9652270345043400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

cenna uwaga

 

I znów jestem niepoważny (a przy tym wcale nie jestem śmieszny). Toczę się bez trzymanki. Żartuję przez zaciśnięte zęby.

Reklamy

1032438788598820000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Забияка

 

Zabivaka (Russian: Забива́ка, literally Goalscorer, similar to Zabiyaka, Забияка, Hothead) is the official mascot of the 2018 FIFA World Cup, which will be held in Russia. The mascot was unveiled on 21 October 2016. It represents ananthropomorphic wolf with brown and white fur, wearing a T-shirt emblazoned with the words „RUSSIA 2018”.

26894761435868400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Hillman zwracał uwagę, że depresja, nerwica, wściekłość czy rozpacz, są często jak najbardziej adekwatnymi reakcjami na to, co dzieje się w świecie. Psychoterapia i psychiatria próbują „zrzucić” wszystko na pacjenta, próbują „umieścić” jego problemy wyłącznie w jego wnętrzu – tymczasem coraz częściej chora bywa tak naprawdę rzeczywistość polityczna i społeczna (a nawet estetyczna – czasami przygnębienie może wywoływać po prostu brzydota miasta, w którym się mieszka). W tym sensie psychoterapia – uważał Hillman – może służyć konserwowaniu zastanego porządku politycznego i społecznego. Może być – nawet nie zdając sobie z tego sprawy – klasycznym „opium dla ludu”. Dlatego właśnie w połowie lat 80. Hillman przestał prowadzić indywidualną terapię, argumentując to tym, że nie jednostki, ale kultura i cywilizacja Zachodu wymagają gruntownej terapii.

Tomasz Stawiszyński

 

Są takie chwile, kiedy z rolki papieru toaletowego patrzy na nas pantera śnieżna, a my mamy minę lisa tybetańskiego. Dzieje się tak najczęściej po zapoznaniu się z aktualnościami dotyczącymi wydarzeń z kraju i ze świata. Co wtedy robić?

Słuchać podcastów Pana Tomasza!

61235237920713300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

piękno

 

Nie umiem napisać recenzji, nie znam dobrze angielskiego, nie wiem kim jest foxx_x ani Brunsiaczek i nie wnikam –  chciałem tylko powiedzieć na niedzielę, że bardzo spodobał mi się ten odcinek (Black Mirror, Nosedive) oraz jego tłumaczenie.

 

– Dlaczego masz 2.8?
– Zdegradowali mnie za przeklinanie na lotnisku i nałożyli Podwójną Pokutę.
– Jak się czułaś?
– Okropnie.
– Przeklinając?
– Nie wiem, byłam wściekła. I zobacz, jak skończyłam. Ale na ślubie nie będą patrzyć na ocenę. Jestem z panną młodą. Jak prymusom spodoba się mowa, znajdą się na mojej krzywej. Podniosą liczbę punktów, moja średnia znacznie wzrośnie i wszystko się ułoży.
–  Rany, jesteś zupełnie jak ja. Z czasów młodości. Kiedyś miałam 4.6.
–  4.6?
– To był sens mojego życia. Mocno się napociłam, by to osiągnąć. Osiem lat temu mój mąż, Tom, zachorował na raka trzustki, podły skurwysyn. Objawy wystąpiły zbyt późno.
– Tak mi przykro.
– Raczej ci niezręcznie, bo obca osoba mówi o chorobie w rodzinie.
Dałam piątki każdemu lekarzowi, pielęgniarce, doradcy prymusowi. Chuj mi dało to całe pikanie. Rak i tak się rozrastał.
Parę miesięcy później usłyszeliśmy o eksperymentalnej terapii. Bardzo drogiej, przeznaczonej dla wartościowych. Zrobiłam wszystko, by go tam wkręcić. Tom miał 4.3. Oddali jego łóżko komuś z 4.4.
Po jego śmierci postanowiłam, że kładę na to chuja. Mówiłam co chcę i kiedy chcę. Bez wazeliny. Ludziom nie zawsze to odpowiada. Niesamowite, jak szybko wtedy spychają cię na margines. Okazało się, że wielu moich znajomych nie docenia szczerości. Obchodzili się ze mną tak, jakbym nasrała im do śniadania. Ale uczucie było nieziemskie. Cisnęłam tych zjebów. Jakbym zdejmowała za ciasne buty. Serdecznie polecam.

14455678767661200000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

abstrakt

 

Na ścianie, w kuchni, tuż przy lodówce, wisi tam kalendarz z wielkim kawałem przekrojonej szynki. Pod styczniem, lutym i marcem znajdujemy napis, który nas fascynuje, od którego przez cały czas nie możemy oderwać wzroku, a który w końcu,  gdy na nas nie patrzą, spisujemy ukradkiem pod stołem, „cichcem”, by nie wzięto nas za wariata: Wydawnictwo dofinansowane ze środków Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego w ramach projektu „Polacy gustują w wieprzowinie” – kontynuacja II

 

2967795697064970000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

postuj, klękaj

 

„Pragnienie jest zawsze pragnieniem, by pragnąć, pragnieniem, które nigdy nie zostaje zaspokojone, pragnieniem jouissance, której nigdy nie da się osiągnąć.

(…)

Podmiot grzęźnie w nieskończonym powtarzaniu tej samej czynności wciąż od nowa, gdyż to ona właśnie dostarcza mu przyjemności. Postuj. Postuj. Postuj. Klikaj. Klikaj. Klikaj”.

8015687004359600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Polski napastnik opowiedział również, jak o mało nie zostałby piłkarzem Blackburn. Mógł tam trafić zamiast do Borussii Dortmund, co mogłoby zupełnie inaczej ukierunkować jego karierę. – Nie mogłem lecieć do Blackburn z powodu wybuchu wulkanu (Eyjafjallajokull – przyp. red), ale chciałem tam polecieć, aby zobaczyć co to za klub, bo nie wiedziałem, dokąd się wybieram. Gdybym tam poleciał, zdecydowałbym, który klub był dla mnie najlepszy. Nie mogłem polecieć, ale i tak muszę przyznać, że Blackburn było moim zespołem drugiego wyboru. Ale może gdybym zobaczył miejsca, stadion, porozmawiał z ludźmi, stałby się pierwszym – wspomina Lewandowski”.

 


Początkowo planowałem pozostawić bez komentarza, lecz w porę pomyślałem sobie, że jak zwykle nie zostanę zrozumiany. Otóż jest w tym jakieś piękno, harmonia, dostrzegamy (jeśli tylko potrafimy dostrzec) magiczną moc przypadku, ingerencję brutalnych sił natury w zaplanowane, konsekwentne WYSTARCZY!

Aha, i ten cudowny (mimo że bez kropek) przyp. red.

52461916524905800000000000000000000000000000000000000000000000

Reprodukcja hasła MATKA ze słownika Zerolangu, przepowiedzianego na rok 2190 + 5 lat. (Według Zwiebulina i Courdlebye’a.)

MATKA rzecz. rodz. ż. 1. Mała atomówka, cz. minibomba atomowa, prod. nieleg., używ. gł. przez poryw., terr., maf., gang., narkom., szal., kontest., band., szantaż., zbocz., i in. MATECZKA, taż, noszona w teczce, zwykle z zapaln. zdaln. MATULA, także: MATULINA, taż w otulinie radioaktywnej wzmag. sił. raż. MATUSIA, także MATUŚKA, taż, z otuliną sporz. z siarczk. kob. i strontu (Co. St). MAMUNCJA — taż, o ładunku równoważn. l Uncji uranu (U 235). MATUCHNA, także: ZERUCHNA, mała b.a. z otuliną z izotop, uranu, węgla, azotu i argonu (U, C, H, N, A). Powód, skażenie trwałe w prom. l mili. MAMULINA, MAMULITKA, MAMULINEK — m. bomba wodorowa z litem (Lithium) jako substr. ekspl. 2. Kobieta, kt. urodziła dziecko (nie używ.)

Stanisław Lem, Vestranda Ekstelopedia. Arkusz próbny, [W:] Doskonała próżnia. Wielkość urojona, Kraków 1974, s. 316.

pępowina

844617150046923000000000000000000000000000000000

Miejsca

  

Coraz częściej przechodził na stronę snów. Po przebudzeniu zostawał tam na dłużej, jak najdłużej się dało, uporczywie odwlekał moment, kiedy powracała świadomość, a co za tym idzie powracało poczucie winy. A powracało za każdym razem. Wystarczało otworzyć oczy.

We śnie brak jest impulsów związanych z ciałem. Po przebudzeniu przez chwilę trwa ten stan, homeostaza. Potem, z minuty na minutę, odżywa poczucie ciała, a tym samym dyskomfortu. Tylko przez krótką chwilę ja nie znajduje się w układzie odniesienia do żywych ludzi.

W wielu snach znajdował się na wysokościach; na wieżach, kominach, rusztowaniach, a nawet na wielopiętrowych, sięgających nieba łóżkach skonstruowanych z metalowych rurek powleczonych białą emalią; nie wiedział jak się tam znalazł, nie pamiętał.

Zazwyczaj był z nim ktoś jeszcze. Raczej mężczyzna.

Tamta druga postać kuliła się w podobny sposób; podkurczone nogi, ręce skrzyżowane na piersiach. Nigdy nie udało mu się dostrzec jej twarzy. Starał się nie zwracać na niego uwagi, a i on nie był zainteresowany jego osobą. Przeżywali swój strach osobno.

Problemem było zejście, i tylko to zaprzątało ich uwagę, nie było tam miejsca na żadną współpracę.

Wiedział, że jeśli zacznie pytać, nie uzyska odpowiedzi, dlatego o nic nie pytał. Co gorsza, mógłby narazić się na śmieszność; tak, chyba najbardziej bał się ośmieszenia, bał się, że tamten tylko udaje, że jeśli tylko powie mu cokolwiek, tamten wyśmieje jego strach. Dlatego milczał.

Za każdym razem wydawało mu się, że jest tam nielegalnie. Że nie powinien, stąd poczucie winy. Każdy dzień był torturą zwielokrotnioną absurdalnością sytuacji, która – a tak rzeczywiście myślał – w oczach osoby postronnej powinna wyglądać w najlepszym wypadku na aberrację. Być może zdawał sobie sprawę ze zbyt wielu rzeczy na raz, a być może rzeczywiście nie nadawał się do życia.

Od kilku dni zbierał informacje; ile kosztuje, gdzie dokonują, jakie warunki trzeba spełnić itp. Odpychały go procedury, odległość i cena, dlatego eutanazja pozostawała nadal w sferze marzeń.