1081213530912650000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Dla Michela

z miłością, wdzięcznością

Nie umiem już patrzeć na świat neutralnie, pisze Benno, w związku z tym ten świat wcale mnie nie cieszy. Natura jest składowiskiem śmierci i cierpienia, znam to od dawna; widząc ptaka w locie na tle bezchmurnego nieba, nie cieszę się pięknym widokiem, a jedynie zastanawiam – czy już jest głodny?, czy właśnie szuka pożywienia?, a może za chwilę sam stanie się ofiarą (wpływ filmów przyrodniczych), patrząc na zachowanie ludzi (wpływ sieci), natychmiast dostrzegam odwieczną, ruchomą, nieustannie powiększającą swoje rozmiary platformę agresywności, faszyzmu, mikrofaszyzmów, nietolerancji, wynikającego z uprzedzeń i niechęci do wiedzy wzajemnego niezrozumienia, prężenia muskułów, rywalizacji o władzę i terytorium, pozowania, godów, et cetera – a więc podobnie. Stan mojego uzębienia przygnębia mnie i brutalnie odpycha od tego świata, to zwariowane, co teraz powiem, pisze Benno, ale gdybym był prawdziwym mężczyzną, przede wszystkim, w pierwszej kolejności, wziąłbym się za poprawę stanu mojego uzębienia, które, nie oszukujmy się, od dawna jest w opłakanym stanie (często nad nim płaczę), stan mojego uzębienia niszczy moją, i tak już mocno nadwątloną tożsamość, wpływa na moje myślenie. No a przecież nie zarejestruję się na portalu crowdfundingowym, nie otworzę projektu na PolakPotrafi tylko i wyłącznie ze względu na swoje zęby. Kto wesprze człowieka, którego największym marzeniem jest uzupełnić ubytki? Im dłużej mówię, im szerzej otwieram usta, tym bardziej jestem sobą zniesmaczony, tym większy odczuwam wstręt. Każdego dnia budzę się z lękiem, to prawda, każdego dnia (poranek – kortyzol, wieczór – dopamina) ulegam elementarnym złudzeniom, by w nieskończoność oddalać od siebie myśl, iż jestem tylko ogniwem łańcucha pokarmowego, który swoim zasięgiem obejmuje wszystko i wszystkich, oplata. Każdego dnia wydaje mi się, że nie jestem rozumiany, a jeśli nawet, to nie jestem rozumiany właściwie, kwestia rozumienia tudzież nierozumienia przewijać się będzie przez mój monolog aż do końca, nie wzbudzając szerszego zainteresowania, ponieważ – i tutaj uczynię typową dla siebie, niezrozumiałą dygresję – nie jest ona aktualna, a co za tym idzie popularna, popularne jest to, co aktualne, i odwrotnie, to samo dotyczy prawdy, prawdziwe jest aktualne, reszta nie ma znaczenia. Czy chciałbym jeszcze raz przeżyć swoje życie? – takie pytanie pojawiło się wczoraj rano w mojej głowie i, prawdę mówiąc, wcale nie zdziwiło mnie, iż odpowiedź na nie zabrzmiała: „nie” Nie! Zdecydowanie nie! Zdecydowanie nie chciałbym jeszcze raz przeżyć swojego życia, zdecydowanie nie chciałbym jeszcze raz przechodzić przez to wszystko, w moim życiu było co prawda kilkaset, być może nawet kilka tysięcy tak zwanych chwil radosnych, maleńkich wysepek szczęścia, ale biorąc pod uwagę całokształt, uwzględniwszy w ogólnym bilansie zysków i strat suplement w postaci cierpienia, moja odpowiedź brzmi: nie. Zdecydowanie nie. Pewien poeta wypowiedział kiedyś bardzo mądre słowa: „Co mogę powiedzieć o życiu? Rzecz to w sumie dość długa. Tylko nieszczęście budzi we mnie zrozumienie”, lecz zaraz potem, w swoim stylu nieopatrznie dodał: „Ale póki ust nie zatka mi gliniasta gruda, będzie się z nich dobywać tylko dziękczynienie”. Z tym ostatnim naturalnie nie mogę się zgodzić.

Reklamy

505406353675742000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Dzielę ludzi na aktywnych, stanowiących zdecydowaną większość, oraz na nieaktywnych, którzy znajdowali się, znajdują, znajdować się zawsze będą w zdecydowanej mniejszości. Ludzie aktywni aktywnie uczestniczą w życiu, znaczą teren, rozpychają się łokciami oraz bardzo chętnie wyrażają swoją opinię. Ludzie nieaktywni, stanowiący zdecydowaną mniejszość, to ludzie milczący, nie chcą oni uczestniczyć w życiu, które, nie oszukujmy się panie Mateuszu, jest bezustannym znaczeniem terenu, rozpychaniem się łokciami oraz wyrażaniem swojej opinii, najchętniej wycofaliby się oni z tak rozumianego życia, gdyby tylko istniała taka możliwość, ale niestety, jak obaj sami doskonale wiemy, nie ma takiej możliwości. Jaskrawym przykładem ludzi aktywnych są ludzie występujący w reklamach. Nie cierpię ludzi występujących w reklamach, wszystkich jak leci, wszystkich jak leci. Nie cierpię. Naprawdę nie wiem, skąd mi się to bierze panie Mateuszu, ale zawsze, kiedy widzę ludzi występujących w reklamach, chce mi się wyć. Dosłownie. Jakaż siła, pytam teraz siebie, pcha ludzi do występowania w reklamach? Co sprawia, że nie widzą oni w tym nic niestosownego? – pytam siebie, i nie znajduję odpowiedzi. Zaskoczony? Czym? Ja nigdy nie jestem zaskoczony, zadaję tylko podstawowe pytania i żądam natychmiastowej odpowiedzi. Zadaję teraz podstawowe, mógłbym powiedzieć równie dobrze pierwotne pytanie, i spodziewam się uzyskać na nie natychmiastową odpowiedź. Jakaż to siła pcha ludzi do występowania w reklamach? Pytam. Proszę odpowiedzieć. Przykro mi, naprawdę bardzo mi przykro, ale nie sądzę, że są oni na tyle nieświadomi, iż nie zdają sobie sprawy z procederu, w którym uczestniczą, iż nie mają o nim zielonego lub jako takiego pojęcia, przeciwnie, sądzę, że ludzie występujący w reklamach mają jaskrawozielone tudzież jak najbardziej sprecyzowane pojęcie na temat swoich niecnych występków w reklamach: ogłupić pozostałych ludzi i zachowywać się dalej tak, jak gdyby nic się nie stało, oto ich dewiza, wystąpić w reklamie, nawciskać kitu, wrócić do swych zajęć. I te uśmiechy. Naturalnie wymuszone… Wiem, wiem, widzę to teraz po panu – proszę nie odwracać głowy! – mówiąc nie cierpię, automatycznie naraziłem się na pańską nienawiść, ale niech mi pan wierzy panie Mateuszu, nie dbam o to. Dosłownie.
Zazwyczaj, kiedy mam podwinięte rękawy, czuję się bardziej stanowczy, wręcz radykalny, wydaje mi się, że z podwiniętymi rękawami mógłbym zmieszać z błotem cały świat, ale wystarczy chwila nieuwagi, wystarczy, że rękawy odwiną się samoczynnie, a już jestem chronicznie nieśmiały. Zazwyczaj, kiedy mam podwinięte rękawy, mniej siebie obwiniam panie Mateuszu, ale czy pan potrafi to zrozumieć? Czy ktokolwiek może zrozumieć to, co dzieje się w moim umyśle, kiedy mam podwinięte rękawy/kiedy moje rękawy nie są podwinięte?

711191848662898000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Tam, w Krakowie, podszedł do mnie człowiek. Nie miałem kontaktu z ludźmi przez okrągłe lata, a tam, w Krakowie, ot tak, od razu, podszedł do mnie człowiek. Wyglądał staro. Początkowo podszedłem do niego nieufnie, pomyślałem, pewnie coś chce, złotówkę, może nawet pięć złotych, nigdy nic nie wiadomo, zawsze, kiedy podchodzi do nas nieznajomy człowiek, musimy liczyć się z wydatkami, ale on nie chciał niczego, zapytał skąd jestem. Fakt, iż po tylu latach podchodzi do nas nieznajomy człowiek i, ot tak, po prostu, pyta skąd jesteśmy, wytrąca nas z równowagi, i to do tego stopnia, iż natychmiast odpowiadamy mu zgodnie z prawdą. W normalnych warunkach, a więc w warunkach szaroburej codzienności, nigdy nie pozwolilibyśmy sobie odpowiedzieć na tak postawione pytanie, a już na pewno zgodnie z prawdą. Powiedział, żeby mówić mu Pablo, że bardzo lubi to imię, powiedział Benno. Osiem lat temu, kiedy miał jeszcze wszystko, wszystko, co jest niezbędne do życia (tak wtedy myślał) jego myśli były inne, myślało mu się lżej, składniej. A może w ogóle wtedy nie zastanawiał się tyle? Może wcale nie myślał, po prostu żył, bowiem miał do tego warunki? Warunki do życia. Warunki do myślenia. W a r u n k i – wypowiedział to słowo, kilkukrotnie powtórzył. Zaczynał śmierdzieć. Przyznał, że od dawna się nie mył, w zasadzie czeka na deszcz, ale przecież nie będzie przepraszać. Ostatnim razem (kiedy to było?) skorzystał w nocy z fontanny. Wykąpał się pod osłoną nocy. Była ciepła lipcowa noc, chyba nawet pełnia księżyca (tego nie był pewien), a on nurzał swe ciało w miękkiej, miedzianej wodzie, i nie odczuwał strachu. To prawda, mogli pojawić się niespodziewanie strażnicy miejscy, to prawda, mógł zauważyć go jakiś prawowity obywatel miasta, ale w tamtym momencie miał to po prostu gdzieś. Rzadki stan umysłu. A jeszcze wcześniej tamto miejsce, gdzie trawnik rozpoczynał się tuz przy siatce i biegł wzdłuż rzędu tuj aż po horyzont, z majaczącymi w oddali konturami jednakowych budynków. Teren wydawał się pusty, nie był jednak pewien czy nie ma tam psów ani kamer. Przystanął na rogu działki i rozejrzał się ostrożnie. Nikogo, powiedział Pablo, powiedział Benno. Pachniało tujami. Przeszedł klika kroków. Stanął przy siatce i od razu usłyszał. Pośrodku równiutko przystrzyżonego trawnika tkwił zraszacz. Był włączony. Prychający wirnik wystrzeliwał we wszystkie strony lśniące strugi wody.