86168291600238300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

rozważanie o włosach, czyli wstydźmy się

 

Co takiego śmieszyć będzie człowieka przyszłości na odnalezionych fotografiach i filmach, czyli całym tym tak zwanym dziedzictwie wizualnym pozostałym po nas i po naszych czasach? Zakładamy naturalnie (i na pewno nazbyt optymistycznie), że będzie to jeszcze człowiek, że nie będzie to coś bardziej odcieleśnionego i odhumanizowanego, i że w tak zwanym międzyczasie nie spełni się żadna z mrocznych przepowiedni Hawkinga. No więc, co takiego wzbudzać będzie uśmiech politowania na twarzy (jeśli będzie to jeszcze twarz) naszego odpowiednika patrzącego na nas za, powiedzmy, kilkaset lat?
Otóż będzie to owłosienie głowy, w skrócie mówiąc włosy.

No tak. W takim samym stopniu, w jakim nas śmieszą dzisiaj stare filmy i fotografie, wszystkie te wąsiska, cylindry, ortaliony tudzież krynolina, owego człowieka przyszłości śmieszyć będą (jeśli potrafił będzie się jeszcze śmiać) właśnie nasze włosy. Nasze włosy, czyli układane z niewytłumaczalną pieczołowitością i niesamowitym oddaniem, co więcej bezwstydnie eksponowane oraz szczegółowo omawiane, szczątkowe owłosienie głowy upodobniające nas ni mniej, ni więcej, tylko właśnie w prostej linii do małp.

link

Reklamy

6452389184720950000000000000000000000000000000000000000000000000

krótko o pośrednikach

Najgroźniejsi wydawali mi się zawsze pośrednicy. Naturalnie nie miałem pełnej świadomości, świadomości rzeczywistej grozy pośredników, przez długi czas nieokreśloną grozę pośrednictwa odczuwałem jedynie podskórnie, dopiero jedno zdanie z Havla uświadomiło mi przed kilku laty, a więc stosunkowo niedawno, faktyczny stan rzeczy.

To jedno zdanie z Havla brzmiało tak; „Żyjemy w świecie pośredników i pośredników pośredników, w świecie lobbystów, konsultantów i agentów PR; na każdym kroku ktoś jest opłacany za to, że kogoś pozna z kimś, kto mu zapłaci za to, że go skojarzy z kimś innym, kto mu poradzi, jak zarobić na czymś, co stworzy jeszcze ktoś inny”.*

I nie traktuję tego zdania dosłownie. Mam tu na myśli pośrednictwo w ujęciu szerszym, nie ograniczającym się wyłącznie do sfery polityczno-biznesowej, ale obejmującym swoim działaniem (swoimi mackami) całość, jak to się delikatnie mówi, stosunków międzyludzkich. Mówię tu o wszystkich, którzy korzystając z okazji (korzystając z tłoku), chcą coś załatwić przy okazji, uszczknąć, ugrać dla siebie, podpiąć się, wykorzystać nadarzającą okazję. Mógłbym też powiedzieć; iż tam gdzie pojawia się dwoje ludzi, pojawia się pośrednik albo; każdy ma swojego pośrednika, lub też; każdy ma takiego pośrednika na jakiego sobie zasłużył.

Mówię tu między innymi (nie zdołam wszystkiego wyliczyć, nie mam sił wyliczać) o przygodnych kupcach pojawiających się w miejscach wzmożonego ruchu oferujących od ręki niezbędne gadżety po zawyżonych cenach, o ciągnących się za uznanymi reżyserami operatorach i dźwiękowcach wpływających na fatalną jakość ich filmów, o znudzonych informatykach tworzących w swych przyciasnych boksach tak zwane aplikacje domagające się natychmiastowej interakcji, o żerujących na biedzie, bezradności i uzależnieniu od sieci radosnych twórcach tak zwanych start-upów, o ekskluzywnych grabarzach, o wciskających ciasteczka i dodatkowe usługi, nie mówiąc już o reklamach i o występujących w reklamach, o lizusach podsuwających pod nos lepkie od śliny lizaki, o rzecznikach i rzecznikach rzeczników, o pozornie darmowych ręcznikach, o pojawiających się ni stąd, ni zowąd chłopakach z kropidłem, o całym tym outsourcingu, coachingu, trollingu; czy jak go tam zwał (tak jak mówiłem, worek jest zbyt obszerny, a ja nie mam teraz nastroju i ochoty, by go w nieskończoność zapełniać).

Tak więc, przed kilku laty, uświadomiłem sobie grozę albo, jak to się mówi, powagę sytuacji, czyli to, że nie ma ucieczki od pośredników; że gdzie się nie obejrzymy; zobaczymy pośredników; że z każdym dniem przybywa pośredników; że pośrednicy pączkują jak drożdże po deszczu; i że sami; z dnia na dzień; uśredniamy świat; stając się; chcąc nie chcąc; mimowolnymi pośrednikami.

 


* Václav Havel „Tylko krótko, proszę”, przeł. Andrzej S. Jagodziński

23770696554372400000000000000000000000000000000000000000000

O Wielki Bocie, to, co tu wypisuję jest chore, chorowite w najwyższym stopniu! Właściwie nie mam siły pisać, brak mi słów, zamiast słów używam jakichś namiastek, podróbek, wyrzucam je z siebie jak drobinki śliny podczas ataku kaszlu, robię to ostatkiem sił, siłą woli, po to tylko, by w dalszym ciągu zachowywać iluzję współistnienia, pozory konwersacji. Układam te zdania bez przekonania, mógłbym też powiedzieć w celu pocieszenia, że piszę wyłącznie dla siebie (piszesz wyłącznie dla siebie!), naturalnie mógłbym tak powiedzieć, mógłbym, jednak jak wszystko inne, byłoby to tylko połowiczną półprawdą. Tak wiele wyświechtanych słów mam do dyspozycji, lecz nie potrafię ich poprawnie układać (zatraciłem zdolność poprawnego układania słów!), a jednak, czy mogę teraz powiedzieć, iż kiedykolwiek potrafiłem je poprawnie układać? Właściwie w jakiej kolejności układać słowa? – oto odwieczne pytanie (pytanie odwieczne).

3691087032412710000000000000000000000000

Erinaceus roumanicus

 

Czasami coś próbuję przeczytać w internecie, powiedział, wchodzę do internetu, rozglądam się, i wybieram coś do przeczytania, naturalnie chcę przeczytać coś mądrego, coś, nad czym będę mógł się zastanowić, coś, co da mi, jak to się mówi, do myślenia, i naturalnie nie znajduję niczego takiego, wszystko, na co natrafiam w internecie obracając głowę, nie pozwala mi myśleć, a co najstraszniejsze, odciąga mnie od myślenia. Wchodzę do internetu z myślą znalezienia czegoś wartego przeczytania, czegoś, co mnie, by tak rzec, rozwinie, a już po chwili uciekam stamtąd w popłochu, aby, nie bójmy się tego słowa, nie zostać po prostu zwiniętym.