394356525940980000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

T.

 

Bardziej utożsamia się z postaciami z książek, niźli z sobą samym. Jestem z nimi i nimi wszystkimi, mówi, nieważne czy są dobre, czy złe. Wystarczy, że zobaczę narrację pierwszoosobową i natychmiast przechodzę na właściwą stronę.

Do tej pory nie nabył umiejętności znajdowania się w sytuacjach konfliktowych, w sytuacjach konfliktowych nie potrafi się nigdy odnaleźć.

Znajdując się w sytuacjach konfliktowych, zamyka oczy, i czeka aż się szybko przewinie.

Między innymi z tego powodu stara się nie oglądać filmów, jeśli już, robi to na komputerze, ale nigdy na pełnym ekranie, zawsze w małych dawkach. Oglądając film, muszę widzieć pasek narzędzi.

Z Trierów woli Joachima.

Reklamy

2350704430272640000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

czekolada

 

W środę, około godziny piątej rano
na autostradzie A2 między Poznaniem a Koninem
wywróciła się cysterna przewożąca czekoladę.

Czekolada wylała się i zastygła na powierzchni –
mówi w rozmowie z TVN24 jeden z funkcjonariuszy.
Służby będą musiały nie tylko podnieść cysternę,
ale też usunąć z jezdni czekoladę.

Kierowcy, którzy poruszają się autostradą A2
muszą liczyć się z ogromnymi zatwardzeniami.

 

1723389418468720000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

podarunek

 

Ma chodniczek łazienkowy, na którym, jeszcze przez kilka godzin od dokonania ablucji (najczęściej zimny prysznic), utrzymują się ślady i pachnie wilgocią. Chodniczek w różnych odcieniach fioletu o zaokrąglonych rogach. Prostokątny. Zaokrąglony. Fioletowy. W niedzielę, po południu, wszedł do łazienki i przestraszył się pozostawionych na nim przed południem śladów swoich własnych stóp. Strach zdołał utrzymać się naturalnie przez dwie, trzy sekundy – dwie, trzy sekundy, podczas których miał wątpliwości co do pochodzenia zaokrąglonych, ciemnofioletowych przebarwień – dwie, trzy sekundy, po upływie których odkrył nagą prawdę. Prawda ta okazała się na tyle śmieszna, że w poniedziałek postanowił podzielić się nią z innymi.

10597999265301500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

27 grudnia
.

Oglądałem wczoraj film o niedźwiedziach polarnych. Żadna idylla. Wszystko tam rozmarzło i nie wiedziały co ze sobą zrobić. Wariowały. Wspinały się na jakieś półki skalne i atakowały ptaki w gniazdach, przepływały setki kilometrów, by dotrzeć do wysp, na których również nie znajdowały właściwego pożywienia. Leżały potem w pełnym słońcu, oganiając się przed robactwem, nie mogąc zasnąć. To młode, które umierały.

Stare osobniki wypracowały sposób na przetrwanie. Po prostu nic nie jadły. Nic a nic, aby nie zaburzać metabolizmu, by organizm żywił się jedynie zgromadzonym tłuszczem. Podobno znajdowały się wtedy w jakimś półśnie. Tak funkcjonowały.

A dziś jestem taki choromański. Przez te niedźwiedzie choromańskie miałem sny.

20341574322680400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Klon, Ukrop, Urwis Żółw

 

Zawdzięczam odkrycie Tydelii połączeniu fotografowania i internetu. Fotografowanie zaniepokoiło mnie podczas głębokiego snu w altanie w ogrodzie należącym do mojego najlepszego przyjaciela, którego inicjały postanowiłem zachować dla siebie, internet towarzyszył mi od najwcześniejszych lat dzieciństwa. Ów pozbawiony inicjałów przyjaciel, który owego upalnego popołudnia zajęty był przeglądaniem rodzinnego albumu, zauważył podczas mego snu, że niemal na każdej grupowej fotografii chowam się za plecami stojącej przede mną osoby, zaś ja, tuż po przebudzeniu, dokładnie zrelacjonowałem mu swój sen, w którym na próżno usiłował przepołowić skorupę ogromnego, odznaczającego się niezwykłym poczuciem humoru żółwia – za każdym razem, gdy zbliżał się do niego z piłą spalinową, żółw ów wykonywał zręczny unik, co więcej, za pomocą smartfona robił mojemu przyjacielowi kompromitujące zdjęcie, po czym od razu wrzucał je na facebooka. Podczas gwałtownej wymiany zdań, która zaraz potem nastąpiła, obaj doszliśmy do wniosku, że syrop klonowy bywa wstrętny.

Następnego dnia mój pozbawiony inicjałów przyjaciel zadzwonił do mnie z Buenos Aires. Powiedział, że ma przed oczyma zdanie, na które natrafił przypadkowo w archiwum internetu, znajdując się dokładnie nad Oceanem Atlantyckim. Zdanie owo brzmiało: „Zabija się człowieka, każąc mu pozować do fotografii”. Powiedziałem mu, zgodnie z prawdą, że chętnie zobaczyłbym to zdanie. Kilka lat później podesłał mi link. W taki oto sposób dotarłem w końcu do Tydelii.

74938658661142300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

reklama

 

Przerywam czytanie najbardziej przerażającej książki Bernharda i sprawdzam w wyszukiwarce czy rzeczywiście w Palma de Mallorca znajduje się okropny, przygnębiający Hotel Zenith i rzeczywiście w Palma de Mallorca znajduje się okropny, przygnębiający Hotel Zenith, zabieram się więc z powrotem do czytania, a gdy ponownie zaglądam do internetu, zaczynają mi się wyświetlać oferty hoteli i biur podróży.

Tak! Polecę do Palma de Mallorca i zabiorę ze sobą Beton Bernharda! I przeczytam Beton Bernharda w jakimś okropnym, przygnębiającym, betonowym hotelu w Palma de Mallorca! Cóż za brak taktu!

1952132532477490000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Wybieg No. 5

Jednym z wybiegów, a może nawet trików, bo trudno w tym wypadku użyć poważniejszego słowa, jest patrzenie na teraźniejszość z przyszłości. Tak, właśnie z przyszłości. Z przyszłości  to znaczy widzieć już teraz, w każdym nieznośnym, uporczywym, a co za tym idzie absorbującym momencie, jedynie fragment tej pozbawionej znaczenia powłoki, która dla patrzącego od wewnątrz (zapatrzonego w teraźniejszość, zaabsorbowanego) jest niewidoczna.

22334640661774000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

mucha

Dlaczego mucha tak mnie irytuje? Czy dlatego, że jej reakcje są takie szybkie, zdecydowanie szybsze od moich? Jej perfekcyjne reakcje wynikają z dokładnych obliczeń jej maleńkiego móżdżku, a więc ośmieszają mój przerośnięty ludzki mózg, stąd irytacja. Za każdym razem wiedziała więcej, obliczała sprawniej, dokładnie przewidywała mój kolejny ruch, i, co więcej, zmuszony byłem zużytkować na nią znaczną porcję energii.

link

2833915139500870000000000000000000000000000000000000000000000000000000

smutek (próba wypowiedzenia, początek XXI wieku)

Podczas gdy nocą wsłuchuję się w głosy kaczek i rechoty żab dochodzące znad wody przez uchylone okno (wszystko zdaje się teraz rozmnażać), te głosy kaczek i rechoty żab jakby wydobywające się spod lodu, rozmrożone, które nie dają mi zasnąć, będące potwierdzeniem okrutnych praw natury, a jednocześnie żywym przykładem działania mechanizmu zegara biologicznego, dotyczącego także i mnie, a tym samym działającego mi na nerwy, moje przerażenie kumuluje się, i również ono nie daje mi zasnąć. To, co teraz piszę, piszę wyłącznie dla siebie, jeszcze nie wiem, czy się tym podzielę, jest to zbyt poważne i odstręczające, i nie chciałbym teraz, by zostało w jakikolwiek sposób odebrane. Nie chciałbym być narażony z tego powodu na jakiekolwiek interpretacje ani, tym bardziej, zakulisowe uniesienia brwi. W pewnym momencie mojego życia, kiedy zrozumiałem, że lubiano mnie tylko z litości albo za ironię (a więc nie rozumiano mnie wcale), a to, co smutne, wstrętne i żałosne*, a więc najbardziej mi bliskie, pozostawiano bez komentarza, zamknąłem się na dobre na komentarze i polubienia postanowiwszy nigdy więcej nie dawać powodów zarówno dla pierwszego, jak i drugiego. A mimo wszystko to, co teraz piszę, starając się nieudolnie zabezpieczać przed podobną interpretacją zarówno z jednej jak i drugiej strony, z całą pewnością zawiera elementy, które przeoczyłem, wynikające z mego wypaczonego charakteru, dające powody do pierwszego i/lub drugiego, podczas gdy mnie samemu wydaje się naturalnie, że staram się naprawdę obiektywnie oddawać sytuację, powstrzymywać zawczasu przed, nie ułatwiać, beznamiętnie dzielić postrzeganiem. Ale konkrety: Zwierzęta z jednej strony fascynują mnie, z drugiej wzbudzają mój niepokój, kocham je za samodzielność, bezbożność, umiejętność milczenia, nienawidzę za bezmyślne poddawanie się stadnym instynktom. Samotne sowy-wechikuły-czasu, psy-te-wielkie-psy-patrzące-wyrozumiale-i-mądrze sprawiają, że nagle, na moment, odzyskuję sens istnienia. Ich obecność, chociażby tylko na przesuwanych opuszkami palców fotografiach, na których uchwycono je przypadkowo, mimochodem, gdzie nie pozują tak jak ludzie a jedynie , cierpliwe, krnąbrne, wpatrzone z pogardą w obiektyw, pozwala mi w chwilach trudnych zapominać, że należę do gatunku ludzkiego. W takich właśnie chwilach wszystko wydaje się prostsze. Ale jest też druga strona zwierzęcości, jeszcze trudniejsza i bardziej złożona, której wypowiedzenie jest niełatwe, bowiem znów mogę zostać niezrozumiany, zrozumiany źle, niesłusznie posądzony o chęć wywarcia nacisku na odbiorcę, próbę wymuszenia jego uśmiechu (witajcie brudne paluchy rozciągające stulone w ciup usta), a tego bynajmniej nie chcę, nie potrzebuję. No właśnie. Nie wiem, czy w takim wypadku mówić o tych dziobakach. Chciałbym w tym względzie podać aktualny przykład dziobaków, ale obawiam się, że i w tym wypadku mogę zostać źle odczytany. Otóż wczoraj oglądałem w telewizorze parę dziobaków obracających się wokół własnej osi w porze godowej; samiec, samica z wytartym ogonem, wydane na pastwę instynktów, odpychające. Dla mnie było w tym ich obracaniu coś na wskroś nieuchronnego, nieodwracalnego, długimi minutami siedziałem przed ekranem jak sparaliżowany wpatrując się jak skamieniały w obracające się wokół własnej osi dziobaki… Dość. Wystarczy. I znów zaczynam rozumieć, że nikt mnie nie zrozumie. Ponownie mam wątpliwości, czy powinienem – raz: o tym w ogóle w mówić, dwa: dzielić się z nieznajomymi moim samotnym, ciemnym, a co za tym idzie niewytłumaczalnym odczuciem.

 *„Najważniejszym warunkiem kompromisu było to, że osobie w depresji wolno będzie wyjawić wobec przyjaciółek własny opór przed dzieleniem się owymi resentymentami i uświadomieniami oraz poinformować je (tzn. przyjaciółki), że zdaje sobie sprawę z tego, jak żałośnie i mazgajowato mogą one (tzn. resentymenty i uświadomienia) brzmieć, a także wyznać, że dzieli się z nimi tym zapewne żałosnym doświadczeniem „przełomu” tylko i wyłącznie na wyraźną sugestię terapeutki. Przyjmując ten warunek, terapeutka wyraziła zastrzeżenie jedynie do użycia przez osobę w depresji określenia „żałosne” podczas dzielenia się myślami z Układem Wsparcia. Terapeutka oświadczyła, że znacznie chętniej poparłaby użycie przez osobę w depresji określenia „słabe” niż „żałosne”, ponieważ jej instynkt (tzn. instynkt terapeutki) podpowiada jej, że u podłoża stosowania przez osobę w depresji określenia „żałosne” leży nie tylko nienawiść do samej siebie, ale też żebranie o litość, a nawet pewien odruch manipulacji. Słowo „żałosne”, zauważyła łagodnie terapeutka, jej osobiście wydawało się mechanizmem obronnym używanym przez osobę w depresji dla ustrzeżenia się przed ewentualną negatywną oceną słuchacza dzięki jasnemu stwierdzeniu, że ona, osoba w depresji, już osądza się znacznie surowiej, niż jakikolwiek jej słuchacz miałby serce to zrobić”.
David Foster Wallace, Osoba w depresji, [W:] Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi, przeł. Jolanta Kozak

14691098406862200000000000000000000000000000000000000000000

ulewa

Obserwując z oddali kurtynę wodną, która nagle opadła, przesłaniając prawą stronę zagajnika, pomyślałem, że nie możemy już dłużej opisywać w ten sposób. Dawno temu wyczerpaliśmy możliwości opisu, a to, co adekwatne kilkaset (wstrętny romantyzm), a nawet kilkadziesiąt lat temu, przestało mieć dzisiaj jakiekolwiek znaczenie. Dlatego właśnie nasze opisywanie musi ulec radykalnej zmianie. Dotyczy to w szczególności tak zwanych zjawisk atmosferycznych, które opisywaliśmy i nadal opisujemy nieadekwatnie, a więc po ludzku. Nasze próby opisu od zawsze skażone były człowieczeństwem, a co za tym idzie, ohydną emocjonalnością, której, w dobie rozwoju sztucznej inteligencji, powinniśmy się wyzbyć raz na zawsze. Dzisiejszy, adekwatny opis, powinien składać się wyłącznie z ciągu cyfr, najlepiej samych zer i jedynek, dopuszczam jednak, biorąc pod uwagę naszą (nieusuwalną jak na razie) słabość, możliwość użycia od czasu do czasu pikseli.

3468097888158340000000000000000000000000000000000000000000

– Od wielu tygodni znajduję się w strefie bez opisu, każda próba wyjścia ze strefy bez opisu kończy się ośmieszeniem.
– …
– Jakaś rada?
– Przede ewsztskim nie przestawać się z siebiee śmiać.
– Ehe, z niedoskonałości, nietrwałości, nieumiejętności, niezgodności z?
– ototo