90239076488249600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Powinniśmy porzucać nasze strony rodzinne, nasze miejsca urodzenia, zwłaszcza wsie i miasteczka, powiedział nagle Benno, powinniśmy porzucać nasze wsie i miasteczka jak najwcześniej, już na wczesnym etapie naszego dzieciństwa powinniśmy porzucać nasze strony rodzinne, naszą ojcowiznę, nasze miejsca urodzenia, bez skrupułów, bezwarunkowo, odruchowo i bezwzględnie odżegnywać się od naszego dziedzictwa. Rodzina to najbardziej patogenna komórka społeczna. Wychodzę z takiego założenia. Na tej patogeniczności żeruje państwokościół. Żeruje na niej. I ją żyruje. Porzuciłem swoją rodzinę bardzo wcześnie, mógłbym nawet powiedzieć, powiedział Benno, na wczesnym etapie mojego dzieciństwa, tak, porzuciłem swoją rodzinę na wczesnym etapie mojego dzieciństwa; to znaczy, najpierw, na wczesnym etapie mojego dzieciństwa, porzuciłem swoją rodzinę mentalnie, a następnie, by tak rzec, w dalszej części egzystencji, porzuciłem swoją rodzinę już fizycznie, odciąłem się od rodziny jak od pępowiny i nie chciałem mieć z pępowiną nic wspólnego. Powinniśmy porzucać nasze rodziny jak najwcześniej, już na wczesnym etapie naszego dzieciństwa powinniśmy porzucać nasze rodziny nasze pępowiny, więc najpierw powinniśmy porzucać nasze rodziny mentalnie, by następnie, kiedy tylko nadarzy się ku temu sposobność, powinniśmy porzucać nasze rodziny już fizycznie; odciąć się raz na zawsze, nie mieć więcej nic wspólnego, jednym słowem, jak to się mówi, w odpowiednim, najkorzystniejszym dla nas momencie dać drapaka.

Reklamy

107045318469545000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Od dawien dawna nie chcieli słuchać moich pytań, doprowadzało mnie to do szaleństwa, zadawałem pytanie, a oni, nie dość, że nie chcieli mi udzielić odpowiedzi, to jeszcze nie chcieli słyszeć żadnych dalszych pytań, a to dlatego, że zadawałem te pytania jedno po drugim, nie skończyłem zadawać pierwszego pytania, a już myślałem o następnym, pojawiało się w mojej głowie kolejne pytanie, zadawałem je, i natychmiast pojawiało się kolejne, nie nadążałem z pytaniami, a oni nie nadążali z udzielaniem odpowiedzi, postanowili zatem, dla własnej wygody, że nie będą więcej słuchać moich pytań, robili to naturalnie dla własnej wygody, nie znajduję innego wytłumaczenia, zaprzestali słuchania moich pytań, bowiem wszystkie rodzące się w mojej głowie pytania były dla nich niewygodne.

(…)

przebywając między ludźmi, bałem się odezwać, bałem się ujawnić moje prawdziwe, a więc chore myśli, bałem się, że w ten sposób zdradzę swoją pokraczność, niepewność, swój oddech, jakże bardzo chciałem znaleźć kogoś, z kim mógłbym podzielić się moim myśleniem, moimi skojarzeniami, moim naiwnym, przyznaję, czasem zaskakującym swoją naiwnością nawet mnie samego tokiem rozumowania, och jak bardzo pragnąłem wyjawić nagle WSZYSTKIE MYŚLI, ale wiedziałem, zbyt dobrze wiedziałem, iż pod żadnym pozorem nie wolno mi tego zrobić, w chwili, w której zrealizowałbym ten niemądry pomysł, iście szatański pomysł wyjawienia wszystkich swoich myśli, jednym słowem ujawnienie całości myślenia, byłbym zgubiony, raz na zawsze załatwiony, w chwili, w której przyszłoby mi przypadkiem do głowy ujawnić nagle wszystkie, a więc również te najskrytsze myśli, byłbym skończony, raz na zawsze wykończony, NIGDY przed nikim nie możemy wyjawić wszystkich swoich myśli, NIGDY i PRZED NIKIM nie możemy się otworzyć, bowiem, kiedy przyjdzie nam to niechcący do głowy, jesteśmy już zakręceni.

57535841731394300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Zawsze i wszędzie szukałem ludzi podobnych do mnie i nigdy nie mogłem ich znaleźć. Przez całe życie rozpaczliwie rozglądałem się na boki za ludźmi przypominającymi mnie choćby w najmniejszym stopniu, a jednak nigdy nie dane mi było nikogo takiego dostrzec. Przez całe życie rozpaczliwie rozglądamy się na boki, kręcimy głową we wszystkie świata strony, zatrzymujemy nagle, teraz, nieoczekiwanie, robimy minę i obracamy gwałtownie na pięcie, lecz ani po bokach, ani za plecami, ani w ogóle nigdzie nie dostrzegamy nikogo.

26069711619248300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Jestem odbiornikiem, powiedział nagle Benno, odbieram na wszystkich falach, dostępne fale: długie, krótkie, ultrakrótkie, fale słów i oceanów, fale świetlne, dosłowne i przenośne, widzialne/niewidzialne, fale-loki, ultrafiolet we włosach, wzburzony rentgen i gamma, buczenie mikrofalówki, pędzące fale fale fale rozbijające się jak bańki, wielkie mydlane bańki rozbijające się o ortęć świata. Po północy przestaję przetwarzać wiadomości regionalne, mózg lepi się od brudu, rzęzi na zwolnionych obrotach, tylko się usnąć. Siedem sposobów na lepsze tańsze, ten steps tu mejk to i tamto, hordy, mordy, kleszcze, albo niech pan spojrzy na to brunatne aż bordowe, wpadające w czerń. Dlatego wybieram zielone. Przez resztę życia patrzeć na zielone, wpatrywać się w zielone, w zielonym szukać ukojenia, to moje najnowsze postanowienie, postanowienie powzięte dziś rano, powiedział Benno. Jak bardzo zaniedbałem zielone, jakże lekceważyłem sobie zielone, a przecież nie istnieje nic bardziej wartego naszej uwagi niż właśnie zielone. Gdy zawsze tylko budynki; mieszkalne, biurowe, pracownicze, gdy zawsze tylko plastik i materiały termoizolacyjne, ścianki, lakier i pustka, to tam, na zewnątrz, zaniedbane zielone. Gdy nasze oczy piekące, szczypiące od wpatrywania się w kauczuk, metal, poliester, to wtedy należy rzucić to wszystko, i wyjść, patrzeć na zielone.