8015687004359600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Polski napastnik opowiedział również, jak o mało nie zostałby piłkarzem Blackburn. Mógł tam trafić zamiast do Borussii Dortmund, co mogłoby zupełnie inaczej ukierunkować jego karierę. – Nie mogłem lecieć do Blackburn z powodu wybuchu wulkanu (Eyjafjallajokull – przyp. red), ale chciałem tam polecieć, aby zobaczyć co to za klub, bo nie wiedziałem, dokąd się wybieram. Gdybym tam poleciał, zdecydowałbym, który klub był dla mnie najlepszy. Nie mogłem polecieć, ale i tak muszę przyznać, że Blackburn było moim zespołem drugiego wyboru. Ale może gdybym zobaczył miejsca, stadion, porozmawiał z ludźmi, stałby się pierwszym – wspomina Lewandowski”.

 


Początkowo planowałem pozostawić bez komentarza, lecz w porę pomyślałem sobie, że jak zwykle nie zostanę zrozumiany. Otóż jest w tym jakieś piękno, harmonia, dostrzegamy (jeśli tylko potrafimy dostrzec) magiczną moc przypadku, ingerencję brutalnych sił natury w zaplanowane, konsekwentne WYSTARCZY!

Aha, i ten cudowny (mimo że bez kropek) przyp. red.

Reklamy

52461916524905800000000000000000000000000000000000000000000000

Reprodukcja hasła MATKA ze słownika Zerolangu, przepowiedzianego na rok 2190 + 5 lat. (Według Zwiebulina i Courdlebye’a.)

MATKA rzecz. rodz. ż. 1. Mała atomówka, cz. minibomba atomowa, prod. nieleg., używ. gł. przez poryw., terr., maf., gang., narkom., szal., kontest., band., szantaż., zbocz., i in. MATECZKA, taż, noszona w teczce, zwykle z zapaln. zdaln. MATULA, także: MATULINA, taż w otulinie radioaktywnej wzmag. sił. raż. MATUSIA, także MATUŚKA, taż, z otuliną sporz. z siarczk. kob. i strontu (Co. St). MAMUNCJA — taż, o ładunku równoważn. l Uncji uranu (U 235). MATUCHNA, także: ZERUCHNA, mała b.a. z otuliną z izotop, uranu, węgla, azotu i argonu (U, C, H, N, A). Powód, skażenie trwałe w prom. l mili. MAMULINA, MAMULITKA, MAMULINEK — m. bomba wodorowa z litem (Lithium) jako substr. ekspl. 2. Kobieta, kt. urodziła dziecko (nie używ.)

Stanisław Lem, Vestranda Ekstelopedia. Arkusz próbny, [W:] Doskonała próżnia. Wielkość urojona, Kraków 1974, s. 316.

pępowina

844617150046923000000000000000000000000000000000

Miejsca

  

Coraz częściej przechodził na stronę snów. Po przebudzeniu zostawał tam na dłużej, jak najdłużej się dało, uporczywie odwlekał moment, kiedy powracała świadomość, a co za tym idzie powracało poczucie winy. A powracało za każdym razem. Wystarczało otworzyć oczy.

We śnie brak jest impulsów związanych z ciałem. Po przebudzeniu przez chwilę trwa ten stan, homeostaza. Potem, z minuty na minutę, odżywa poczucie ciała, a tym samym dyskomfortu. Tylko przez krótką chwilę ja nie znajduje się w układzie odniesienia do żywych ludzi.

W wielu snach znajdował się na wysokościach; na wieżach, kominach, rusztowaniach, a nawet na wielopiętrowych, sięgających nieba łóżkach skonstruowanych z metalowych rurek powleczonych białą emalią; nie wiedział jak się tam znalazł, nie pamiętał.

Zazwyczaj był z nim ktoś jeszcze. Raczej mężczyzna.

Tamta druga postać kuliła się w podobny sposób; podkurczone nogi, ręce skrzyżowane na piersiach. Nigdy nie udało mu się dostrzec jej twarzy. Starał się nie zwracać na niego uwagi, a i on nie był zainteresowany jego osobą. Przeżywali swój strach osobno.

Problemem było zejście, i tylko to zaprzątało ich uwagę, nie było tam miejsca na żadną współpracę.

Wiedział, że jeśli zacznie pytać, nie uzyska odpowiedzi, dlatego o nic nie pytał. Co gorsza, mógłby narazić się na śmieszność; tak, chyba najbardziej bał się ośmieszenia, bał się, że tamten tylko udaje, że jeśli tylko powie mu cokolwiek, tamten wyśmieje jego strach. Dlatego milczał.

Za każdym razem wydawało mu się, że jest tam nielegalnie. Że nie powinien, stąd poczucie winy. Każdy dzień był torturą zwielokrotnioną absurdalnością sytuacji, która – a tak rzeczywiście myślał – w oczach osoby postronnej powinna wyglądać w najlepszym wypadku na aberrację. Być może zdawał sobie sprawę ze zbyt wielu rzeczy na raz, a być może rzeczywiście nie nadawał się do życia.

Od kilku dni zbierał informacje; ile kosztuje, gdzie dokonują, jakie warunki trzeba spełnić itp. Odpychały go procedury, odległość i cena, dlatego eutanazja pozostawała nadal w sferze marzeń.

173402521172798000000000000000000000000000

– A prasa?

– Również nie zaglądam. Jak już panu mówiłem, poraża mnie ludzka aktywność. Nie chciałbym się na przykład któregoś dnia dowiedzieć, że rybik cukrowy otrzymał nominację na rybę słodkowodną.


intronizowali, intronizowaliby, intronizowalibyście, intronizowalibyśmy, intronizowaliście, intronizowaliśmy, intronizował, intronizowała, intronizowałaby, intronizowałabym, intronizowałabyś, intronizowałam, intronizowałaś, intronizowałby, intronizowałbym, intronizowałbyś, intronizowałem, intronizowałeś, intronizowało, intronizowałoby, intronizowały, intronizowałyby, intronizowałybyście, intronizowałybyśmy, intronizowałyście, intronizowałyśmy

25299086886458700000000000000000000000000

O szafarzu, co upuścił komunikant*

.
.

„W czasie rozdawania komunii św. upuściłem komunikant, który spadł na posadzkę. Schyliłem się szybko, by nikt nie nadepnął, by nie doszło do profanacji. Schyliło się również dziecko, które odsunąłem ręką, by osobiście podnieść Najświętszą Hostię. To był mój obowiązek jako szafarza sakramentu, obowiązek wynikający z prawa kanonicznego, które nakazuje szafarzowi troskę o najdrobniejszą cząstkę konsekrowanej Hostii”.

.

Ksiądz uderzył dziecko w twarz – jest wyrok

.

*Ten język ma w sobie coś hipnotyzującego. Zawsze, kiedy go słyszę, mam przed oczami mroczny świat z baśni braci Grimm.

354224848179262000000

Pierre Teilhard de Chardin (wiki)

„W dzieciństwie fascynowało go wszystko, co gęste”.

„Odmiany postaw wobec życia: ludzie zmęczeni, hedoniści, i ludzie żarliwi. Ludzie zmęczeni – można im przypisać tezę – nie być wcale”.