15385139106431700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

brzytwa Ochmonka

.

Za dużo go tutaj, kiedy tam nie ma go wcale. Jakby chciał temu nieustannie zaprzeczać, jakby mogło pomóc. Chwyta się tego, jak ostatniej brzytwy ratunku.


„Wszystko, co zostało powiedziane, okazuje się od razu, czy nieco później, bez sensu, to wszakże nie żadna zbrodnia, powiedział, jeśli mówi się o tym z przekonaniem, z najbardziej niewiarygodną zapalczywością, do jakiej jesteśmy zdolni. To, co myślimy, chcemy też powiedzieć, powiedział Reger, i w gruncie rzeczy nie zaznamy spokoju, dopóki tego nie powiemy, kiedy milczymy, dusimy się tym. Ludzkość dawno by się już udusiła, gdyby musiała przemilczać pomyślany na przestrzeni jej historii bezsens, każdy, kto zbyt długo milczy, dusi się tym, również ludzkość nie może zbyt długo milczeć, wtedy bowiem dusi się, nawet jeśli bez sensu jest wszystko, co wymyśli pojedynczy człowiek, co wymyśli ludzkość, jak również to, co pojedynczy człowiek kiedykolwiek w życiu wymyślił, to, co ludzkość kiedykolwiek wymyśliła”.

Thomas Bernhard, Dawni mistrzowie, tłum. Marek Kędzierski

Reklamy

2244661544603470000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

A może moja odraza do kanałów przyrodniczych ma swe źródło w ogólnej odrazie, jaką odczuwam w stosunku do mediów? Może kanały przyrodnicze idą tą samą drogą, gonią za sensacją, pokazują tylko to, co jest gwałtowne, szokujące (zagryzanie, kopulacja, walka o terytorium), prą po najmniejszej linii oporu? Mówię o tym, biorąc na świadka czarnego żuczka z długaśnymi czułkami, którego zauważyłem po południu na nasłonecznionej ścianie baraku, a któremu przypatrywałem się przez dłuższy czas, zachwycając się jego, przerywaną jedynie drobieniem kroków lub lizaniem odnóży, cudownie monotonną egzystencją.

529892711006095000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

I niech sobie gadam

 

Zauważyłem zresztą, że lubicie, kiedy wpadam w ten ton. Jestem wtedy taki bardziej ludzki (mniej porąbany); nie cytuję, nie małpuję, nie popełniam wierszyków. Dobrze zatem. Korzystając z mojej chwilowej niedyspozycji, opowiem wam szybciutko pouczającą historię.

Mogę być już nieomal pewien, że wyrosłem z epoki, kiedy usuwałem, kasowałem, rzucałem w cholerę. Do takiego właśnie wniosku doszedłem dzisiaj po dokładnej, niezwykle precyzyjnej analizie mojego niedawnego zachowania. Ściślej rzecz ujmując, chodziło tym razem o tak zwane wewnętrzne rozterki związane z moim członkostwem jako W_G_Sebald w grupie Hispanohablantes na pewnym serwerze szachowym. Tak, tak, tak, przeszło rok temu, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zapisałem się do grupy! Oczywiście, nigdy w życiu nie zapisałbym się do jakiejkolwiek innej grupy, takiej jak, dajmy na to Polski Klub Szachowy,  play chess poland, czy też Polscy szachiści łączmy się!, i to nawet w przypadku, gdyby ktoś, jak w tamtej piosence, z pistoletem zaszedłby mi drogę – ale Hispanohablantes?, dlaczegóż by nie?, pomyślałem sobie wtedy. Naturalnie, ani ja Hispano, ani tym bardziej hablantes (umiem tylko bąknąć), zrobiłem to wówczas w chwili niesamowitej słabości, przystając skwapliwie na zaproszenie głównodowodzącego (nawiasem mówiąc, sympatycznego grupowego administratora).

No więc niedawno pomyślałem sobie odwrotnie. Pomyślałem sobie, że to jednak głupie należeć do grupy, a w dodatku do Hispanohablantes, i natychmiast postanowiłem usunąć stamtąd siebie, a co za tym idzie mojego W_G_Sebalda. Traf chciał, że wcześniej zerknąłem nieopatrznie na wewnętrzne forum grupy, gdzie przeczytałem, iż administrator jest  n i e s ł y c h a n i e   d u m n y  z ogólnej liczby punktów turniejowych zgromadzonych przez Hispanohablantes (ogólna liczba punktów turniejowych grupy, oczko w głowie każdego administratora grupy, to suma punktów turniejowych zgromadzonych przez poszczególnych członków grupy). Na moje nieszczęście, co też zaraz sobie skalkulowałem, liczba moich punktów turniejowych stanowiła (stanowi) niemal połowę ogólnej liczby punktów turniejowych Hispanohablantes

Już teraz wiecie. Musiałem zostać… Nie miałem wyboru. Pomyślałem sobie, że głównodowodzącemu Hispanohablantes byłoby po prostu bardzo przykro, gdyby pewnego dnia spostrzegł, że ogólna liczba punktów turniejowych jego grupy zmalała nagle o połowę. I analogicznie – czy i wam nie byłoby chociaż troszeczkę przykro, gdyby któregoś dnia okazało się, że nie ma już tutaj listów, a co za tym idzie, wypocin tego idioty?

Na ostrzach trójzębu Neptuna, ewentualnie na zapchanych dziurkach swojego nosa, mógłbym policzyć tutaj te liściki, z których naprawdę jestem zadowolony [trzy razy o, zauważyli(ły)ście?]. Myślę jednak, że ważniejsze w tym wszystkim jest coś innego, coś bardziej uniwersalnego; otóż ważne jest trwanie, nieustanne skupienie, nawet jeśli jest to tylko nieustanne skupienie psa robiącego niekończącą się kupę.

Dobrej nocy.

 

 

56679078505028700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Krótka opowieść Rudolfa spisana 7 września 2017 r.
 .   

Codziennie zabijam jednego siebie (wszystkich nie pamiętam). Czy najgorsze, czy najlepsze jest to, że nie ma między nami żadnego pokrewieństwa? Między tym wstającym a tym zasypiającym, między tym wspinającym się na palce, a tym siedzącym na balkonowej ławeczce, między mną a mną? Mnożę się i uśmiercam jak leci. Mam tak od dziecka.

Dzisiaj nazywam się Rudolf i chciałbym wam wiele opowiedzieć. Na przykład; że lubię północ, matowość, półcienie, to, co się rozwija. Lubię morskie i niknące w oddali. Lubię siebie.

Ludolfina!, kiedy po raz pierwszy usłyszałem to słowo, natychmiast odeszła mi ochota na dalszą naukę matematyki. Pasowało idealnie do tych wszystkich brązowożółtych, spoglądających na nas smutno z góry, Pascali, Kartezjuszów i Leibnizów, a wieczne zastępstwo, jakie tuż po pierwszym kwartale zafundowała nam dyrektorka szkoły, sprawiło, że już na zawsze znienawidziłem naszą nową (a przecież starą!) matematyczkę, ubierając ją odtąd w myślach w krynolinę i koronki.

Tak więc dzisiaj najchętniej bym siebie wyśmiał. Obróciłbym wektor ironii we własnym kierunku tylko po to, by cieszyć się sobą (Rudolfem) i chociaż na chwilę zapomnieć, a jednak nie jest to takie proste. Opanowałem, i to z grubsza, jedynie podstawowe działania: dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie, cóż mi po nich?

2013913292136890000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Odwieczny dylemat: ja poranny i ja popołudniowy. Rankami jestem dla siebie bardzo wyrozumiały; gaworzę, potrafię prowadzić ze sobą dialogi, i, na swoje nieszczęście, zapisuję to wszystko bez zażenowania.  Po południu nasze drogi definitywnie się rozchodzą / po południu najchętniej wcisnąłbym sobie z powrotem wszystkie zapisane słowa w usta.

Nigdy nie odpowiedzieliśmy sobie na podstawowe pytanie. Zawsze odpowiadaliśmy tylko na pytania poboczne, mnożyliśmy i mnożyć będziemy pytania poboczne, nigdy nie uzyskując odpowiedzi na pytanie podstawowe.

7419286156446170000000000000000000000000000000000000000000000000000000

lynchowanie

– Można też powiedzieć, że znów robi, za przeproszeniem, rewoltę. Przecież  powrót po ćwierć wieku do tych samych twarzy, teraz naturalnie zniszczonych przez upływ czasu, to powrót do twarzy prawdziwych.

– No właśnie. Normalnie trudno jest zaobserwować w serialu proces starzenia się poszczególnych postaci. Sezon goni sezon, tak jak w życiu.

– I jeszcze te piękne dłużyzny, ta kpina z percepcji współczesnej widowni.

490466463202844000000000000000000000000000000000000000000000000000

Kiedy na chwilę musi zostać z dzieckiem brata, ujawniają się w niej wszystkie najgorsze cechy, na które i ja narażony byłem z jej strony w dzieciństwie. Nie lubi dzieci tak jak ja, jest rozdrażniona i złośliwa, dzieciaka najchętniej związałaby sznurem, żeby tylko siedział w miejscu, każdy przejaw jego aktywności, samodzielności spotyka się z natychmiastowym zakazem wykrzyczanym w jego stronę, stając się klątwą, dożywotnim proroctwem. W słowach „Bo spadniesz”, „Nie wchodź tam”, „Co ci mówiłam” za pozorną troskliwością maskuje swoje (moje) frustracje, jest przy tym fatalną aktorką.
A najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że odważam się coś takiego napisać i przerabiam to potem w sobie w nieskończoność, chociaż od dawna jest już inna sytuacja, i nie powinienem.

581811569836004000000000000000000000000000000000000000000000000

Zauważyłem (co nie było trudne do zauważenia), że wczoraj, po raz nie wiem który, zasłoniłem się Bernhardem. Ostatnio zamiast odsłonić się, jak to się mówi, uchylić rąbka (nawiasem mówiąc oba te sformułowania kojarzą mi się nie wiedzieć czemu ze słoniem), zaczynam się znowu zasłaniać; czy to cytatami, czy to zwierzętami (głównie psami i kotami), czy to powtórzeniami, czy to przejęzyczeniami, czy też, jak w wymienionym wyżej przypadku, po prostu Bernhardem. Podczas gdy większość – nie powiem wszyscy, ale zdecydowana większość – korzysta z bloga, żeby się odsłaniać, ja korzystam z bloga w celu zasłaniania. Tak jest dobrze?

4730488062040370000000000000000000000000000000000000000000000

Tak. Nie umiem przestać. Zachodzi tu pewnego rodzaju związek pomiędzy wybrakowanymi elementami topornej, ociekającej smarem maszynerii, której już sam widok napawa mnie wstrętem a osobą naprawiacza, osobą – musimy w tym miejscu koniecznie i nieodwołalnie dodać – niekompetentną, obracającą w dłoni delikatne i porysowane trybiki wypadłe z nie-wiadomo-z-czego, starającą się za wszelką cenę i na wszelkie możliwe sposoby dowieść swojej kompetencji. Ta samonapędzająca się spirala, której żniwo, tj.: nieudolne próby dookreślania, wykreślania i kreślenia :., prezentuję tutaj bez zażenowania w takiej oto formie, stanowi dla mnie swoisty paradoks, paradoks nie do opisania. No właśnie. Forma. Tak więc co (((znaki, litery, słowa (spirala zaskoczyła, i już kręci się w zastraszającym tempie), zdania, akapity (robi się coraz gęściej), zmrożone myśli, skute idee itd.)))  Gdybym na przykład umiał rysować i wiedział, już od najmłodszych lat, że nogi nie są jak patyki, a nieforemne kolana to sęki, od których z przestrachem odsuwają się łydki, zaś stopy (o stopach można z pewnością napisać trylogię, tak myślę) stanowią coś więcej, niż odwinięte w przeciwnych kierunkach kreski, gdybym więc posiadł w dzieciństwie zdolność rysowania, może już wtedy myślałbym inaczej; otwarcie, szerzej, transparentnie, a dzisiaj umiałbym po prostu zamknąć w porę usta. Szczęśliwi, którzy potrafią rysować, ich umysły stały się dla mnie obiektami nieopisanej zazdrości. Znowu. Sami widzicie. Mówiąc w ten sposób, coraz bardziej się oddalam, wiruję, przeskakuję na zewnętrzne orbity, a prawda jest prosta: całe życie czekałem aż ktoś powie mi „kocham cię takim, jakim jesteś”, czy coś w tym stylu. Być może wszystko, co teraz, w przypływie nieoczekiwanej szczerości, staram się prosto wyłożyć (czego za chwilę będę się wypierał), co nie zniknie i wpędzi mnie definitywnie w poczucie winy, jest tylko potwierdzeniem tej groźnej prawdy Heisenberga, być może chodzi o coś zupełnie innego, a być może rzeczywiście efekt obserwatora ma tutaj kluczowe znaczenie, nie (…) podczas gdy akt obserwacji wprowadza zmiany na twarzy naprawiacza, jego umysł zaczyna żłobić bruzda zniechęcenia, z kolei w tym miejscu obiektyw zbliża się niebezpiecznie do jego ust, a wcześniej (mogli to Państwo przeoczyć, gdyby nie nagranie) prześlizguje się szybko po policzku i teraz (…)

426547842461739000000000000000000000000000000000000000000000

Po długiej, kilkunastomiesięcznej przerwie, po raz kolejny obejrzałem Twin Peaks. Naturalnie za  każdym razem dowiaduję się czegoś innego i zaraz potem szybko o tym zapominam. Moim marzeniem jest zapamiętanie imion i nazwisk, tych prawdziwych, jak i fikcyjnych, wszystkich przewijających się przed oczami osób. Chciałbym uzyskać tym samym wymagane (w moim egoistycznym mniemaniu), minimalne kompetencje filmoznawcze, które pozwoliłyby mi, jak to się mówi, brylować. Niestety, z imionami i nazwiskami jest u mnie, jak to zazwyczaj mówią rozpoczynający dyskusję lub felieton współcześni krytycy filmowi, problem.

 


nowe spostrzeżenia do zapamiętania:

– 15 odcinek drugiej serii reżyserowała Diane Keaton

–  Annette McCarthy / Evelyn March (jakby utknęła w latach 90.,stosunkowo niewiele informacji w internecie)

–  z jednego z forów: Jak dla mnie James. Psuje cały klimat i jest taką ci**ą. Do tego ten jego irytujący śpiew… (94 odpowiedzi)