1861924432321340000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

drobne uszczypliwości

 

Gogol obraził się na mnie i utrudnia mi życie. Poszło o pocztę*. Nie spodobało mu się, że nie spodobała mi się (i to bardo) nowa poczta, którą w końcu i tak wcisnął mi na siłę.

Najpierw anonsował. Prosił, żebym wypróbował (przecież zawsze będę mógł powrócić do starego wyglądu). Spróbowałem. Nowa poczta od razu wydała mi się odrażająca.

Poczta to poczta. Wychodzę z założenia, że na poczcie najważniejsze powinny być listy. Nic poza tym. Żadnych ozdobników, rozpraszaczy, kolorowych dodatków, ikonek. Po co mi kalendarz?

Jakby tego było mało, nowa poczta ładowała się dłużej. W nieskończoność musiałem czekać, aż w okienku powitalnym przemieli się pasek. To było naprawdę frustrujące.

Natychmiast powróciłem do starego wyglądu, jednak, jak wszystko, nie trwało to długo. Nie minęły dwa tygodnie, a już miałem nową pocztę ustawioną złośliwie na stałe.

Od czego jednak moja pomysłowść? Na samym dole strony, wypisany maleńkimi literami, znajdował się był lineczek: Ładuj podstawowy widok HTML (dla wolnych połączeń).. Załadowałem.

 

No a teraz Gogol utrudnia mi życie. Wystarczy, że zaczynam grzebać w wyszukiwarce, a natychmiast przerywa mi brutalnie, niby prosząc tylko, bym potwierdził, iż nie jestem robotem. Zasłania się przy tym wytartym frazesem o naszych systemach, które wykryły nietypowy ruch pochodzący z Twojej sieci komputerowej.

To prawda, może i nazbyt często korzystam z wyszukiwarki, poszukując rzeczy, które takiemu Gogolowi mogą nie mieścić się w głowie. Rzeczy wszelakich. Różnorodnych. Rzekłbym nawet nietypowych. Potrafię przy tym błyskawicznie przechodzić od hasła do hasła, jak jaki dziki skakać z linku na link, zauroczony frazą, nazwiskiem, nie znanym pojęciem. Ale żeby od razu z tego powodu odmawiać mi człowieczeństwa?

W ramach zemsty za niekorzystanie z najnowszej poczty niemal przy każdym wyszukiwaniu Gogol poleca mi teraz wykonanie testu**. Podsuwa przy tym szereg obrazków, z których muszę wybrać wyłącznie te z: a) samochodami, b) witrynami sklepowymi, c) sygnalizacjami świetlnymi, d) przejściami dla pieszych, itp. Nie wie, że lubię takie łamigłówki***.

 


*Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pocztę.

**Wykonanie testu CAPTCHA może być czasem wymagane, jeśli korzystasz z zaawansowanych haseł wyszukiwania, z których korzystają najczęściej roboty, lub gdy bardzo szybko wysyłasz żądania.

***I to bardo.

Reklamy

167889621328187000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Upodobałem sobie na wpół zburzone domy, zachodziłem do niezadaszonych pokoi o prymitywnie pomalowanych ścianach (okropne palmy, gałązki w kolorze wyblakłego błękitu, wszystko to na odpadającym tynku, kruszącym się, napęczniałym i butwiejącym), z ludzkimi odchodami w kątach, kamieniejącymi z biegiem czasu, z żółtymi prostokątami na ścianach w miejscach, gdzie wisiały niegdyś obrazy albo lustra. W którymś z nich na podłodze obok jasnozielonej rury leżał zniszczony i brudny miś z żółtego pluszu, ze szklanym okiem zwisającym na druciku. Okrągłe pająki z nogami jak długie nitki tkwiły nieruchomo na ścianach. Popielate, grube robaki z dwoma włosami sterczącymi z ogona wślizgiwały się w szczeliny i pod warstwy tynku”.

Mircea Cărtărescu Travesti, przeł. Joanna Kornaś-Warwas

2208691639813240000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nie wiem, jaka choroba trawiła Gwendolyn, myślę, że ona sama nie umiałaby tego powiedzieć. Jedyną obroną z jej strony była swoista, nachodząca ją wielokrotnie w ciągu dnia, a może także i nocą, potrzeba, by się upudrować czymś w rodzaju taniego talku, którego wielka puszka stała na stoliczku obok łóżka. Gwendolyn używała tej miałkiej, nieco tłustawej substancji w takich ilościach, że linoleum wokół posłania, a niebawem cały pokój i korytarz na piętrze zaciągnięte były białą, wskutek wilgotności powietrza trochę mazistą warstwą. O tej bieli pokrywającej wnętrze plebanii pomyślałem niedawno znowu – mówił Austerlitz – gdy w opisie lat dzieciństwa i młodości u pewnego rosyjskiego pisarza przeczytałem, że podobną pudermanię miała jego babka, dama, która jednak, choć głównie leżała na kanapie i żywiła się niemal wyłącznie galaretkami owocowymi i mleczkiem migdałowym, cieszyła się żelazną konstytucją i sypiała zawsze przy otwartym na roścież oknie, toteż raz zdarzyło się, że pewnego ranka, po szalejącej przez całą noc nawałnicy, obudziła się pod warstwą śniegu, nie doznawszy zresztą najmniejszej szkody. Na plebanii jednak wyglądało to inaczej. Okna pokoju chorej pozostawały zawsze zamknięte, a biały puder, który drobinka po drobince osiadał wszędzie, warstwą dostatecznie już grubą, by zaznaczały się w niej wydeptane szlaki, nie miał w sobie nic z iskrzącego śniegu. Przypominał raczej ektoplazmę, która, jak raz opowiedział mi Evan, może z ust kobiet mających dar jasnowidzenia wydobywać się wielkimi kłębami, opadającymi potem na podłogę, gdzie szybko wysychają i rozsypują się w pył. Nie, plebanii nie zawiewał świeży śnieg; wypełniało ją coś niedobrego, a ja nie wiedziałem, skąd się to niedobre bierze, dopiero znacznie później w innej książce znalazłem określenie, które było wprawdzie całkiem niezrozumiałe, ale mnie – mówił Austerlitz – natychmiast trafiło do przekonania: „arseniczna groza”.

W.G. Sebald Austerlitz, tłum. Małgorzata Łukasiewicz

Szybko lustro, komenderuje, a potem: szybko puderniczkę! i pudruje twarz i przegląda się w lustrze, na przemian pudruje twarz i przegląda się w lustrze. Nagle mówi: przecież nic nie widzę, w ogóle nic nie widzę. Rzeczywiście, to Konrad do Wiesera, przez chmurę pudru nic w lustrze nie widzi. Może to i dobrze, że nic nie widzę, mówi, i pudruje się nadal. Cała suknia jest w pudrze, miał powiedzieć Konrad do Wiesera, a ona ciągle powtarza: muszę się upudrować, upudrować się muszę, do cna upudrować, a kiedy zabrakło pudru w puderniczce, mówi: mamy jeszcze gdzieś puder? Gdzieś jeszcze musi być puder! Puder! Puder! Puder!, mówi i rzeczywiście znajduję drugą puderniczkę, a ona dalej pudruje bez opamiętania twarz, mówi Konrad do Wiesera, nagle już nie widzę jej twarzy, zapudrowała do cna twarz. Zapudrowana!, zapudrowana!, mówi: zapudrowana!. Zapudrowana!, wykrzykuje, mówi Konrad, nagle śmieje się i woła: upudrowałam, zapudrowałam, zupełnie się zapudrowałam i śmieje się i woła: upudrowałam, zapudrowałam, zupełnie się zapudrowałam i śmieje się i woła i śmieje się i woła: upudrowana, zapudrowana, zapudrowana, upudrowana, zapudrowana!

Thomas Bernhard Kalkwerk, tłum. Ernest Dyczek, Marek Feliks Nowak

1187150773510040000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

PREFACE

THIS book is designed to encourage students to observe and think. It may also furnish some information about trees, birds, and heavenly bodies which will enhance the pleasure of living wherever these things can be seen. The language is simple enough for students in the sixth or seventh grade, the facts important enough for more mature students.

Part One may well be studied in the fall, Part Two in winter, and Part Three in spring, but it would be a mistake to restrict the study of any part to a single season, or to attempt to finish one part before taking up the next. In order to become familiar with the planets and brightest stars the student should view the heavens at different seasons. The trees and birds also change their appearance as the seasons change. They should be observed at all times of the year.

TREES, STARS AND BIRDS, A Book of Outdoor Science by EDWIN LINCOLN MOSELET, A.M. Head of the Science Department State Normal College of Northwestern Ohio, ILLUSTRATED IN COLORS from paintings by Louis Agassiz Fuertes and with photographs and drawings, Yonkers-on-Hudson, New York WORLD BOOK COMPANY 1919

2350704430272640000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

czekolada

 

W środę, około godziny piątej rano
na autostradzie A2 między Poznaniem a Koninem
wywróciła się cysterna przewożąca czekoladę.

Czekolada wylała się i zastygła na powierzchni –
mówi w rozmowie z TVN24 jeden z funkcjonariuszy.
Służby będą musiały nie tylko podnieść cysternę,
ale też usunąć z jezdni czekoladę.

Kierowcy, którzy poruszają się autostradą A2
muszą liczyć się z ogromnymi zatwardzeniami.