20015607811858600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

20190213 (przedpołudnie)

 

Niechciane wspomnienia są jak koniki trojańskie, przyczajone, ukryte koniki trojańskie, które tylko czekają na właściwą komendę (myśl), by się rozpanoszyć.

Źródło myślenia ironicznego nieustannie we mnie bije. Myślę, że wiem skąd się wzięło. Przed laty stanowiło sposób na odwrócenie uwagi poprzez rozśmieszenie interlokutora. Jednak to długa historia sięgająca w głąb dzieciństwa, do którego nie zamierzam nigdy więcej wracać.

Poszło mi świetnie w quizie dotyczącym zdrowego odżywiania, chociaż nie stosuję się do żadnej z wymienionych tam zasad.

A może to ja powinienem dopasowywać się do każdej reklamy?

Reklamy

689374636946030000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

pauzy

 

Zawsze bałem się utraty. Że stracę to, co jeszcze posiadam. Dlatego z niepokojem patrzyłem na pojawiające się w filmach pieniądze. Drżałem o wielkie wygrane, łupy włamywaczy, znalezione w szczerym polu walizki wypełnione złotem, bo wiedziałem, że nic nie jest wieczne. A i fabuła nie rozpieszczała mnie zbytnio; tam, gdzie u kogoś, nagle, pojawiały się pieniądze, tam zawsze pojawiał się ktoś inny, kto już na nie czyhał. Akcja musiała iść pełną parą.

Oglądam filmy. Kino zagraniczne. Stare czarno-białe filmy przeznaczone dla starych ludzi. Mój stan nie pozwala już w pełni uczestniczyć w toczącym się za oknami nieziemskim procesie życia – nie są to jednak problemy natury fizycznej – po prostu czuję, że od kilku lat ten świat oddala się ode mnie z coraz większą prędkością. Nie rozumiemy się i nie dążymy za wszelką cenę do porozumienia.

Codziennie nagrywam nowe, a obejrzane kasuję. Przeglądam program i dokonuję bezwzględnej selekcji. Kilkanaście filmów na raz, z przerwami, brakiem ciągłości. Bo nawet tu nie wytrzymuję napięcia. Sceny kluczowe, nagłe zwroty akcji, moment, w którym dochodzi do konfrontacji zwaśnionych stron konfliktu – to wszystko odkładam na potem, wciskając stop, przechodząc do kolejnego tytułu.

162739276283501000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

cykle

 

Dzień rozpoczynam od posiania ziarna wyboru – albo będę szczęśliwy, albo będę nieszczęśliwy: ziarno kiełkuje i od razu mnożą się wątpliwości → jeśli dziś będę szczęśliwy, to jak szybko stanę się nieszczęśliwy? Jeśli dziś będę nieszczęśliwy, to czy zdążę być jeszcze szczęśliwy? Jeśli dziś będę szczęśliwy i stanę się nieszczęśliwy, to czy na powrót stanę się szczęśliwy? Jeśli dziś będę nieszczęśliwy i stanę się szczęśliwy, to jak szybko stanę się znów nieszczęśliwy? A jeśli będę… moje myśli rozgałęziają się, tworząc algorytmiczne drzewo wyboru. Już jestem w sieci, a na drzewie pączkują grzyby – to grzyby trujących myśli o postrzępionych kapeluszach, podnoszą głowy wraz ze wzrostem informacji → sieć oferuje nawóz niechcianych informacji → sieć oferuje nawóz niechcianych informacji stanowiący pożywkę dla grzybów trujących myśli. Nie umiem oprzeć się informacjom, karmiąc w ten sposób grzyby trujących myśli. I chociaż wiem, że jeszcze nie jest za późno, moszczę się w sieci, dając pożywkę ↓ grzybom trujących myśli. Już jestem zagrzybiony i wiem, że nie będę szczęśliwy. Nie rezygnuję.

54059936666307800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

 22 października

 

W pewnych miejscach naprawdę jest znośnie. Otacza się otoczakami sensu w pewnych miejscach, wypowiada zdania, które uznaje za słuszne. Ale zdania, które wypowiada w pewnych miejscach (przestrzeń i czas), gdy tylko opuści pewne miejsca (wyjście poza obręb, przesunięcie), natychmiast tracą swoje znaczenie. Swój sens.

11098672708526900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

19 sierpnia

 

Lubiłem patrzeć jak kładą asfalt. Podchodziłem najbliżej jak tylko się dało, by poczuć żar. Lubiłem zapach świeżo kładzionego asfaltu, idealną błyszczącą wyrównującą stal walca, postęp, krzątaninę robotników. Wydawało mi się, że wystarczy zaasfaltować cały świat, a wszystko będzie odtąd proste i gładkie.