2244661544603470000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

A może moja odraza do kanałów przyrodniczych ma swe źródło w ogólnej odrazie, jaką odczuwam w stosunku do mediów? Może kanały przyrodnicze idą tą samą drogą, gonią za sensacją, pokazują tylko to, co jest gwałtowne, szokujące (zagryzanie, kopulacja, walka o terytorium), prą po najmniejszej linii oporu? Mówię o tym, biorąc na świadka czarnego żuczka z długaśnymi czułkami, którego zauważyłem po południu na nasłonecznionej ścianie baraku, a któremu przypatrywałem się przez dłuższy czas, zachwycając się jego, przerywaną jedynie drobieniem kroków lub lizaniem odnóży, cudownie monotonną egzystencją.

Reklamy

529892711006095000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

I niech sobie gadam

 

Zauważyłem zresztą, że lubicie, kiedy wpadam w ten ton. Jestem wtedy taki bardziej ludzki (mniej porąbany); nie cytuję, nie małpuję, nie popełniam wierszyków. Dobrze zatem. Korzystając z mojej chwilowej niedyspozycji, opowiem wam szybciutko pouczającą historię.

Mogę być już nieomal pewien, że wyrosłem z epoki, kiedy usuwałem, kasowałem, rzucałem w cholerę. Do takiego właśnie wniosku doszedłem dzisiaj po dokładnej, niezwykle precyzyjnej analizie mojego niedawnego zachowania. Ściślej rzecz ujmując, chodziło tym razem o tak zwane wewnętrzne rozterki związane z moim członkostwem jako W_G_Sebald w grupie Hispanohablantes na pewnym serwerze szachowym. Tak, tak, tak, przeszło rok temu, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zapisałem się do grupy! Oczywiście, nigdy w życiu nie zapisałbym się do jakiejkolwiek innej grupy, takiej jak, dajmy na to Polski Klub Szachowy,  play chess poland, czy też Polscy szachiści łączmy się!, i to nawet w przypadku, gdyby ktoś, jak w tamtej piosence, z pistoletem zaszedłby mi drogę – ale Hispanohablantes?, dlaczegóż by nie?, pomyślałem sobie wtedy. Naturalnie, ani ja Hispano, ani tym bardziej hablantes (umiem tylko bąknąć), zrobiłem to wówczas w chwili niesamowitej słabości, przystając skwapliwie na zaproszenie głównodowodzącego (nawiasem mówiąc, sympatycznego grupowego administratora).

No więc niedawno pomyślałem sobie odwrotnie. Pomyślałem sobie, że to jednak głupie należeć do grupy, a w dodatku do Hispanohablantes, i natychmiast postanowiłem usunąć stamtąd siebie, a co za tym idzie mojego W_G_Sebalda. Traf chciał, że wcześniej zerknąłem nieopatrznie na wewnętrzne forum grupy, gdzie przeczytałem, iż administrator jest  n i e s ł y c h a n i e   d u m n y  z ogólnej liczby punktów turniejowych zgromadzonych przez Hispanohablantes (ogólna liczba punktów turniejowych grupy, oczko w głowie każdego administratora grupy, to suma punktów turniejowych zgromadzonych przez poszczególnych członków grupy). Na moje nieszczęście, co też zaraz sobie skalkulowałem, liczba moich punktów turniejowych stanowiła (stanowi) niemal połowę ogólnej liczby punktów turniejowych Hispanohablantes

Już teraz wiecie. Musiałem zostać… Nie miałem wyboru. Pomyślałem sobie, że głównodowodzącemu Hispanohablantes byłoby po prostu bardzo przykro, gdyby pewnego dnia spostrzegł, że ogólna liczba punktów turniejowych jego grupy zmalała nagle o połowę. I analogicznie – czy i wam nie byłoby chociaż troszeczkę przykro, gdyby któregoś dnia okazało się, że nie ma już tutaj listów, a co za tym idzie, wypocin tego idioty?

Na ostrzach trójzębu Neptuna, ewentualnie na zapchanych dziurkach swojego nosa, mógłbym policzyć tutaj te liściki, z których naprawdę jestem zadowolony [trzy razy o, zauważyli(ły)ście?]. Myślę jednak, że ważniejsze w tym wszystkim jest coś innego, coś bardziej uniwersalnego; otóż ważne jest trwanie, nieustanne skupienie, nawet jeśli jest to tylko nieustanne skupienie psa robiącego niekończącą się kupę.

Dobrej nocy.

 

 

327491705792592000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Infekcja w toku. Aspiryna, i tak dalej. Trudności z koncentracją, i tak dalej. Jednak nic nie smuci mnie bardziej od obserwacji kilkudziesięciu niemych, niegdyś aktywnych, blogów. Czy tak wygląda dojrzałość? Przechodzenie na wyższy poziom rozwoju? Siedzę tu i zdaję sobie takie i podobne pytania, składając to na karb (brak).

Miałem już tutaj nie wypisywać tak zwanych wewnętrznych wynurzeń, raczej wierszyk, cytacik, chwila lekkiej muzyki (to ostatnie to cytat), żeby było przyjemnie i za bardzo nie bolało, ale katar, gardło, mięśnie, głowa.

Pozostawione zdania są jak blizny, z którymi należy się pogodzić.

202401005213503000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Para psów koloru wątroby pędziła tam i z powrotem za ogrodzeniem ujadając, rwąc się do niego”.

Georges Perec „Człowiek, który śpi”, przeł. Anna Wasilewska

„Przy zielono pomalowanej bramie ogrodu miotał się pies, zupełnie wytrącony z równowagi, jakby stracił rozum. Był to wielki czarny nowofundlandczyk, którego przyrodzoną łagodność zaburzyło złe traktowanie, długa samotność albo krystaliczna pogoda”.

W.G. Sebald „Czuję. Zawrót głowy”, przeł. Małgorzata Łukasiewicz

29529908689737400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

ćwiczenie na dziś

 

Wchodzimy do kabiny. Uruchamiamy maszynerię. Ustawiamy się tyłem do gorącego strumienia. Opieramy przedramiona na kafelkach. Krzyżujemy dłonie w taki sposób, by lewa dłoń z miłością zachodziła na prawą (dłoń na dłoni). Opieramy ciężar ciała na przedramionach, zapierając się jednocześnie stopami o ścianki brodzika. Opieramy czoło na skrzyżowanych z miłością dłoniach. Zamykamy oczy. Pozwalamy, by woda z wściekłością uderzała w odcinek lędźwiowy.

18250487254938600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Siła odśrodkowa


Poruszających rzeczy nie było wiele i nie były one wielkie, chociaż;
pewien deszczowy poranek w oddalonym hostelu, kiedy nagle,
niespodziewanie, przez sprane firanki zaczęło przeświecać słońce,
kamyki do akwarium zbierane nad brzegiem rzeki całą rodziną, mój rowerek
nie posiadał już wtedy dodatkowych kółek, pierwszy papieros
z pachnącej pustynnym piaskiem, zakazanej paczki cameli (nigdy więcej nie było tak samo),
plastikowa, niewyobrażalnie maleńka, brązowawa opaska z imieniem i nazwiskiem,
datą i zatrzaskiem,
zepsute, spisane na straty, naprawiane dniami i nocami, spójrz, a jednak działa!,
smutek, gdy stchórzyłem, cisza, jaka zapadła, gdy się odważyłem,
wstrząsające i ożywcze, bliskie spotkania z Salingerem, Bernhardem, Sebaldem,
duma połączona z zażenowaniem (nie wiem czego było więcej), kiedy usłyszałem,
że potrafię być przerażająco śmieszny,
moment, w którym zrozumiałem to, czego nie powinienem rozumieć,
moment, w którym niepotrzebnie zrozumiałem jeszcze tamto,
jedenasta minuta dwudziesta trzecia sekunda Starless King Crimson,
Tuva Semmingsen śpiewająca Svegliatevi nel core.

6971065820139780000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

15 września

 

Jedenaście miesięcy cierpienia tylko po to, by wreszcie umrzeć. Ten jej dom, do którego już więcej nie wstąpię, zamieniony przez nich niepostrzeżenie we własny dom – nagromadzenie drobnych zmian (pokój), a nawet rozmach (łazienka) –  po raz pierwszy wydał mi się obcym domem. Nie odważyli się jeszcze zdjąć czarno-białych, wiszących obok siebie (kuchnia), fotografii dwojga uczniów podstawówki. Sponad lodówki po raz ostatni spoglądali na żałobników – wzorowa dziewczynka z warkoczem i zaczarowany ołówek.

4308355614659040000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Terytorium to przede wszystkim krytyczny dystans między dwoma okazami tego samego gatunku: wyznaczanie dystansu. Tym, co do mnie należy, jest wpierw dystans, nie mam nic, prócz niego. Nie chcę, by mnie dotykano, warczę, gdy ktoś narusza moje terytorium, rozstawiam wokół niego plakaty.

(…)

Jak ważne jest, w obliczu zagrażającego chaosu, móc wyznaczyć przenośne, nadmuchiwane terytorium! W razie potrzeby będę nosił moje terytorium ze sobą, wezmę je na siebie, sterytorializuję własne ciało: skorupa żółwia, pustelnia skorupiaka, a także wszelkiego rodzaju tatuaże, zmieniające w terytorium samo ciało”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015.