23743340423712200000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Wracając do ubiegłego. Bezsprzecznie książka Olgi Hund. Język Olgi Hund (podobne odczucie naturalności-normalności-prawdy miałem, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z poezją Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej). Psy ras drobnych – relacja ze środka instytucji totalnej.

„Potem prowadzą mnie na izbę przyjęć. Siedzą dwie baby. Daję im ubezpieczenie podbite gracko tego samego dnia na ujocie. Potem rozmowa z Panią Ordynator. Znudzony, zwalisty sanitariusz siedzi w kącie na maluśkim stołeczku. Nie chcę przy nim mówić, więc na moją prośbę wychodzi, a ja od razu zaczynam płakać, jakby mnie ktoś oszwabił z tego ochronnego płaszcza, którym okryłam się w karetce, z tej peleryny, która powiewała w furmance.

–  Wszystko już powiedziałam, ma to pani w karcie – kaszlę i smarkam od tego płaczu.

–  Ja chcę rozmawiać z człowiekiem, nie z kartą – lekarka brzmi, jakby mówiła to każdemu, każdemu po sto razy. Siedzi osowiała za biurkiem, patrzy beznamiętnie. Niczego więcej chyba nie pragnie, niż mnie w środku wyczyścić, a potem na nowo urządzić chemią niemiecką”.

Olga Hund, Psy ras drobnych

Reklamy