711191848662898000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Tam, w Krakowie, podszedł do mnie człowiek. Nie miałem kontaktu z ludźmi przez okrągłe lata, a tam, w Krakowie, ot tak, od razu, podszedł do mnie człowiek. Wyglądał staro. Początkowo podszedłem do niego nieufnie, pomyślałem, pewnie coś chce, złotówkę, może nawet pięć złotych, nigdy nic nie wiadomo, zawsze, kiedy podchodzi do nas nieznajomy człowiek, musimy liczyć się z wydatkami, ale on nie chciał niczego, zapytał skąd jestem. Fakt, iż po tylu latach podchodzi do nas nieznajomy człowiek i, ot tak, po prostu, pyta skąd jesteśmy, wytrąca nas z równowagi, i to do tego stopnia, iż natychmiast odpowiadamy mu zgodnie z prawdą. W normalnych warunkach, a więc w warunkach szaroburej codzienności, nigdy nie pozwolilibyśmy sobie odpowiedzieć na tak postawione pytanie, a już na pewno zgodnie z prawdą. Powiedział, żeby mówić mu Pablo, że bardzo lubi to imię, powiedział Benno. Osiem lat temu, kiedy miał jeszcze wszystko, wszystko, co jest niezbędne do życia (tak wtedy myślał) jego myśli były inne, myślało mu się lżej, składniej. A może w ogóle wtedy nie zastanawiał się tyle? Może wcale nie myślał, po prostu żył, bowiem miał do tego warunki? Warunki do życia. Warunki do myślenia. W a r u n k i – wypowiedział to słowo, kilkukrotnie powtórzył. Zaczynał śmierdzieć. Przyznał, że od dawna się nie mył, w zasadzie czeka na deszcz, ale przecież nie będzie przepraszać. Ostatnim razem (kiedy to było?) skorzystał w nocy z fontanny. Wykąpał się pod osłoną nocy. Była ciepła lipcowa noc, chyba nawet pełnia księżyca (tego nie był pewien), a on nurzał swe ciało w miękkiej, miedzianej wodzie, i nie odczuwał strachu. To prawda, mogli pojawić się niespodziewanie strażnicy miejscy, to prawda, mógł zauważyć go jakiś prawowity obywatel miasta, ale w tamtym momencie miał to po prostu gdzieś. Rzadki stan umysłu. A jeszcze wcześniej tamto miejsce, gdzie trawnik rozpoczynał się tuz przy siatce i biegł wzdłuż rzędu tuj aż po horyzont, z majaczącymi w oddali konturami jednakowych budynków. Teren wydawał się pusty, nie był jednak pewien czy nie ma tam psów ani kamer. Przystanął na rogu działki i rozejrzał się ostrożnie. Nikogo, powiedział Pablo, powiedział Benno. Pachniało tujami. Przeszedł klika kroków. Stanął przy siatce i od razu usłyszał. Pośrodku równiutko przystrzyżonego trawnika tkwił zraszacz. Był włączony. Prychający wirnik wystrzeliwał we wszystkie strony lśniące strugi wody.

Reklamy

439540734995543000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Tylko w ten sposób możemy się uratować, robiąc jedną rzecz, myśląc przy tym wyłącznie o tej jednej rzeczy, nie istnieje inna możliwość. Myśl prosta, wyizolowana, nie możemy pozwolić sobie na żadne zakłócenia. Każde zawahanie, odbiegnięcie na moment, nawet na chwilę, od tematu, zburzy nam wszystko doszczętnie. Myślenie tu i teraz, samodzielność myślenia w obrębie jednej jedynej myśli, oto czego nam dzisiaj potrzeba. Musimy nauczyć się myśleć w sposób nie dopuszczający do głosu żadnych cudzych myśli, musimy nauczyć się myśleć ściśle, jednokierunkowo, bez zakłóceń i zbędnego zawracania głowy.

Odwracanie kota w locie.

Myśl, iż gdzieś tam jest pyton, w dalszym ciągu nie dawała mi spokoju, powtórzył nagle Benno, odkąd dowiedziałem się o pytonie, nie mogłem przestać o nim myśleć, przez cały czas zastanawiałem się, gdzie jest, co robi, co też tam teraz knuje, prawdopodobnie wijąc się przy tym i skręcając w ukryciu ze śmiechu. Podczas gdy wszyscy przyjęli zniknięcie pytona za coś naturalnego i, niejako z automatu, już dawno przestali zaprzątać sobie całym tym pytonem głowy, ja nie mogłem przestać o nim myśleć, moje myśli coraz mocniej zaciskały się wokół pytona, nie pozwalając mi zmrużyć oka, mógłbym nawet powiedzieć, iż nieustanne myślenie o pytonie stało się nieodłącznym elementem mojej egzystencji. Porównałbym to do grypy. Kiedy jest zimno w środku lata. Kiedy wszyscy cieszą się słońcem, opalają, odczuwają upał, a my konamy z zimna pod zmechaconym kocem.

Gdzie się podziała karteczka, którą w nocy zapisałem, na której w nagłym przebłysku nieświadomości sformułowałem Ogólną zasadę formułowania się myśli?

90239076488249600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Powinniśmy porzucać nasze strony rodzinne, nasze miejsca urodzenia, zwłaszcza wsie i miasteczka, powiedział nagle Benno, powinniśmy porzucać nasze wsie i miasteczka jak najwcześniej, już na wczesnym etapie naszego dzieciństwa powinniśmy porzucać nasze strony rodzinne, naszą ojcowiznę, nasze miejsca urodzenia, bez skrupułów, bezwarunkowo, odruchowo i bezwzględnie odżegnywać się od naszego dziedzictwa. Rodzina to najbardziej patogenna komórka społeczna. Wychodzę z takiego założenia. Na tej patogeniczności żeruje państwokościół. Żeruje na niej. I ją żyruje. Porzuciłem swoją rodzinę bardzo wcześnie, mógłbym nawet powiedzieć, powiedział Benno, na wczesnym etapie mojego dzieciństwa, tak, porzuciłem swoją rodzinę na wczesnym etapie mojego dzieciństwa; to znaczy, najpierw, na wczesnym etapie mojego dzieciństwa, porzuciłem swoją rodzinę mentalnie, a następnie, by tak rzec, w dalszej części egzystencji, porzuciłem swoją rodzinę już fizycznie, odciąłem się od rodziny jak od pępowiny i nie chciałem mieć z pępowiną nic wspólnego. Powinniśmy porzucać nasze rodziny jak najwcześniej, już na wczesnym etapie naszego dzieciństwa powinniśmy porzucać nasze rodziny nasze pępowiny, więc najpierw powinniśmy porzucać nasze rodziny mentalnie, by następnie, kiedy tylko nadarzy się ku temu sposobność, powinniśmy porzucać nasze rodziny już fizycznie; odciąć się raz na zawsze, nie mieć więcej nic wspólnego, jednym słowem, jak to się mówi, w odpowiednim, najkorzystniejszym dla nas momencie dać drapaka.

107045318469545000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Od dawien dawna nie chcieli słuchać moich pytań, doprowadzało mnie to do szaleństwa, zadawałem pytanie, a oni, nie dość, że nie chcieli mi udzielić odpowiedzi, to jeszcze nie chcieli słyszeć żadnych dalszych pytań, a to dlatego, że zadawałem te pytania jedno po drugim, nie skończyłem zadawać pierwszego pytania, a już myślałem o następnym, pojawiało się w mojej głowie kolejne pytanie, zadawałem je, i natychmiast pojawiało się kolejne, nie nadążałem z pytaniami, a oni nie nadążali z udzielaniem odpowiedzi, postanowili zatem, dla własnej wygody, że nie będą więcej słuchać moich pytań, robili to naturalnie dla własnej wygody, nie znajduję innego wytłumaczenia, zaprzestali słuchania moich pytań, bowiem wszystkie rodzące się w mojej głowie pytania były dla nich niewygodne.

(…)

przebywając między ludźmi, bałem się odezwać, bałem się ujawnić moje prawdziwe, a więc chore myśli, bałem się, że w ten sposób zdradzę swoją pokraczność, niepewność, swój oddech, jakże bardzo chciałem znaleźć kogoś, z kim mógłbym podzielić się moim myśleniem, moimi skojarzeniami, moim naiwnym, przyznaję, czasem zaskakującym swoją naiwnością nawet mnie samego tokiem rozumowania, och jak bardzo pragnąłem wyjawić nagle WSZYSTKIE MYŚLI, ale wiedziałem, zbyt dobrze wiedziałem, iż pod żadnym pozorem nie wolno mi tego zrobić, w chwili, w której zrealizowałbym ten niemądry pomysł, iście szatański pomysł wyjawienia wszystkich swoich myśli, jednym słowem ujawnienie całości myślenia, byłbym zgubiony, raz na zawsze załatwiony, w chwili, w której przyszłoby mi przypadkiem do głowy ujawnić nagle wszystkie, a więc również te najskrytsze myśli, byłbym skończony, raz na zawsze wykończony, NIGDY przed nikim nie możemy wyjawić wszystkich swoich myśli, NIGDY i PRZED NIKIM nie możemy się otworzyć, bowiem, kiedy przyjdzie nam to niechcący do głowy, jesteśmy już zakręceni.

57535841731394300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Zawsze i wszędzie szukałem ludzi podobnych do mnie i nigdy nie mogłem ich znaleźć. Przez całe życie rozpaczliwie rozglądałem się na boki za ludźmi przypominającymi mnie choćby w najmniejszym stopniu, a jednak nigdy nie dane mi było nikogo takiego dostrzec. Przez całe życie rozpaczliwie rozglądamy się na boki, kręcimy głową we wszystkie świata strony, zatrzymujemy nagle, teraz, nieoczekiwanie, robimy minę i obracamy gwałtownie na pięcie, lecz ani po bokach, ani za plecami, ani w ogóle nigdzie nie dostrzegamy nikogo.

26069711619248300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Jestem odbiornikiem, powiedział nagle Benno, odbieram na wszystkich falach, dostępne fale: długie, krótkie, ultrakrótkie, fale słów i oceanów, fale świetlne, dosłowne i przenośne, widzialne/niewidzialne, fale-loki, ultrafiolet we włosach, wzburzony rentgen i gamma, buczenie mikrofalówki, pędzące fale fale fale rozbijające się jak bańki, wielkie mydlane bańki rozbijające się o ortęć świata. Po północy przestaję przetwarzać wiadomości regionalne, mózg lepi się od brudu, rzęzi na zwolnionych obrotach, tylko się usnąć. Siedem sposobów na lepsze tańsze, ten steps tu mejk to i tamto, hordy, mordy, kleszcze, albo niech pan spojrzy na to brunatne aż bordowe, wpadające w czerń. Dlatego wybieram zielone. Przez resztę życia patrzeć na zielone, wpatrywać się w zielone, w zielonym szukać ukojenia, to moje najnowsze postanowienie, postanowienie powzięte dziś rano, powiedział Benno. Jak bardzo zaniedbałem zielone, jakże lekceważyłem sobie zielone, a przecież nie istnieje nic bardziej wartego naszej uwagi niż właśnie zielone. Gdy zawsze tylko budynki; mieszkalne, biurowe, pracownicze, gdy zawsze tylko plastik i materiały termoizolacyjne, ścianki, lakier i pustka, to tam, na zewnątrz, zaniedbane zielone. Gdy nasze oczy piekące, szczypiące od wpatrywania się w kauczuk, metal, poliester, to wtedy należy rzucić to wszystko, i wyjść, patrzeć na zielone.