53254932961459400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

strach przed lokalnym, ucieczki od swojskości, od czasu do czasu pusty śmiech dla ratowania się przed upadkiem (pamiętna scena, Czarownice z Eastwick, wg Upidke)

link

Reklamy

32913358638779000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Przypomniałem sobie (tego nie mówiłem), że jako dzieciak wolałem rozrzucone. Lubiłem żółty piach i pozostawione w nieładzie płyty chodnikowe (obietnica wiecznej zabawy). Potem to tracimy, wolimy uporządkowane, solidne i na miejscu. To naturalnie banalne spostrzeżenie, ale dopiero wczoraj przyszło mi do głowy.

Przypomniałem sobie również, że bardzo chciałem być poetą. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, iż prawdziwy poeta powinien własnoręcznie wytatuować sobie na ciele swój pierwszy wiersz, by już do końca życia pamiętać jak bardzo bolą słowa i jak szybko się dezaktualizują.

196191955446197000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

A dziś pomyślałem sobie, że poprzedni wpis mógł jednak zabrzmieć zbyt mądrze, dlatego prędko proszę o wybaczenie, już wyjaśniam: ja tylko wybieram ze słownika jakieś trudne słowo, a potem (niejako od tyłu) dobudowuję do niego notkę, ot cała prawda. Jak już gdzieś wcześniej zdążyłem wspomnieć, z natury jestem prosty i głupi, ot cała prawda. Dla rozluźnienia mięśni i atmosfery mój ulubiony (jakby ktoś jeszcze nie wiedział) cytat z Bernharda:

.
„Żyjemy w dwu światach, powiedziałem do Gambettiego, w rzeczywistym, który jest smutny i podły, a koniec końców zabójczy, i w sfotografowanym, który jest na wskroś zakłamany, ale przez przytłaczającą większość upragniony i idealny. Zabrać dzisiaj człowiekowi fotografię, zerwać ją ze ściany, powiedziałem do Gambettiego, i zniszczyć, raz na zawsze, to znaczy odebrać mu nieomal wszystko. W konsekwencji można powiedzieć, że ludzkość już tylko na tym wisi, że nie ma już nic innego, czego mogłaby się uczepić, a wreszcie że nie jest już zawisła od niczego więcej jak tylko od fotografii. Fotografia stanowi dla ludzi ratunek, Gambetii, powiedziałem, na co Gambetti roześmiał się, nazywając mnie porannym fantastą, czyli użył takiego wyrażenia, jakiego jeszcze nigdy nie słyszałem, czego konsekwencją z mojej strony był śmiech, któremu Gambetti oczywiście zawtórował i którym przez pewien czas rozkoszowaliśmy się obaj z największą przyjemnością”.

Thomas Bernhard, Wymazywanie, tłum. Sława Lisiecka

 

10933402950546700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

cz(e)kanie

.

Kiedyś utrzymywało mnie na powierzchni czekanie na coś. Obecnie nie łudzę się w ten sposób i na nic już nie czekam, bo wiem, że to, na co miałbym czekać, potrwałoby zaledwie ułamek sekundy i znów musiałbym czekać na coś innego.

W ogóle nasz świat zbudowany jest na iluzji oczekiwania na coś. Nawet jeśli nie mamy na co czekać, robimy wielkie halo z tego, na co czekaliśmy wcześniej i czekamy już tylko na kolejne rocznice tego, co było, na co tak bardzo czekaliśmy, łudząc się w kółko i ekscytując samym oczekiwaniem.

4176188314410460000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

szczęście

 

Coraz częściej przyłapuję się na tym, że cieszy mnie upływ czasu, że gdy budzę się o jedenastej, dwunastej, odczuwam szczęście, że to nie ósma ani na przykład dziewiąta. Gdyby rozciągnąć to na dni, miesiące, lata… gdybym zamiast we wtorek budził się, powiedzmy w czwartek, zamiast w styczniu, w maju, zamiast w roku takim to a takim, to od razu dziesięć, piętnaście albo czterdzieści lat do przodu.

 

1595161992684660000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

7 listopada

 

Polubić siebie. Ale czy polubić nieprzewidywalność i bezwład, prostactwo i złość? Polubić, polubić. Polubić, póki nie jest za późno.
Lecz nie polubić – bo tak wypada, polubić – bo można, bo istnieje możliwość polubienia i należy z niej skorzystać, choćby za cenę wyrzutów.
Polubić, a nie pisać mi tu w nieskończoność o niemożności polubienia! Nie rozpisywać się! Nie filozofować! Polubić raz dwa! Ot tak.

376566665397603000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

wirowanie

 

Sen jest po to, aby nie zwariować od nadmiaru informacji. We śnie porządkujemy chaos, łączymy sprzeczności, i chociaż robimy to w sposób brutalny – wyłączamy rozum, wprawiamy w ruch gałki oczne – na koniec zachowujemy pozory zdrowego rozsądku. Tutaj możemy się przebrać. Założyć świeżą odzież.

Świat, dostarczający nam codziennej porcji przerażającej statystyki, walący nas po głowie paletą ludzkich zachowań (wszystkie możliwe warianty), we śnie nie ma do nas dostępu. Budzimy się wyprostowani, wygładzeni, przeprani. Czyści. Gotowi na nowe.

33954995036828900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Być może problem stanowi samo zawężenie perspektywy. Być może należy patrzeć szerzej i bez złudzeń, być może trzeba widzieć od razu ten sam narzucający się fragment krajobrazu (płotek, kołek, dróżka, plus typowe przygnębiające liście) we wszystkich ujęciach, patrzeć na niego tu i teraz przez pryzmat wszystkich pór roku. Być może, jeśli natychmiast dodamy śnieg i upał (usuniemy liście), wszystko się wyjaśni.

.


„Zimą myślę: wiosna mnie uratuje, wiosną myślę: lato mnie uratuje, latem myślę, że jesień, jesienią, że zima, wciąż to samo, o każdej porze roku z nadzieją wypatruję następnej. To, rzecz jasna, niefortunna cecha charakteru, u mnie wrodzona, ja nie mówię: jak to dobrze, że jest zima, zima to twoja pora roku, podobnie jak nie mówię, wiosna to twoja pora roku, podobnie jak – jesień, to twoja pora roku, lato i tak dalej, i tak dalej. Przesuwam moje nieszczęście zawsze na porę roku, w której akurat muszę żyć i w tym całe nieszczęście”.

Thomas Bernhard, „Dawni mistrzowie”, tłum. Marek Kędzierski

722774046296497000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

nie na temat, a jednak, a jakże

 

Wszędzie, w którąkolwiek stronę nie obrócimy głowy, napotykamy na tak zwane ślady działalności człowieka, dokądkolwiek byśmy nie poszli, polecieli, pojechali, natychmiast zobaczymy wykarczowane, zabazgrane, zabajone.

Dlatego właśnie musimy być sami, żeby zrozumieć siebie. Musimy pozostawać samotni, by nie dopuścić do zafałszowań. Każdy kontakt jest dla nas kontaktem zabójczym, odwraca naszą uwagę, odciąga nasze myśli w przeciwną stronę; pochylamy się, by lepiej słyszeć, przekrzywiamy głowę, by lepiej widzieć, za każdym razem przybierając nienaturalną pozycję.

 

(chcę mówić inaczej. muszę mówić inaczej – inaczej nigdy nie dotrę do prawdy. powinienem na przykład posługiwać się rozbudowanymi zdaniami; długimi, obojętnymi, najpierw podmiot, potem orzeczenie, następnie wiele, zbyt wiele następujących po sobie dopełnień

coraz bardziej wyraźne, wyraziste, kleiste ślady obłędu. obłęd wsączający się we mnie powoli, niepostrzeżenie, jednakże pozostawiający bardzo wyraźne ślady; źle rokujące dwukropki, półpłynne przecinki, plamy, plamki opadowe, których wcześniej nie dostrzegałem, nie potrafiłem, czy też nie chciałem dostrzec)

 

40278817102283400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nocne aberracje. Nie mogąc zasnąć, wsłuchuję się w przekaz najlepiej słyszalnej rozgłośni. Spośród językowych dróżek i rozwidleń, zadziwiających mnie już od najwcześniejszego dzieciństwa zniewalających określeń i porównań, wybieram te najbardziej pokrętne, najmroczniejsze, i podążam za nimi w wyobraźni, z nadzieją, że sama ta czynność umęczy mnie do tego stopnia, iż w końcu utracę świadomość i usnę. Wybieram zagajniki, zagumnia, zarośla. Wybieram bifurkację.
Badając w ten sposób gdzie leżą kresy tego prastarego świata (Wiciu), z czasem sam już nie wiem, czy nie śpię dlatego, że się wsłuchuję, czy wsłuchuję się dlatego, że nie mogę zasnąć. Słowo klucz: lilija.

link