1365046504072320000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

2 września

 

susza dotknęła użytki zielone

Reklamy

17958029672407400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

21 sierpnia

 

Przeczytałem to, co napisałem i pomyślałem raz jeszcze.

Nowe ćwiczenie – każdego ranka, miast pisania (nienaturalność), wpatrywać się prosto (prosciutto) w liście rosnącego za balkonem orzecha, takie wpatrywanie poprawia wzrok, daje odpór myślom, odnosi się też bezpośrednio do natury.

11098672708526900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

19 sierpnia

 

Lubiłem patrzeć jak kładą asfalt. Podchodziłem najbliżej jak tylko się dało, by poczuć żar. Lubiłem zapach świeżo kładzionego asfaltu, idealną błyszczącą wyrównującą stal walca, postęp, krzątaninę robotników. Wydawało mi się, że wystarczy zaasfaltować cały świat, a wszystko będzie odtąd proste i gładkie.

55770816383139700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

4 sierpnia

 

W stosunku do nowo poznanych osób trzeba od razu ustawić jak najwięcej znaków ostrzegających przed wejściem na nasze terytorium. Od razu, bezpardonowo lub jak kto woli bezwzględnie porozstawiać, tam gdzie tylko uznamy to za wymagane, znaki ostrzegawcze. Nie bacząc na tak zwane względy natury ludzkiej tudzież konsekwencje, rozmieścić w strategicznych punktach Mego walące już z daleka w oczy znaki zakazu wjazdu, poruszania, odezwania słowem (żadnych znaków zapytania).

21302556278029900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

kotor

 

Wyrastał jak spod ziemi, siadywał na brzegu ścieżki i patrzył głęboko w oczy. Żal o coś? Skarga? Protest? Zapominałem o nim na długie miesiące, prawdopodobnie zawsze musiały nadejść najbardziej upalne dni, by pojawił się ponownie. Zawsze w tym samym miejscu i w tym samym wieku, ile mógł mieć? – zawsze tyle samo, niedużo. Czarny, cierpliwy, między klonem a śmietnikiem, ukazywał się wtedy, kiedy nie miałem już siły, w tym samym miejscu, w tej samej pozie (przednie łapki złączone), w jego zachowaniu ukryta była niema groźba, że jeśli tylko zachce, zaraz udrapnie albo przebiegnie mi drogę.

Na ścianie śmietnika, od strony ścieżki, namalowałem mu portret, żeby już nie zapomnieć.

 


Jeszcze nie tak dawno stałem przed tym opowiadaniem z niewytłumaczalnym uczuciem czegoś na kształt rysującego się coraz wyraźniej rozwiązania, wyjaśnienia, zastanawiałem się nad kontynuacją, rozważałem w którą pójść stronę, widziałem tyle możliwości. Z tego co usłyszałem; w domu nerwowość M., spowodowana po części jakimiś narzucanymi sobie w celu zagłuszania myśli dodatkowymi pracami (wywrócona drabinka), po części ich pobytem (drugi tydzień), a po części upałem.

11449921622079700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

23 czerwca

Po południu z trudem wydobyłem się z typowego dla mnie snu, w którym biegałem od przystanku do przystanku, gorączkowo przeliczając monety, by uzyskać sumę wymaganą do zakupu biletu komunikacji miejskiej.

Wcześniej obserwacja spektaklu z krawędzi teatralnej sceny. Posiadałem ciało przystojnego młodzieńca i tuliłem się do dziewczyny lub chłopaka, nie wiedząc, że jestem obserwowany przez widownię. Po spektaklu rozmowa z dyrektorką teatru o postępach w nauce angielskiego jej córki, która kończy studia. Poleciłem jej jeden słownik.

Ostatnio zwróciła moją uwagę wzmożona popularność zwrotu „tyle że” wśród wyższej narcystycznej klasy krytycznoliterackiej w Polsce.

Nie uszło mojej uwagi również to, że w reprezentacji Szwecji występuje Ekdal.

Jaki Ekdal? Właśnie, jaki Ekdal? Stary czy młody Ekdal?

21976735970058000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

31 mija

 

I znów to święto. W porę tropnąłem się jednak (ogarnąłem się?), że moja reakcja na nie byłaby teraz kolejnym pustym gestem, charakterystycznym dla mojego układu nerwowo-odpornościowego tikiem, irytującym również coraz bardziej mnie samego samonapędzającym się słowopędnym lejtmotywem wywoływanym rokrocznie przez takie właśnie, a nie inne cykliczne punkty zapalne, do których na zasadzie bodziec-reakcja bezwiednie powraca mój mózg, i dlatego właśnie w tym roku postanowiłem pominąć je milczeniem. Absurdalność wymaga od nas absurdalności. Cóż, takie czasy. Postanawiam zatem zachować cierpliwość i spokój, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, iż od dziecka sutanna działa na mnie jak płachta na byka – i niech tak zostanie. Moją główną cechą jest złośliwość, zaraz potem niewdzięczność, z natury jestem złośliwy, zaraz potem niewdzięczny, a dodatkowo niesłychanie wprost wściekły na otaczające nas od lat realia. Mówiąc jeszcze inaczej, nie chcemy być przecież jak radio Zet dbające dwadzieścia cztery godziny na dobę o podtrzymywanie bełkotliwego, otumaniającego przekazu, gdzie nawet wiadomości (wiadomości radia Zet) co chwila przerywane są wstawkami w rodzaju  t o s ą w i a d o m o ś c i r a d i a Z e t, a to tylko po to, aby zgromadzeni przy odbiornikach nie zasłuchali się aby za bardzo i nie zaczęli za dużo myśleć.

289117532242004000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

20180524

 

Zakładam śmieszne skarpetki, bo tylko takie mam pod ręką (i tak nikt mnie nie widzi), rozpoczynając ten dzień refleksją dotyczącą sposobu funkcjonowania pamięci. Zasypiając byłem niemal pewien – przywiązujemy zbyt dużą wagę do konstytuujących wspomnień, powracamy do nich maniakalnie, upierając się przy tym, iż należą do nas (i tylko do nas), podczas gdy tak naprawdę mogłyby one należeć do dowolnie wybranej, przypadkowej osoby. Czepiamy się jak rzep naszych pierwszych wspomnień, nadajemy im nie wiem jakie znaczenie, nawiązując przy tym do okresu szkolnego, przedszkolnego, przywołując nieustannnie otaczające nas wówczas nieznośne bachory oraz całe grono pedagogiczne, podczas gdy tak naprawdę nie mamy już z nimi wszystkimi od kilkudziesięciu lat nic wspólnego, poza tym, że codziennie do nich powracamy, powodując, że niemal zrastają się z nami, właśnie z nami, a więc z tymi (a nie z innymi), którzy przez przypadek, czy tam ślepe zrządzenie losu, do nich bez przerwy powracają. Jakim trzeba być kretynem, myślę, by zaprojektować tego typu skarpetki, pomarańczowe, z okalającym palce paskiem czerni oraz dodatkowym, biegnącym po ich zewnętrznej stronie a kończącym się nierówno na pięcie.

 

36684474316080900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

30 marca 2018

 

Dzisiaj, powodowany potrzebą skrupulatnej dokumentacji, nie wiedzieć po co zapisuje, że z ulgą skończył wreszcie czytać przygnębiającą książkę o rybach.

Dokładnie trzy lata wcześniej z satysfakcją odnotowywał, iż po raz nie wie który udało mu się wprowadzić facebooka w błąd; widzę to wyraźnie po jego reakcjach – skrobał w swoim pamiętniczku – zupełnie mnie nie rozumie, wyświetlając chybione reklamy, propozycje grup i stron o architekturze, gekonach orzęsionych i terrariach.

780874387080162000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

18 marca 2018

 

Według mnie nie ma czegoś takiego jak starzenie. To tylko lustra, inni oraz fotografie utwierdzają nas w tym błędnym przekonaniu. Ja (na przykład) nie osiągnąłem wieku produkcyjnego, nigdy nie dorosłem do żadnej roli, zawsze czułem się głupi i naiwny. Tak jak teraz.

Wmawiamy sobie proces starzenia, aby bez szemrania wypełniać korporacyjne obowiązki, aby dojrzewać i zakładać rodziny, aby w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku w pełni korzystać z praw wyborczych, jednym słowem – umrzeć.

70411399558423400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

mili wanili

 

– Jak byś określił nasze pokolenie? Jednym słowem.

– Nigdy nie miałem poczucia przynależności do jakiegokolwiek pokolenia. Przeciwnie, gdy inni robili to czy tamto, ja starałem się robić coś wręcz odwrotnego; dla zasady, w ramach przekory, żeby wkurwić i tym podobne.

– Zobacz, jak na tym wyszedłeś…

– Poza tym niedobrze mi się robi, kiedy słyszę te zmyślne, unifikujące określenia, powstałe tylko po to, by dorabiać lepsze i głupsze, szczytne poczytne teorie.

– Ale na pewno, gdybyś dobrze poszukał, znalazłbyś jakieś charakterystyczne cechy, wyodrębniające obyczaje, wspólne zainteresowania…

– Lubiłem lody.

– Jakie?

– Waniliowe.

– O! To tak jak ja!

– Więc już mam: vanilliowcy.

 

26894761435868400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Hillman zwracał uwagę, że depresja, nerwica, wściekłość czy rozpacz, są często jak najbardziej adekwatnymi reakcjami na to, co dzieje się w świecie. Psychoterapia i psychiatria próbują „zrzucić” wszystko na pacjenta, próbują „umieścić” jego problemy wyłącznie w jego wnętrzu – tymczasem coraz częściej chora bywa tak naprawdę rzeczywistość polityczna i społeczna (a nawet estetyczna – czasami przygnębienie może wywoływać po prostu brzydota miasta, w którym się mieszka). W tym sensie psychoterapia – uważał Hillman – może służyć konserwowaniu zastanego porządku politycznego i społecznego. Może być – nawet nie zdając sobie z tego sprawy – klasycznym „opium dla ludu”. Dlatego właśnie w połowie lat 80. Hillman przestał prowadzić indywidualną terapię, argumentując to tym, że nie jednostki, ale kultura i cywilizacja Zachodu wymagają gruntownej terapii.

Tomasz Stawiszyński

 

Są takie chwile, kiedy z rolki papieru toaletowego patrzy na nas pantera śnieżna, a my mamy minę lisa tybetańskiego. Dzieje się tak najczęściej po zapoznaniu się z aktualnościami dotyczącymi wydarzeń z kraju i ze świata. Co wtedy robić?

Słuchać podcastów Pana Tomasza!