93094947492730600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Z każdym krokiem pustka we mnie i pustka wokół mnie robiła się większa, a cisza głębsza. Pewnie dlatego przeraziłem się, o ile sobie przypominam niemal śmiertelnie, gdy spod moich stóp poderwał się zając, schowany w kępach trawy na poboczu, i pomknął najpierw spękaną jezdnią, potem, wykonawszy gwałtowny zwrot, prosto w pole. Gdy się zbliżałem, musiał przycupnąć i z szaleńczo bijącym sercem czekać do ostatka, gdy było już prawie za późno, by ratować życie. W tej samej chwili, gdy paraliż, jaki nim owładnął, przerodził się w paniczny odruch ucieczki, udzielił mi się jego strach.

W.G. Sebald, Pierścienie Saturna, przeł. M. Łukasiewicz

 

5 VI 1968

Dzisiaj rano nastraszył mnie niesamowicie olbrzymi zając-straszak. Trzecia rano była. Wyszedłem z chaty i szedłem przez pola. I nagle spod samych nóg prysnął mi zając. Odskoczyłem w bok i przewróciłem się. Potknąłem się i padłem na tyłek. Zając wielkimi susami czmychał pod górę, a ja jak się nie zaśmieję. To było coś niesamowitego ten śmiech w środku pola. Pusto, cicho, przedświt, a tu ten mój śmiech.

E. Stachura, Dzienniki. Zeszyty podróżne

Reklamy