2967795697064970000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

postuj, klękaj

 

„Pragnienie jest zawsze pragnieniem, by pragnąć, pragnieniem, które nigdy nie zostaje zaspokojone, pragnieniem jouissance, której nigdy nie da się osiągnąć.

(…)

Podmiot grzęźnie w nieskończonym powtarzaniu tej samej czynności wciąż od nowa, gdyż to ona właśnie dostarcza mu przyjemności. Postuj. Postuj. Postuj. Klikaj. Klikaj. Klikaj”.

Reklamy

63173200356011900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Czas był wypełniony niesamowitością i niepoczytalnością, a także nieustanną potwornością i niewiarygodnością. Montaigne pisze, że to bardzo bolesne doświadczenie, musieć przebywać w miejscu, w którym obchodzi nas i dotyczy wszystko, co ogarniamy wzrokiem. I dalej: moja dusza była poruszona, tworzyłem sobie własną opinię o otoczeniu i próbowałem uporać się z nią bez pomocy obcych ludzi. Jednym z moich przeświadczeń było, że prawda w żadnym wypadku nie może ulegać przymusowi i przemocy. I dalej: pragnę dać się poznać i jest mi obojętne, do jakiego stopnia, jeśli tylko to się naprawdę dzieje. I dalej: nie ma niczego trudniejszego, ale też niczego bardziej pożytecznego niż autoopis. Należy badać samego siebie, rozkazywać sobie i stawiać się na właściwym miejscu. Zawsze jestem na to gotów, gdyż zawsze opisuję siebie, a nie opisuję własnych czynów, tylko własną istotę. I dalej: pewne sprawy, których ujawniania zabraniają przyzwoitość i rozsądek, podawałem do wiadomości otoczenia dla nauczki. I dalej: uczyniłem swoją zasadą mówienie wszystkiego, co ośmielam się powiedzieć, zatem wyjawiam nawet myśli, których właściwie nie można upublicznić. I dalej: jeśli chcę siebie poznać, to dlatego, abym poznał, jaki jestem naprawdę, dokonuję więc krytycznej analizy na swój temat”.

Thomas Bernhard, Autobiografie, przeł. S. Lisiecka

88895331094252100000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Budziłem się i było to przebudzenie do całkowitego zniechęcenia życiem. Jeśli udawało mi się rano cokolwiek w sobie uruchomić, to tylko zawsze ten sam mechanizm niezdolności do życia i zniechęcenia życiem, a o pracy, choćby najdrobniejszej, nie mogłem nawet myśleć, co tylko z dnia na dzień powiększało moje przygnębienie. Zamiast pracować, siedziałem całymi dniami, tygodniami, miesiącami nad swoimi rozprawami, nie mając bladego pojęcia, jak się do nich zabrać. Budziłem się i zaczynałem się bać tych rozpraw, chodziłem tam i z powrotem po domu, najpierw na górze tam i z powrotem, potem na dole tam i z powrotem, i oddawałem się coraz bardziej kompletnie bezużytecznym czynnościom, które mnie tylko odrywały od zasadniczej pracy, i nadużywałem tych niedorzecznych, istotnie kompletnie niedorzecznych czynności i zabiegów, tylko po to, by oderwać się od umysłowej pracy, od moich przyrodoznawczych studiów i związanych z nimi rozpraw, których z czasem zacząłem się regularnie bać i które stopniowo przetransportowałem do pokoju na poddaszu i tam zamknąłem, by nie mieć z nimi styczności. Już sam widok tych rozpraw wywoływał we mnie mdłości. Już sama myśl o nich”.

Thomas Bernhard „Tak”, przeł. Monika Muskała

 

33954995036828900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Być może problem stanowi samo zawężenie perspektywy. Być może należy patrzeć szerzej i bez złudzeń, być może trzeba widzieć od razu ten sam narzucający się fragment krajobrazu (płotek, kołek, dróżka, plus typowe przygnębiające liście) we wszystkich ujęciach, patrzeć na niego tu i teraz przez pryzmat wszystkich pór roku. Być może, jeśli natychmiast dodamy śnieg i upał (usuniemy liście), wszystko się wyjaśni.

.


„Zimą myślę: wiosna mnie uratuje, wiosną myślę: lato mnie uratuje, latem myślę, że jesień, jesienią, że zima, wciąż to samo, o każdej porze roku z nadzieją wypatruję następnej. To, rzecz jasna, niefortunna cecha charakteru, u mnie wrodzona, ja nie mówię: jak to dobrze, że jest zima, zima to twoja pora roku, podobnie jak nie mówię, wiosna to twoja pora roku, podobnie jak – jesień, to twoja pora roku, lato i tak dalej, i tak dalej. Przesuwam moje nieszczęście zawsze na porę roku, w której akurat muszę żyć i w tym całe nieszczęście”.

Thomas Bernhard, „Dawni mistrzowie”, tłum. Marek Kędzierski

8015687004359600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Polski napastnik opowiedział również, jak o mało nie zostałby piłkarzem Blackburn. Mógł tam trafić zamiast do Borussii Dortmund, co mogłoby zupełnie inaczej ukierunkować jego karierę. – Nie mogłem lecieć do Blackburn z powodu wybuchu wulkanu (Eyjafjallajokull – przyp. red), ale chciałem tam polecieć, aby zobaczyć co to za klub, bo nie wiedziałem, dokąd się wybieram. Gdybym tam poleciał, zdecydowałbym, który klub był dla mnie najlepszy. Nie mogłem polecieć, ale i tak muszę przyznać, że Blackburn było moim zespołem drugiego wyboru. Ale może gdybym zobaczył miejsca, stadion, porozmawiał z ludźmi, stałby się pierwszym – wspomina Lewandowski”.

 


Początkowo planowałem pozostawić bez komentarza, lecz w porę pomyślałem sobie, że jak zwykle nie zostanę zrozumiany. Otóż jest w tym jakieś piękno, harmonia, dostrzegamy (jeśli tylko potrafimy dostrzec) magiczną moc przypadku, ingerencję brutalnych sił natury w zaplanowane, konsekwentne WYSTARCZY!

Aha, i ten cudowny (mimo że bez kropek) przyp. red.

15385139106431700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

brzytwa Ochmonka

.

Za dużo go tutaj, kiedy tam nie ma go wcale. Jakby chciał temu nieustannie zaprzeczać, jakby mogło pomóc. Chwyta się tego, jak ostatniej brzytwy ratunku.


„Wszystko, co zostało powiedziane, okazuje się od razu, czy nieco później, bez sensu, to wszakże nie żadna zbrodnia, powiedział, jeśli mówi się o tym z przekonaniem, z najbardziej niewiarygodną zapalczywością, do jakiej jesteśmy zdolni. To, co myślimy, chcemy też powiedzieć, powiedział Reger, i w gruncie rzeczy nie zaznamy spokoju, dopóki tego nie powiemy, kiedy milczymy, dusimy się tym. Ludzkość dawno by się już udusiła, gdyby musiała przemilczać pomyślany na przestrzeni jej historii bezsens, każdy, kto zbyt długo milczy, dusi się tym, również ludzkość nie może zbyt długo milczeć, wtedy bowiem dusi się, nawet jeśli bez sensu jest wszystko, co wymyśli pojedynczy człowiek, co wymyśli ludzkość, jak również to, co pojedynczy człowiek kiedykolwiek w życiu wymyślił, to, co ludzkość kiedykolwiek wymyśliła”.

Thomas Bernhard, Dawni mistrzowie, tłum. Marek Kędzierski

202401005213503000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Para psów koloru wątroby pędziła tam i z powrotem za ogrodzeniem ujadając, rwąc się do niego”.

Georges Perec „Człowiek, który śpi”, przeł. Anna Wasilewska

„Przy zielono pomalowanej bramie ogrodu miotał się pies, zupełnie wytrącony z równowagi, jakby stracił rozum. Był to wielki czarny nowofundlandczyk, którego przyrodzoną łagodność zaburzyło złe traktowanie, długa samotność albo krystaliczna pogoda”.

W.G. Sebald „Czuję. Zawrót głowy”, przeł. Małgorzata Łukasiewicz

4308355614659040000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Terytorium to przede wszystkim krytyczny dystans między dwoma okazami tego samego gatunku: wyznaczanie dystansu. Tym, co do mnie należy, jest wpierw dystans, nie mam nic, prócz niego. Nie chcę, by mnie dotykano, warczę, gdy ktoś narusza moje terytorium, rozstawiam wokół niego plakaty.

(…)

Jak ważne jest, w obliczu zagrażającego chaosu, móc wyznaczyć przenośne, nadmuchiwane terytorium! W razie potrzeby będę nosił moje terytorium ze sobą, wezmę je na siebie, sterytorializuję własne ciało: skorupa żółwia, pustelnia skorupiaka, a także wszelkiego rodzaju tatuaże, zmieniające w terytorium samo ciało”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015.

91708675472160000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Mówimy, że śpiewka (ritournelle) jest treścią ściśle muzyczną, blokiem treści właściwym muzyce. Dziecko chce się uspokoić będąc w ciemności, klaszcze albo też wymyśla chód dopasowany do pęknięć płyt chodnikowych lub odśpiewuje »Fort-Da« (psychoanalitycy bardzo nietrafnie wypowiadają się na temat Fort-Da, próbując odkryć w nim fonologiczną opozycję albo komponentę symboliczną nieświadomości-języka, podczas gdy jest to śpiewka). Tra la la. Kobieta nuci, »słyszałem, jak cicho nuci«. Ptak wznosi swój świergot. Pieśń ptaków przenika całą muzykę, na tysiąc sposobów, od Jannequina po Messiaena. Frrr, Frrr. Muzyka przeniknięta jest przez bloki dzieciństwa i kobiecości, przez wszystkie mniejszości, a jednak ma ona wielką moc. Szwargot dzieci, kobiet, grup etnicznych, terytoriów, miłości i zniszczenia: narodziny rytmu. Dzieło Schumanna składa się ze śpiewek, bloków dzieciństwa, z których czyni on szczególny użytek: swoiste dla niego stawanie-się-dzieckiem albo stawanie-się-kobietą. Klarą. Można by stworzyć katalog przekątnego lub poprzecznego użytku, jaki czyniono z refrenu w historii muzyki – wszystkie dziecięce Zabawy i Kinderszenen, wszystkie śpiewy ptaków. Katalog taki byłby jednak bezużyteczny, ponieważ zdawałby się on nagromadzeniem przykładów motywów, tematów, wątków, podczas gdy chodzi tu o najistotniejszą i najbardziej niezbędną dla muzyki treść. Motywem refrenu może być lęk, strach, radość, miłość, praca, marsz, terytorium…, ale treść muzyki stanowi sama śpiewka”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015.

176023680645014000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Ogólne wrażenie straszne. Handlarze pamiątkami i dewocjonaliami prawie w każdym domu. Tkwią w głębi sklepów, między setkami figurek rzeźbionych z drzewa oliwnego i cacek z macicy perłowej.

W.G. Sebald, Wyjechali, przeł. M. Łukasiewicz

 


Czy jest nadzieja? Znów kończę czytać, a więc chyba jest nadzieja, że już więcej dołujących cytatów nie będzie. Na pewno jest niedziela.

25681508899601000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

drążenie (korniki, kołatki)

W Altensam zawsze słyszał w nocy korniki, a raczej kołatki, żarłoczność kołatków nie dawała mu spać w nocy, wszędzie wokół kołatanie kołatków, najbardziej w nocy naturalnie rzecz jasna, z uwagi na jego słuch, bardzo wyczulony, tudzież z powodu nadwrażliwości umysłu, kołatki cały czas przy pracy w deskach podłogi i pod nimi, w szafach i komodach, w komodach, zwłaszcza we wszystkich szufladach, słowa Roithamera, w drzwiach i w ramach okien, nawet w zegarach, krzesłach i fotelach, zawsze potrafił dokładnie określić, gdzie pracowały kołatki, które meble toczyły, faktycznie kołatki zaczęły się wgryzać nawet w jego łóżko, w łóżku, w bezsenne noce, słowa Roithamera, mógł cały czas tropić prace kołatków, musiał tropić, w stanie wzmożonej uwagi, oddychał słodkawym zapachem świeżo przeżutego przez nie drewna, raczej przygnębiony swoim odkryciem, że od tylu lat tysiące, a może i dziesiątki tysięcy kołatków, setki tysięcy, wzięły sobie za cel Altensam, po to, nie mógł się powstrzymać, by o tym nie myśleć w nocy, by pożreć całe Altensam, dopóty żreć Altensam, aż pożrą Altensam bez reszty, aż w pewnym momencie, możliwe, że nie trzeba będzie na to zbyt długo czekać, Altensam rozsypie się w proch.

T. Bernhard, Korekta, przeł. M. Kędzierski, Warszawa 2013, ss. 301-302

.
Dzisiaj cała moja nadzieja w myszach, a także w drewnojadach, kornikach i kołatkach, które prędzej czy później spowodują, że miejscami już trzeszczące sanatorium zawali się ze szczętem. Ta wizja regularnie nawiedza mnie we śnie, rzekł dr Abramsky i popatrzył na lewą dłoń. Widzę sanatorium, godnie stojące na swoim miejscu, widzę wszystko naraz, budynek w całości i każdy najdrobniejszy szczegół i wiem, że szachulce, belkowanie dachu, odrzwia i panele, posadzki, klepki i stopnie, poręcze i balustrady, futryny i listwy pod tynkiem są już doszczętnie wydrążone i w każdej chwili, gdy ten wybrany spośród ślepej armii chrząszczyków ostatnim klapnięciem szczęki przełamie ostatnią linię oporu, już zgoła niematerialnego, wszystko się zapadnie. I we śnie widzę, że faktycznie się zapada, nieskończenie powoli, i wielka, żółtawa chmura wznosi się i rozwiewa, a na miejscu byłego sanatorium nie pozostaje nic prócz kupki miałkiej, podobnej do kwietnego pyłku mączki drzewnej.

W.G. Sebald, Wyjechali, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 2010, ss. 144-145

6062581865071650000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

śrubowanie

W sali wychowania obywatelskiego każdy z nas miał przydzieloną ławkę, a ławki były przyśrubowane do podłogi w schludnych rzędach.

D.F. Wallace, Niepamięć, przeł. J. Kozak, Warszawa 2017, s.96


W naszej klasie, której plan musieliśmy w odpowiedniej skali odrysować w zeszytach, stało w rzędach dwadzieścia sześć ławek, przyśrubowanych do zaciągniętej olejem podłogi.

W.G. Sebald,  Czuję. Zawrót głowy, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 2010, ss. 45-46

1431181439314370000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Sprowadzić się do jednej albo kilku linii abstrakcyjnych, które będą się ciągnąć i przenikać z innymi, aby wytworzyć w sposób natychmiastowy, bezpośredni, pewien świat, w którym jest ten świat, który się staje, w którym stajemy się całym światem, wszystkimi.

(…)

Sprowadzić się do linii abstrakcyjnej, do konturu, i wejść w ten sposób w istność jako bezosobowość twórcy. Jest się wtedy niczym roślina: tworzy się świat lub też stawanie się ze wszystkiego i wszystkich, z całego świata, ponieważ tworzy się świat z konieczności połączony, usuwa się z siebie wszystko to, co przeszkadza nam prześlizgiwać się między rzeczami, przepchnąć się na poziom rzeczy”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015, s. 339

337856107814181000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

To kolejny paradoks, że wiele najważniejszych wrażeń i myśli w naszym życiu przemyka przez umysł tak szybko, że „szybko” nie jest na to nawet właściwym słowem, gdyż zdają się one zupełnie osobne i niemieszczące się w regularnym sekwencyjnym czasie zegarowym, według którego żyjemy, i mają tak nikły związek z linearną, słowo po słowie, angielszczyzną, którą się komunikujemy, że mogłoby nam zająć całe życie wyrażenie treści trwającego ułamek sekundy przebłysku myśli, skojarzeń etc. – a mimo to nadal używamy języka angielskiego (lub jakiegokolwiek innego, oczywiście), usiłując przekazać innym ludziom, co myślimy i dowiedzieć się, co oni myślą, chociaż każdy w głębi duszy wie, że to szarada i najzwyklejsze pozorowanie.

David Foster Wallace, Stary, dobry neon, [W:] Niepamięć, przeł. Jolanta Kozak, Warszawa 2017

link