4308355614659040000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Terytorium to przede wszystkim krytyczny dystans między dwoma okazami tego samego gatunku: wyznaczanie dystansu. Tym, co do mnie należy, jest wpierw dystans, nie mam nic, prócz niego. Nie chcę, by mnie dotykano, warczę, gdy ktoś narusza moje terytorium, rozstawiam wokół niego plakaty.

(…)

Jak ważne jest, w obliczu zagrażającego chaosu, móc wyznaczyć przenośne, nadmuchiwane terytorium! W razie potrzeby będę nosił moje terytorium ze sobą, wezmę je na siebie, sterytorializuję własne ciało: skorupa żółwia, pustelnia skorupiaka, a także wszelkiego rodzaju tatuaże, zmieniające w terytorium samo ciało”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015.

Reklamy

91708675472160000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Mówimy, że śpiewka (ritournelle) jest treścią ściśle muzyczną, blokiem treści właściwym muzyce. Dziecko chce się uspokoić będąc w ciemności, klaszcze albo też wymyśla chód dopasowany do pęknięć płyt chodnikowych lub odśpiewuje »Fort-Da« (psychoanalitycy bardzo nietrafnie wypowiadają się na temat Fort-Da, próbując odkryć w nim fonologiczną opozycję albo komponentę symboliczną nieświadomości-języka, podczas gdy jest to śpiewka). Tra la la. Kobieta nuci, »słyszałem, jak cicho nuci«. Ptak wznosi swój świergot. Pieśń ptaków przenika całą muzykę, na tysiąc sposobów, od Jannequina po Messiaena. Frrr, Frrr. Muzyka przeniknięta jest przez bloki dzieciństwa i kobiecości, przez wszystkie mniejszości, a jednak ma ona wielką moc. Szwargot dzieci, kobiet, grup etnicznych, terytoriów, miłości i zniszczenia: narodziny rytmu. Dzieło Schumanna składa się ze śpiewek, bloków dzieciństwa, z których czyni on szczególny użytek: swoiste dla niego stawanie-się-dzieckiem albo stawanie-się-kobietą. Klarą. Można by stworzyć katalog przekątnego lub poprzecznego użytku, jaki czyniono z refrenu w historii muzyki – wszystkie dziecięce Zabawy i Kinderszenen, wszystkie śpiewy ptaków. Katalog taki byłby jednak bezużyteczny, ponieważ zdawałby się on nagromadzeniem przykładów motywów, tematów, wątków, podczas gdy chodzi tu o najistotniejszą i najbardziej niezbędną dla muzyki treść. Motywem refrenu może być lęk, strach, radość, miłość, praca, marsz, terytorium…, ale treść muzyki stanowi sama śpiewka”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015.

1431181439314370000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Sprowadzić się do jednej albo kilku linii abstrakcyjnych, które będą się ciągnąć i przenikać z innymi, aby wytworzyć w sposób natychmiastowy, bezpośredni, pewien świat, w którym jest ten świat, który się staje, w którym stajemy się całym światem, wszystkimi.

(…)

Sprowadzić się do linii abstrakcyjnej, do konturu, i wejść w ten sposób w istność jako bezosobowość twórcy. Jest się wtedy niczym roślina: tworzy się świat lub też stawanie się ze wszystkiego i wszystkich, z całego świata, ponieważ tworzy się świat z konieczności połączony, usuwa się z siebie wszystko to, co przeszkadza nam prześlizgiwać się między rzeczami, przepchnąć się na poziom rzeczy”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015, s. 339

37281903592600900000000000000000000000000000000000000000000000000000

Jak sporządzić sobie Ciało bez Organów?

CbO sporządzone jest w taki sposób, że zajmować, zaludniać je mogą wyłącznie intensywności. Tylko intensywności przecinają i krążą. CbO nie jest sceną, miejscem, a nawet podłożem, na którym coś by się działo. CbO przepuszcza, przewodzi intensywności, wytwarza je i rozmieszcza w pewnym spatium, które samo ma intensywny, nierozciągły charakter. Nie jest przestrzenią ani nie mieści się w przestrzeni, jest materią zajmującą przestrzeń w danym stopniu – stopniu odpowiadającym wytworzonym intensywnościom. Jest intensywną materią, nieuformowaną, nieuwarstwioną, intensywną matrycą, o intensywności = o, w tym zerze jednak nie ma nic negatywnego, nie istnieją bowiem intensywności negatywne ani przeciwne.

(…)

Chodzi o to, by przysposobić sobie ciało bez organów, tam, gdzie przepływają intensywności, które sprawiają, że znika i „ja”, i inny, nie w imię jakiejś przewyższającej je ogólności, jakiegoś szerszego zasięgu, lecz dzięki osobliwościom, których nie sposób już określić mianem osobowych.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015, ss. 183-184, 187-188.

793591407804151000000000000000000000000000000000000000000000000000

zsemiotyzuj się!

Nie wystarczy bredzić jak obłąkany. Każdy przypadek wymaga bowiem dokładnej oceny, czy mamy do czynienia z adaptacją jakiejś starej semiotyki, nową odmianą danej semiotyki mieszanej, czy też procesem tworzenia nieznanego jeszcze ustroju. Przykładowo, względnie łatwo jest odrzucić posługiwanie się zaimkiem „ja”, to jednak nie wystarczy, by wykroczyć poza ustój upodmiotowienia. I na odwrót, można nadal posługiwać się „ja” dla zabawy i przyjemności, a należeć już do innego ustroju, w którym zaimki osobowe funkcjonują wyłącznie w charakterze fikcji.

(…)

Przestań! Nudzisz mnie! Eksperymentuj, a nie oznaczaj, nie interpretuj! Znajdź sobie własne miejsca, własne terytorialności, własne deterytorializacje, własny ustrój, własne linie ujścia! Zsemiotyzuj się, zamiast szukać w swym zamkniętym już dzieciństwie i zachodniej semiologii!

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015, ss. 166-167.

7654090467756930000000000000000000000000000000000000000000000

„Spójrzcie, co przydarzyło się małemu Hansowi – psychoanaliza dziecięca w najczystszej postaci: tak długo ŁAMANO JEGO KŁĄCZE, PLAMIONO MAPĘ, odwracano mu ją na właściwą stronę, blokując wszelkie wyjścia, aż sam zapragnął odczuwać wstyd i winę, FOBIĘ (zatarasowano mu kłącze budynku, następnie ulicy, zakorzeniono go w łóżku rodziców, zmuszono do zapuszczenia korzonków w jego własne ciało, zablokowano na profesorze Freudzie). Widać, że Freud bierze pod uwagę mapę małego Hansa, jednakże wyłącznie po to, by nanieść ją na fotografię rodzinną. A spójrzcie, co uczyniła Melanie Klein z geopolitycznymi mapami małego Ryszarda: robi im zdjęcia, wykonuje kalki: przyjmijcie pozę, przesuńcie się wzdłuż osi stadium genetycznego lub przeznaczenia strukturalnego – wasze kłącze zostanie przełamane. Wolno wam będzie żyć i mówić pod warunkiem, że zatka się wszystkie wyjścia. Gdy kłącze zostaje zatkane, udrzewione, wszystko skończone, z pragnienia nic już nie wyniknie, ponieważ pragnienie zawsze porusza się i wytwarza poprzez kłącze”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, tłum. S. Królak, P. Laskowski, M. Janik, Warszawa 2015, ss. 15-16.

205697230343233000000000000000000000000

„Lawrence należy do  tych pisarzy, którzy sprawiają nam problem, wzbudzając w nas podziw, ponieważ byli  oni  w stanie powiązać swe pisanie z niebywałymi przypadkami rzeczywistego stawania-się-zwierzęciem. Ale słusznie można postawić Lawrence’owi zarzut: »pańskie żółwie nie są prawdziwe«, on  zaś odpowie: to możliwe, jednak moje stawanie się jest, moje stawanie się jest rzeczywiste, nawet jeśli, a wręcz właśnie dlatego, że nie możecie mnie państwo osądzać, ponieważ jesteście zwykłymi domowymi pieskami…”
.
Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015. 

5358359254990970000000000

„Hofmannsthal, czy raczej lord Chandos, wpada w fascynację wobec konającego »szczurzego ludu«, i to w nim, poprzez niego, w szczelinach jego wzburzonego ja, »zwierzęca du­sza szczerzy zęby wobec potwornego losu«: nie litość, lecz uczestnictwo wbrew naturze. Tak więc rodzi się w nim dziwny imperatyw: albo zaprzestać pisania, albo też pisać jak szczur… Jeśli pisarz jest czarownikiem, to dlatego, że pismo jest stawaniem się, pisać to przenikać obce stawania się, które nie są stawaniem-się-pisarzem, lecz stawaniem-się-szczurem, owadem, wilkiem itd. Należy wyjaśnić dlaczego. Wiele samobójstw pisa­rzy daje się wyjaśnić poprzez tego typu uczestnictwo wbrew naturze. Pi­sarz jest czarownikiem, ponieważ postrzega on zwierzę jako jedyną spo­łeczność, wobec której jest odpowiedzialny. Niemiecki pisarz okresu przedromantycznego, Karl Philipp Moritz, czuje się odpowiedzialny nie tyle wobec umierających cieląt, co wobec cieląt, które umierając wzbu­dzają w nim niewiarygodne uczucie nieznanej Natury – afekt. Ponieważ afekt nie jest osobistym uczuciem, nie jest on już cechą szczególną, lecz realizacją mocy sfory, która strząsa i rozchwiewa ją. Któż nie zna gwał­towności owych zwierzęcych sekwencji, które wyrywają się z człowieka, choćby tylko na chwilę, zmuszając go do skubania swego chleba niczym gryzoń albo przydają jego oczom kociej żółci”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015.