek. Zając wielkimi susami czmychał pod górę, a ja jak się nie zaśmieję. To było coś niesamowitego ten śmiech w środku pola. Pusto, cicho, przedświt, a tu ten mój śmiech.

E. Stachura, Dzienniki. Zeszyty podróżne

57535841731394300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Zawsze i wszędzie szukałem ludzi podobnych do mnie i nigdy nie mogłem ich znaleźć. Przez całe życie rozpaczliwie rozglądałem się na boki za ludźmi przypominającymi mnie choćby w najmniejszym stopniu, a jednak nigdy nie dane mi było nikogo takiego dostrzec. Przez całe życie rozpaczliwie rozglądamy się na boki, kręcimy głową we wszystkie świata strony, zatrzymujemy nagle, teraz, nieoczekiwanie, robimy minę i obracamy gwałtownie na pięcie, lecz ani po bokach, ani za plecami, ani w ogóle nigdzie nie dostrzegamy nikogo.

8394366178779770000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Emil miał o trzy lata młodszego brata. Pewnego razu ojciec zawołał go i powiedział:

— Wiesz Emil, będziesz miał brata albo siostrę.

— Kiedy?

— Dziś albo jutro.

— A kiedy ją będę widział?

— Za kilka dni.

Wtedy Emil poszedł do klozetu i zaczął się modlić.
Ponieważ chciał mieć brata, a był głęboko przeświadczony o przewrotności Pana Boga, mówił:
— Panie Boże, ja chcę, żeby była siostrzyczka. Nie brat. Panie Boże itd. — tak Go zaklinał i prosił. Potem zrobił w ścianie dziurę gwoździem na znak tego zdarzenia.

Leo Lipski, Niespokojni

5188003612498480000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

śmielej

 

Szybko się zestarzałem. To dobrze. We śnie już nie przychodzi ten, który chciał mnie zabrać. Mogę słuchać. Mam więcej czasu dla siebie. Przestaję się przejmować (naczynia). Co jeszcze chce powiedzieć: chciałby znać wszystkie języki i mówić wieloma głosami, co jeszcze chce powiedzieć, a czego być może nie powie: cieszę się, że są zwierzęta, że wydają odgłosy, że póki wydają odgłosy, my żyjemy, że kiedy przestaną, my też.

3206362566281300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nie wiem po co tyle rejestruję. Nagrywam jak leci. Na przykład dzisiaj; w telewizorze Cyrk, który oglądałem tysiące razy, teraz w radiu Joni Mitchell, wczoraj jakąś rozmowę. Rejestruję machinalnie, zapisuję rzeczy, które na ogół są dostępne w internecie, wystarczy tak zwana odrobina dobrej woli, żeby je odszukać. Nie oglądam potem tego, nie słucham, a gdy natknę się na zarejestrowane, kasuję. Częstokroć dziwię się, że coś takiego zarejestrowałem.

W pliku excel (zawsze muszę sprawdzić jak się to pisze) od ponad sześciu  lat rejestruję książki, które przeczytałem w danym roku (tytuł, nazwisko, imię autorki/autora). Przy okazji ostatniego zapisu przejrzałem poprzednie lata, znajdując tytuły i nazwiska, które nic mi nie mówią.

1224721520064120000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Jeśli mówiłem: nie chcę mącznych potraw, odnosiły moją wypowiedź o mącznych potrawach do siebie, chociaż ja, wypowiadając się o potrawach mącznych, wcale nie myślałem o moich siostrach, ale niezależnie od tego, co mówiłem, słyszały zawsze, że wypowiadam się przeciw nim”.

Thomas Bernhard, Wymazywanie, przeł. Sława Lisiecka

756919526153061000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Stół, który stawał się coraz bardziej stertą kawałków, a coraz mniej stołem… Nie nadawał się do żadnego użytku, nie nadawał się do niczego, czego można byłoby oczekiwać od stołu. Ciężki, zwalisty, ledwo nadawał się do przenoszenia. Nie było wiadomo, jak się za niego zabrać (ani mentalnie, ani manualnie). Blat, jego użytkowa część, stopniowo zmniejszał się, znikał, i miał już tak niewiele wspólnego z masywną konstrukcją, że nie sposób było traktować całości jak stołu, raczej jak osobliwy mebel, nieznane narzędzie, niemające żadnego zastosowania. Stół zdehumanizowany, niezapewniający żadnej wygody, nie był ani mieszczański, ani ludowy, nie był też stołem wiejskim, kuchennym czy służącym do pracy. Nie poddawał się niczemu, bronił się sam, odmawiał współpracy i porozumienia. Było w nim coś przygnębiającego i osłupiającego. Można było pomyśleć, że to zatrzymany silnik”.

Gilles Deleuze, Félix Guattari, Anty-Edyp, przeł. Tomasz Kaszubski

 

PS
takie skojarzenie, może głupie, z tytułowym z „Dociekań strefy”, Marcinie

 

289117532242004000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

20180524

 

Zakładam śmieszne skarpetki, bo tylko takie mam pod ręką (i tak nikt mnie nie widzi), rozpoczynając ten dzień refleksją dotyczącą sposobu funkcjonowania pamięci. Zasypiając byłem niemal pewien – przywiązujemy zbyt dużą wagę do konstytuujących wspomnień, powracamy do nich maniakalnie, upierając się przy tym, iż należą do nas (i tylko do nas), podczas gdy tak naprawdę mogłyby one należeć do dowolnie wybranej, przypadkowej osoby. Czepiamy się jak rzep naszych pierwszych wspomnień, nadajemy im nie wiem jakie znaczenie, nawiązując przy tym do okresu szkolnego, przedszkolnego, przywołując nieustannnie otaczające nas wówczas nieznośne bachory oraz całe grono pedagogiczne, podczas gdy tak naprawdę nie mamy już z nimi wszystkimi od kilkudziesięciu lat nic wspólnego, poza tym, że codziennie do nich powracamy, powodując, że niemal zrastają się z nami, właśnie z nami, a więc z tymi (a nie z innymi), którzy przez przypadek, czy tam ślepe zrządzenie losu, do nich bez przerwy powracają. Jakim trzeba być kretynem, myślę, by zaprojektować tego typu skarpetki, pomarańczowe, z okalającym palce paskiem czerni oraz dodatkowym, biegnącym po ich zewnętrznej stronie a kończącym się nierówno na pięcie.