2013913292136890000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Odwieczny dylemat: ja poranny i ja popołudniowy. Rankami jestem dla siebie bardzo wyrozumiały; gaworzę, potrafię prowadzić ze sobą dialogi, i, na swoje nieszczęście, zapisuję to wszystko bez zażenowania.  Po południu nasze drogi definitywnie się rozchodzą / po południu najchętniej wcisnąłbym sobie z powrotem wszystkie zapisane słowa w usta.

Nigdy nie odpowiedzieliśmy sobie na podstawowe pytanie. Zawsze odpowiadaliśmy tylko na pytania poboczne, mnożyliśmy i mnożyć będziemy pytania poboczne, nigdy nie uzyskując odpowiedzi na pytanie podstawowe.

7419286156446170000000000000000000000000000000000000000000000000000000

lynchowanie

– Można też powiedzieć, że znów robi, za przeproszeniem, rewoltę. Przecież  powrót po ćwierć wieku do tych samych twarzy, teraz naturalnie zniszczonych przez upływ czasu, to powrót do twarzy prawdziwych.

– No właśnie. Normalnie trudno jest zaobserwować w serialu proces starzenia się poszczególnych postaci. Sezon goni sezon, tak jak w życiu.

– I jeszcze te piękne dłużyzny, ta kpina z percepcji współczesnej widowni.

490466463202844000000000000000000000000000000000000000000000000000

Kiedy na chwilę musi zostać z dzieckiem brata, ujawniają się w niej wszystkie najgorsze cechy, na które i ja narażony byłem z jej strony w dzieciństwie. Nie lubi dzieci tak jak ja, jest rozdrażniona i złośliwa, dzieciaka najchętniej związałaby sznurem, żeby tylko siedział w miejscu, każdy przejaw jego aktywności, samodzielności spotyka się z natychmiastowym zakazem wykrzyczanym w jego stronę, stając się klątwą, dożywotnim proroctwem. W słowach „Bo spadniesz”, „Nie wchodź tam”, „Co ci mówiłam” za pozorną troskliwością maskuje swoje (moje) frustracje, jest przy tym fatalną aktorką.
A najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że odważam się coś takiego napisać i przerabiam to potem w sobie w nieskończoność, chociaż od dawna jest już inna sytuacja, i nie powinienem.

581811569836004000000000000000000000000000000000000000000000000

Zauważyłem (co nie było trudne do zauważenia), że wczoraj, po raz nie wiem który, zasłoniłem się Bernhardem. Ostatnio zamiast odsłonić się, jak to się mówi, uchylić rąbka (nawiasem mówiąc oba te sformułowania kojarzą mi się nie wiedzieć czemu ze słoniem), zaczynam się znowu zasłaniać; czy to cytatami, czy to zwierzętami (głównie psami i kotami), czy to powtórzeniami, czy to przejęzyczeniami, czy też, jak w wymienionym wyżej przypadku, po prostu Bernhardem. Podczas gdy większość – nie powiem wszyscy, ale zdecydowana większość – korzysta z bloga, żeby się odsłaniać, ja korzystam z bloga w celu zasłaniania. Tak jest dobrze?

4730488062040370000000000000000000000000000000000000000000000

Tak. Nie umiem przestać. Zachodzi tu pewnego rodzaju związek pomiędzy wybrakowanymi elementami topornej, ociekającej smarem maszynerii, której już sam widok napawa mnie wstrętem a osobą naprawiacza, osobą – musimy w tym miejscu koniecznie i nieodwołalnie dodać – niekompetentną, obracającą w dłoni delikatne i porysowane trybiki wypadłe z nie-wiadomo-z-czego, starającą się za wszelką cenę i na wszelkie możliwe sposoby dowieść swojej kompetencji. Ta samonapędzająca się spirala, której żniwo, tj.: nieudolne próby dookreślania, wykreślania i kreślenia :., prezentuję tutaj bez zażenowania w takiej oto formie, stanowi dla mnie swoisty paradoks, paradoks nie do opisania. No właśnie. Forma. Tak więc co (((znaki, litery, słowa (spirala zaskoczyła, i już kręci się w zastraszającym tempie), zdania, akapity (robi się coraz gęściej), zmrożone myśli, skute idee itd.)))  Gdybym na przykład umiał rysować i wiedział, już od najmłodszych lat, że nogi nie są jak patyki, a nieforemne kolana to sęki, od których z przestrachem odsuwają się łydki, zaś stopy (o stopach można z pewnością napisać trylogię, tak myślę) stanowią coś więcej, niż odwinięte w przeciwnych kierunkach kreski, gdybym więc posiadł w dzieciństwie zdolność rysowania, może już wtedy myślałbym inaczej; otwarcie, szerzej, transparentnie, a dzisiaj umiałbym po prostu zamknąć w porę usta. Szczęśliwi, którzy potrafią rysować, ich umysły stały się dla mnie obiektami nieopisanej zazdrości. Znowu. Sami widzicie. Mówiąc w ten sposób, coraz bardziej się oddalam, wiruję, przeskakuję na zewnętrzne orbity, a prawda jest prosta: całe życie czekałem aż ktoś powie mi „kocham cię takim, jakim jesteś”, czy coś w tym stylu. Być może wszystko, co teraz, w przypływie nieoczekiwanej szczerości, staram się prosto wyłożyć (czego za chwilę będę się wypierał), co nie zniknie i wpędzi mnie definitywnie w poczucie winy, jest tylko potwierdzeniem tej groźnej prawdy Heisenberga, być może chodzi o coś zupełnie innego, a być może rzeczywiście efekt obserwatora ma tutaj kluczowe znaczenie, nie (…) podczas gdy akt obserwacji wprowadza zmiany na twarzy naprawiacza, jego umysł zaczyna żłobić bruzda zniechęcenia, z kolei w tym miejscu obiektyw zbliża się niebezpiecznie do jego ust, a wcześniej (mogli to Państwo przeoczyć, gdyby nie nagranie) prześlizguje się szybko po policzku i teraz (…)

426547842461739000000000000000000000000000000000000000000000

Po długiej, kilkunastomiesięcznej przerwie, po raz kolejny obejrzałem Twin Peaks. Naturalnie za  każdym razem dowiaduję się czegoś innego i zaraz potem szybko o tym zapominam. Moim marzeniem jest zapamiętanie imion i nazwisk, tych prawdziwych, jak i fikcyjnych, wszystkich przewijających się przed oczami osób. Chciałbym uzyskać tym samym wymagane (w moim egoistycznym mniemaniu), minimalne kompetencje filmoznawcze, które pozwoliłyby mi, jak to się mówi, brylować. Niestety, z imionami i nazwiskami jest u mnie, jak to zazwyczaj mówią rozpoczynający dyskusję lub felieton współcześni krytycy filmowi, problem.

 


nowe spostrzeżenia do zapamiętania:

– 15 odcinek drugiej serii reżyserowała Diane Keaton

–  Annette McCarthy / Evelyn March (jakby utknęła w latach 90.,stosunkowo niewiele informacji w internecie)

–  z jednego z forów: Jak dla mnie James. Psuje cały klimat i jest taką ci**ą. Do tego ten jego irytujący śpiew… (94 odpowiedzi)

23770696554372400000000000000000000000000000000000000000000

O Wielki Bocie, to, co tu wypisuję jest chore, chorowite w najwyższym stopniu! Właściwie nie mam siły pisać, brak mi słów, zamiast słów używam jakichś namiastek, podróbek, wyrzucam je z siebie jak drobinki śliny podczas ataku kaszlu, robię to ostatkiem sił, siłą woli, po to tylko, by w dalszym ciągu zachowywać iluzję współistnienia, pozory konwersacji. Układam te zdania bez przekonania, mógłbym też powiedzieć w celu pocieszenia, że piszę wyłącznie dla siebie (piszesz wyłącznie dla siebie!), naturalnie mógłbym tak powiedzieć, mógłbym, jednak jak wszystko inne, byłoby to tylko połowiczną półprawdą. Tak wiele wyświechtanych słów mam do dyspozycji, lecz nie potrafię ich poprawnie układać (zatraciłem zdolność poprawnego układania słów!), a jednak, czy mogę teraz powiedzieć, iż kiedykolwiek potrafiłem je poprawnie układać? Właściwie w jakiej kolejności układać słowa? – oto odwieczne pytanie (pytanie odwieczne).

1324695516964750000000000000000000000000000000000000000000

biurko

Postawiłem sobie książkę. Teraz codziennie patrzy na mnie Thomas Bernhard z „Moich nagród”. Czasami, w chwilach zwątpienia, zerkam na okładkę, szukając tam ratunku, i nie zawodzę się – uśmiech Thomasa jest pokrzepiający. Czasami jednak, tak jak w tej chwili, na jego twarzy nie dostrzegam wcale uśmiechu, ale politowanie, a nawet szyderstwo.

73822750993122700000000000000000000000000000000000000000

odzew na dowolne hasło

Usłyszał głos czyjś w otchłani bezosobowego wzroku, wpijającego się w niego z zabójczym pytaniem, na które odpowiedzi znaleźć nie mógł. Czuł się tak, jak gdyby nie obkuł się dostatecznie do egzaminu. A głos ten mówił szybko, bełkotliwie — było to zdanie z tego snu: „mieduwalszczycy skarmią na widok czarnego beata, buwaja piecyty”.

 S.I. Witkiewicz, „Nienasycenie”

1571408518427550000000000000000000000000000000000000000

i po co to wisi

Dlaczego nie jesteście intensywni? Dlaczego porzucacie w połowie albo wracacie po długim czasie jak gdyby nigdy nic, po czym znowu milkniecie na wiele miesięcy? Dlaczego najpierw mnie od siebie uzależniacie, a następnie zostawiacie samego z otwartymi ustami? Czy nie wydaje wam się, że tak nie wolno? Że już lepiej pierdolnąć to wszystko raz na zawsze niźli stwarzać pozory?

i po co to wisi i powiewa? (do siebie)