2140935670430740000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

udzielam sobie grudniowego wspparccia przez dwa ce jak cappuccino

 

cały czas czuję się jakbym tracił czas, przemożne poczucie straty czasu towarzyszyło mi o dziecka, wzmagało się wraz z upływem czasu, w każdej sekundzie nie robię nic innego, tylko tracę czas, utrata czasu a jednocześnie bezustanna świadomość utraty czasu

jestem najzagorzalszym czytelnikiem. Nie ma drugiego takiego najzagorzalszego czytelnika na świecie. Podczas gdy wszyscy czytają książki po to, by obeszły ich bez echa, we mnie echo każdej książki wybrzmiewa w samych trzewiach, podczas gdy wszyscy dyskutują o książkach, beznamiętnie kartkują książki (puk, puk, nic tam do nich nie dociera), co gorsza piszą bzdury o książkach, które błyskawicznie odkładają na półki, ja przeżuwam w sobie każdą książkę tak, jakbym miał dwa żołądki

jestem najzagorzalszym przeciwnikiem wędliny w plasterkach, nie ma nic bardziej przerażającego jak wędlina przygotowana do spożycia, pokrojona w plasterki, perwersyjność w zadawaniu cierpienia uwidaczniająca się w wyłożonej na spodek, pokrojonej w plasterki wędlinie, spożywanie wędliny, a już najbardziej spożywanie wędliny w plasterkach napawa mnie wstrętem, naturalnie rzecz jasna znajdują się jeszcze ludzie posługujący się pojęciem wędlinka, którzy budzą moje największe obrzydzenie

odpowiadam, chociaż przez nikogo nie jestem pytany, pytam, chociaż nie spodziewam się znikąd odpowiedzi, i tak w kółko. Błędne kółka jak błędne ogniki, fire, uszkodzenie błędnika

im więcej wiedzy, tym więcej faktów bezpowrotnie łączy się ze sobą, powstaje groźna pajęczyna niedostrzegalna dla tych, którzy nie poszukują. Mimo to twierdził będę: edukacja jest najważniejsza

nie posiadam ustrukturyzowanej wiedzy. Moja wiedza jest nieustrukturyzowana. Dalej, wszystko z czasem staje się resentymentem

 

PS

Uwaga: WordPress zaśmieca tę stronę reklamami. Dzisiaj to zauważyłem, kiedy wszedłem tu bez Adblocka.

Fífill

Reklamy

28165330764638700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

– Lubisz wyciągać gwoździe? – zapytała Mimbla. Siedziała za nim na pniu do rąbania drzewa.

– Co? – spytał Homek.

– Nie lubisz wyciągać gwoździ, a jednak to robisz – rzekła Mimbla. – Ciekawa jestem dlaczego. Toft spojrzał na nią milcząco. Mimbla pachniała miętówkami.

3573738143885560000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

pierwszy stopień

 

Zauważyłem, że nie ma we mnie zupełnie ciekawości ludzi. Zupełnie mnie nie interesują. Wczoraj, przed zaśnięciem, przypomniałem sobie szereg sytuacji (uszeregowanych w szereg) takich jak; jazda samochodem z nieznajomą osobą (ktoś znany komuś, kogo znam, z kim muszę gdzieś dojechać), kilkudziesięciominutowe przebywanie z kimś sam na sam we wspólnym pomieszczeniu (na przykład w poczekalni u wszystko jedno kogo), a także inne tego typu, najczęściej jednak spod znaku tzw. towarzysz podróży. We wszystkich tego typu sytuacjach dobrze wychowany człowiek skazany na czasowe towarzystwo innego człowieka zapytałby tego drugiego o coś, o cokolwiek, zainteresowałby się jego losem, normalnie, grzecznościowo, po ludzku, a ja nie pytałem. Nie pytałem, ponieważ wcale mnie to nie interesowało. Zazwyczaj zapadało tak zwane kłopotliwe milczenie.

Zastanawiając się nad tym fenomenem, doszedłem w końcu do wniosku, iż nie pytałem z dwóch podstawowych powodów: po pierwsze – ich historie byłyby historiami typowymi, mogącymi przydarzyć się dowolnie wybranej osobie (rozrzut statystyczny), a to, że my znaleźliśmy się dokładnie w jednym miejscu i czasie, nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia, po drugie – nie pytałem, ponieważ wiedziałem, iż każde moje pytanie byłoby fałszywe, nie zadawałem pytań ponieważ przeczuwałem, że już po pierwszym zadanym pytaniu wylezie na wierzch fałsz zadającego pytanie, bo przecież widać od razu, że nie ma we mnie zupełnie ciekawości ludzi.

21302556278029900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

kotor

 

Wyrastał jak spod ziemi, siadywał na brzegu ścieżki i patrzył głęboko w oczy. Żal o coś? Skarga? Protest? Zapominałem o nim na długie miesiące, prawdopodobnie zawsze musiały nadejść najbardziej upalne dni, by pojawił się ponownie. Zawsze w tym samym miejscu i w tym samym wieku, ile mógł mieć? – zawsze tyle samo, niedużo. Czarny, cierpliwy, między klonem a śmietnikiem, ukazywał się wtedy, kiedy nie miałem już siły, w tym samym miejscu, w tej samej pozie (przednie łapki złączone), w jego zachowaniu ukryta była niema groźba, że jeśli tylko zachce, zaraz udrapnie albo przebiegnie mi drogę.

Na ścianie śmietnika, od strony ścieżki, namalowałem mu portret, żeby już nie zapomnieć.

 


Jeszcze nie tak dawno stałem przed tym opowiadaniem z niewytłumaczalnym uczuciem czegoś na kształt rysującego się coraz wyraźniej rozwiązania, wyjaśnienia, zastanawiałem się nad kontynuacją, rozważałem w którą pójść stronę, widziałem tyle możliwości. Z tego co usłyszałem; w domu nerwowość M., spowodowana po części jakimiś narzucanymi sobie w celu zagłuszania myśli dodatkowymi pracami (wywrócona drabinka), po części ich pobytem (drugi tydzień), a po części upałem.

1408247264568310000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dół niesamowitości

 

Od lat z uwagą śledzę postępy w dziedzinie robotyki, w szczególności zainteresowanie moje wzbudzają pojawiające się w stosunkowo regularnych odstępach czasu krótkie filmy (filmiki) pewnej firmy z Waltham w Massachusetts (do niedawna stanowiącej własność Google), tworzącej roboty człeko i zwierzopodobne na potrzeby armii amerykańskiej. Nie mam już 30 lat, a więc, zgodnie z ogólnie przyjętymi założeniami międzypokoleniowego postrzegania jestem starcem, posiadam w sobie jednak ciągle niespożyte pokłady witalności, odznaczam się dobrym zdrowiem, przejawiam niegasnące zainteresowanie otaczającym światem i, co może wydawać się nieprawdopodobne, nie noszę okularów. Całymi godzinami potrafię wpatrywać się w eksplorujące pracowniczą przestrzeń (zazwyczaj filmiki nagrywane są w wewnątrz lub na zewnątrz firmy, na terenie firmowym) coraz to nowsze modele obdarzonych zadziwiająco sprawnymi kończynami robotów. Są to najczęściej kilku–, kilkunastominutowe, pozbawione oddzielnej ścieżki dźwiękowej realistyczne materiały promocyjne (w zależności od tego, czy akcja rozgrywa się wewnątrz czy też na zewnątrz firmy, w tle przeważają szepty/uwagi/okrzyki pracowników lub typowe dla terenów przyfabrycznych odgłosy natury; wiatr, chrzęst żwiru, skrzypienie zawiasów, krakania wron), z których to materiałów/filmików dowiadujemy się o nieubłaganym i niepowstrzymalnym postępie technologii: roboty z filmiku na filmik poruszają się coraz sprawniej, potrafią biegać, wchodzić i schodzić po schodach, przeskakiwać gałęzie i pnie, a nawet wspinać się po ścianach. Bardziej jednak niż zachowanie samych robotów fascynuje mnie zachowanie przewijających się w tle tych filmików ludzi; zawsze tak było, przez całe życie zwracałem uwagę na to, na co nie trzeba, na co nie powinienem był zwracać uwagi, koncentrowałem uwagę na szczególe miast ogóle, oglądając filmy przyrodnicze bardziej niż hienom przyglądałem się badającym ich zachowanie, wyposażonym w najnowsze gadżety badaczkom, zamiast psom, różnej maści zaklinaczom, lub też, dla odmiany, wyekwipowanym macho wyposażonym m.in. w specjalistyczne kije służące do przytrzymywania węży. Tak więc i tutaj, w przypadku tych filmików, nic nie mogłem poradzić na to, że moja fascynacja przesuwała się powoli z maszyn na ludzi, chociaż to właśnie te pierwsze ustawiono w roli bohaterów pierwszoplanowych. Zahipnotyzowany z początku przypominającymi świat ożywiony automatami, ich do złudzenia ludzkim, kocim, psim (itp.) sposobem poruszania się, pewną, cechującą nas wszystkich niezgrabnością, nieporadnością, konsternacją w sytuacjach ekstremalnych, mimowolnie zacząłem zauważać, że coś jest nie tak. I nie chodzi tu bynajmniej o same roboty, lecz o otaczających je ludzi.

Otóż ludzie, prawdopodobnie inżynierowie odpowiedzialni za powstawanie tych zadziwiających maszyn, stojący gdzieś z boku, z dala, z tyłu kadru, ustawieni w taki sposób, że na filmikach, w zależności od ujęcia, widać tylko profil ich twarzy, stopę, plecy, ręce, przerazili mnie (gdy tylko to sobie nagle uświadomiłem) śmiertelnie. Obserwując ich zachowanie cechujące się nieustannym podkreślaniem władzy nad tym, co stworzyli, a więc kopaniem bogu ducha winnych maszyn, popychaniem ich, szturchaniem kłodą drewna w taki sposób, by wytrącić je z równowagi, a nawet pozbawianiem jednej z kończyn, uświadomiłem sobie nagle wrodzone okrucieństwo gatunku ludzkiego, do którego również ja należę, i przeraziłem się śmiertelnie.

Przypomniałem sobie, jak przed laty, korzystając jeszcze z facebooka, lubiłem hurtowo usuwać podsuwane raz po raz propozycje znajomych, osoby, które według algorytmu mogę znać, wystarczyło tylko ustawić kursor na krzyżyku znajdującym się w prawym górnym rogu pierwszego proponowanego zdjęcia, i klikać aż do wyczerpania propozycji. W trakcie tego procesu usuwania przez mój umysł przelatywały myśli w rodzaju: jeszcze taka twarz jest możliwa, o, i takie rozstawienie oczu w połączeniu z zespołem przekonań. Przypominam sobie, iż towarzyszyło temu procesowi uczucie porównywalne chyba tylko z satysfakcją jaką gwarantuje nam kurczowe zaciskanie palców na pęcherzykach folii bąbelkowej.

11449921622079700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

23 czerwca

Po południu z trudem wydobyłem się z typowego dla mnie snu, w którym biegałem od przystanku do przystanku, gorączkowo przeliczając monety, by uzyskać sumę wymaganą do zakupu biletu komunikacji miejskiej.

Wcześniej obserwacja spektaklu z krawędzi teatralnej sceny. Posiadałem ciało przystojnego młodzieńca i tuliłem się do dziewczyny lub chłopaka, nie wiedząc, że jestem obserwowany przez widownię. Po spektaklu rozmowa z dyrektorką teatru o postępach w nauce angielskiego jej córki, która kończy studia. Poleciłem jej jeden słownik.

Ostatnio zwróciła moją uwagę wzmożona popularność zwrotu „tyle że” wśród wyższej narcystycznej klasy krytycznoliterackiej w Polsce.

Nie uszło mojej uwagi również to, że w reprezentacji Szwecji występuje Ekdal.

Jaki Ekdal? Właśnie, jaki Ekdal? Stary czy młody Ekdal?

394356525940980000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

T.

 

Bardziej utożsamia się z postaciami z książek, niźli z sobą samym. Jestem z nimi i nimi wszystkimi, mówi, nieważne czy są dobre, czy złe. Wystarczy, że zobaczę narrację pierwszoosobową i natychmiast przechodzę na właściwą stronę.

Do tej pory nie nabył umiejętności znajdowania się w sytuacjach konfliktowych, w sytuacjach konfliktowych nie potrafi się nigdy odnaleźć.

Znajdując się w sytuacjach konfliktowych, zamyka oczy, i czeka aż się szybko przewinie.

Między innymi z tego powodu stara się nie oglądać filmów, jeśli już, robi to na komputerze, ale nigdy na pełnym ekranie, zawsze w małych dawkach. Oglądając film, muszę widzieć pasek narzędzi.

Z Trierów woli Joachima.

2350704430272640000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

czekolada

 

W środę, około godziny piątej rano
na autostradzie A2 między Poznaniem a Koninem
wywróciła się cysterna przewożąca czekoladę.

Czekolada wylała się i zastygła na powierzchni –
mówi w rozmowie z TVN24 jeden z funkcjonariuszy.
Służby będą musiały nie tylko podnieść cysternę,
ale też usunąć z jezdni czekoladę.

Kierowcy, którzy poruszają się autostradą A2
muszą liczyć się z ogromnymi zatwardzeniami.

 

1723389418468720000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

podarunek

 

Ma chodniczek łazienkowy, na którym, jeszcze przez kilka godzin od dokonania ablucji (najczęściej zimny prysznic), utrzymują się ślady i pachnie wilgocią. Chodniczek w różnych odcieniach fioletu o zaokrąglonych rogach. Prostokątny. Zaokrąglony. Fioletowy. W niedzielę, po południu, wszedł do łazienki i przestraszył się pozostawionych na nim przed południem śladów swoich własnych stóp. Strach zdołał utrzymać się naturalnie przez dwie, trzy sekundy – dwie, trzy sekundy, podczas których miał wątpliwości co do pochodzenia zaokrąglonych, ciemnofioletowych przebarwień – dwie, trzy sekundy, po upływie których odkrył nagą prawdę. Prawda ta okazała się na tyle śmieszna, że w poniedziałek postanowił podzielić się nią z innymi.

10597999265301500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

27 grudnia
.

Oglądałem wczoraj film o niedźwiedziach polarnych. Żadna idylla. Wszystko tam rozmarzło i nie wiedziały co ze sobą zrobić. Wariowały. Wspinały się na jakieś półki skalne i atakowały ptaki w gniazdach, przepływały setki kilometrów, by dotrzeć do wysp, na których również nie znajdowały właściwego pożywienia. Leżały potem w pełnym słońcu, oganiając się przed robactwem, nie mogąc zasnąć. To młode, które umierały.

Stare osobniki wypracowały sposób na przetrwanie. Po prostu nic nie jadły. Nic a nic, aby nie zaburzać metabolizmu, by organizm żywił się jedynie zgromadzonym tłuszczem. Podobno znajdowały się wtedy w jakimś półśnie. Tak funkcjonowały.

A dziś jestem taki choromański. Przez te niedźwiedzie choromańskie miałem sny.

20341574322680400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Klon, Ukrop, Urwis Żółw

 

Zawdzięczam odkrycie Tydelii połączeniu fotografowania i internetu. Fotografowanie zaniepokoiło mnie podczas głębokiego snu w altanie w ogrodzie należącym do mojego najlepszego przyjaciela, którego inicjały postanowiłem zachować dla siebie, internet towarzyszył mi od najwcześniejszych lat dzieciństwa. Ów pozbawiony inicjałów przyjaciel, który owego upalnego popołudnia zajęty był przeglądaniem rodzinnego albumu, zauważył podczas mego snu, że niemal na każdej grupowej fotografii chowam się za plecami stojącej przede mną osoby, zaś ja, tuż po przebudzeniu, dokładnie zrelacjonowałem mu swój sen, w którym na próżno usiłował przepołowić skorupę ogromnego, odznaczającego się niezwykłym poczuciem humoru żółwia – za każdym razem, gdy zbliżał się do niego z piłą spalinową, żółw ów wykonywał zręczny unik, co więcej, za pomocą smartfona robił mojemu przyjacielowi kompromitujące zdjęcie, po czym od razu wrzucał je na facebooka. Podczas gwałtownej wymiany zdań, która zaraz potem nastąpiła, obaj doszliśmy do wniosku, że syrop klonowy bywa wstrętny.

Następnego dnia mój pozbawiony inicjałów przyjaciel zadzwonił do mnie z Buenos Aires. Powiedział, że ma przed oczyma zdanie, na które natrafił przypadkowo w archiwum internetu, znajdując się dokładnie nad Oceanem Atlantyckim. Zdanie owo brzmiało: „Zabija się człowieka, każąc mu pozować do fotografii”. Powiedziałem mu, zgodnie z prawdą, że chętnie zobaczyłbym to zdanie. Kilka lat później podesłał mi link. W taki oto sposób dotarłem w końcu do Tydelii.

74938658661142300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

reklama

 

Przerywam czytanie najbardziej przerażającej książki Bernharda i sprawdzam w wyszukiwarce czy rzeczywiście w Palma de Mallorca znajduje się okropny, przygnębiający Hotel Zenith i rzeczywiście w Palma de Mallorca znajduje się okropny, przygnębiający Hotel Zenith, zabieram się więc z powrotem do czytania, a gdy ponownie zaglądam do internetu, zaczynają mi się wyświetlać oferty hoteli i biur podróży.

Tak! Polecę do Palma de Mallorca i zabiorę ze sobą Beton Bernharda! I przeczytam Beton Bernharda w jakimś okropnym, przygnębiającym, betonowym hotelu w Palma de Mallorca! Cóż za brak taktu!

1952132532477490000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Wybieg No. 5

Jednym z wybiegów, a może nawet trików, bo trudno w tym wypadku użyć poważniejszego słowa, jest patrzenie na teraźniejszość z przyszłości. Tak, właśnie z przyszłości. Z przyszłości  to znaczy widzieć już teraz, w każdym nieznośnym, uporczywym, a co za tym idzie absorbującym momencie, jedynie fragment tej pozbawionej znaczenia powłoki, która dla patrzącego od wewnątrz (zapatrzonego w teraźniejszość, zaabsorbowanego) jest niewidoczna.

22334640661774000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

mucha

Dlaczego mucha tak mnie irytuje? Czy dlatego, że jej reakcje są takie szybkie, zdecydowanie szybsze od moich? Jej perfekcyjne reakcje wynikają z dokładnych obliczeń jej maleńkiego móżdżku, a więc ośmieszają mój przerośnięty ludzki mózg, stąd irytacja. Za każdym razem wiedziała więcej, obliczała sprawniej, dokładnie przewidywała mój kolejny ruch, i, co więcej, zmuszony byłem zużytkować na nią znaczną porcję energii.

link