793591407804151000000000000000000000000000000000000000000000000000

zsemiotyzuj się!

Nie wystarczy bredzić jak obłąkany. Każdy przypadek wymaga bowiem dokładnej oceny, czy mamy do czynienia z adaptacją jakiejś starej semiotyki, nową odmianą danej semiotyki mieszanej, czy też procesem tworzenia nieznanego jeszcze ustroju. Przykładowo, względnie łatwo jest odrzucić posługiwanie się zaimkiem „ja”, to jednak nie wystarczy, by wykroczyć poza ustój upodmiotowienia. I na odwrót, można nadal posługiwać się „ja” dla zabawy i przyjemności, a należeć już do innego ustroju, w którym zaimki osobowe funkcjonują wyłącznie w charakterze fikcji.

(…)

Przestań! Nudzisz mnie! Eksperymentuj, a nie oznaczaj, nie interpretuj! Znajdź sobie własne miejsca, własne terytorialności, własne deterytorializacje, własny ustrój, własne linie ujścia! Zsemiotyzuj się, zamiast szukać w swym zamkniętym już dzieciństwie i zachodniej semiologii!

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015, ss. 166-167.

2464593359921180000000000000000000000000000000000000000000000000

„Każdy powinien znaleźć sobie język mniejszy, dialekt, a raczej idiolekt, w oparciu na którym umniejszościowi swój własny większościowy język. W tym tkwi siła autorów zwanych przez nas »mniejszymi«*, a którzy są zarazem największymi, jedynymi wielkimi (T. Bernhard! – przyp. mój**): w konieczności podbicia własnego języka, innymi słowy, osiągnięcia owej oszczędności w używaniu języka większościowego, pozwalającej wprawić go w stan stałego odmieniania (przeciwieństwo regionalizmu)”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari,  Tysiąc plateau, tłum. S. Królak, P. Laskowski, M. Janik, Warszawa 2015, s. 124.

 


*Pamiętam szok, jakiego doznałem, gdy dowiedziałem się, że istnieje cudzysłów niemiecki.

 **Pamiętam, że czytałem „przyp. autora” jako „przypływ autora”. Do dziś tak czytam.

73822750993122700000000000000000000000000000000000000000

odzew na dowolne hasło

Usłyszał głos czyjś w otchłani bezosobowego wzroku, wpijającego się w niego z zabójczym pytaniem, na które odpowiedzi znaleźć nie mógł. Czuł się tak, jak gdyby nie obkuł się dostatecznie do egzaminu. A głos ten mówił szybko, bełkotliwie — było to zdanie z tego snu: „mieduwalszczycy skarmią na widok czarnego beata, buwaja piecyty”.

 S.I. Witkiewicz, „Nienasycenie”

1571408518427550000000000000000000000000000000000000000

i po co to wisi

Dlaczego nie jesteście intensywni? Dlaczego porzucacie w połowie albo wracacie po długim czasie jak gdyby nigdy nic, po czym znowu milkniecie na wiele miesięcy? Dlaczego najpierw mnie od siebie uzależniacie, a następnie zostawiacie samego z otwartymi ustami? Czy nie wydaje wam się, że tak nie wolno? Że już lepiej pierdolnąć to wszystko raz na zawsze niźli stwarzać pozory?

i po co to wisi i powiewa? (do siebie)

3016128079338730000000000000000000000000000000000000

przedświąteczne wyznanie

Przeklejanie cudzych fotografii w tumblrze (nie wiem jak się to wymawia, odmienia, ani tym bardziej pisze) działa na mnie kojąco, tonizująco, a mówiąc językiem „kołczów” (językiem stojącym kołkiem w gardle) – odstresowująco, jest jak układanie nigdy niekończącego się puzzle. Mówię o tym ironicznie (bronię się i kryguję), ale bez ironii. Obserwuję 184 blogi. Dałem 1066 serduszek.

21327100234463200000000000000000000000000000

Pomysł (wyśmienity?) na kuwetę ze snami. Po przebudzeniu zapisuję je na kartkach do drukowania; zabazgrane kartki, które walają się potem po całym pokoju. Są na kolumnach, na biurku, na parapecie, na pufie. A taka kuweta.

Nowość: Trzymam za kogoś kciuki.

40934782466626800000000000000000000000000

„Dlatego wciąż owe myśli, te, które mamy, a mamy je zawsze, bo przywykliśmy mieć zawsze myśli, wciąż owe myśli wyrzucamy, przez całe życie wyrzucamy, jak wiadomo, myśli z siebie, nic innego nie robimy, nikim innym bowiem nie jesteśmy, tylko ludźmi, którzy ustawicznie swoje głowy wywracają jak kubły śmieci i opróżniają je, gdziekolwiek tylko są. Kiedy głowa jest pełna myśli, wywracamy ją i opróżniamy jak kubeł śmieci, mówi Oehler, w dodatku nie wszystko na jedną kupę, mówi Oehler, tylko wszędzie tam, gdzie akurat jesteśmy. Dlatego świat jest pełen smrodu, wszyscy bowiem na każdym kroku opróżniamy nasze głowy jak kubły śmieci”.

Thomas Bernhard, Chodzenie, tłum. Marek Kędzierski (Kwartalnik Artystyczny nr 63)