32385933745075100000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

gruby dywan

 

– Pomyślałem sobie, jak to będzie ładnie wyglądać, kiedy za kilkadziesiąt lat internet stanie się składowiskiem pozostałości po trupach. No wiesz, opuszczone blogi, in memoriam na facebookach, nieświeże tumblry, instagramy, inne takie…

– Nie bój się, korpy na pewno już coś tam wykombinują. To niedopuszczalne, by śmierć obrzydzała żyjącym konsumpcję.

Reklamy

62160872235737800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Ludzie do pewnego momentu. I ludzie nieukształtowani.

Ludzie do momentu, kiedy po raz ostatni im wierzyłeś, zanim obrali skostniałe formy, sprzeniewierzyli się sobie, zastygli w wygodnych pozach, a rysy ich charakteru, które wiele lat wcześniej zapowiadały ten nieuchronny etap, zostały raz na zawsze ustalone. Lecz to nie przekreśla tego, kim dla ciebie byli.

Ludzie kominy i ludzie cyprysy. Podążaj za ludźmi cyprysami.

6859356963880480000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

więcej o barbarzyńcach

 

Bezustannie zdawać sobie sprawę z tego, że jesteśmy uwstecznieni w stosunku do tych, którzy przyjdą po nas, którzy właśnie tak nas będą postrzegali, tak jak uwstecznieni wydają nam się ludzie, którzy żyli w wieku XIX, nie wspominając już o prehistorii. Ewolucja, postęp wiedzy, technologia; czegokolwiek byśmy TERAZ nie powiedzieli, JUŻ jesteśmy uwstecznieni, i wstydzimy się do tego przyznać.

55770816383139700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

4 sierpnia

 

W stosunku do nowo poznanych osób trzeba od razu ustawić jak najwięcej znaków ostrzegających przed wejściem na nasze terytorium. Od razu, bezpardonowo lub jak kto woli bezwzględnie porozstawiać, tam gdzie tylko uznamy to za wymagane, znaki ostrzegawcze. Nie bacząc na tak zwane względy natury ludzkiej tudzież konsekwencje, rozmieścić w strategicznych punktach Mego walące już z daleka w oczy znaki zakazu wjazdu, poruszania, odezwania słowem (żadnych znaków zapytania).

1408247264568310000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dół niesamowitości

 

Od lat z uwagą śledzę postępy w dziedzinie robotyki, w szczególności zainteresowanie moje wzbudzają pojawiające się w stosunkowo regularnych odstępach czasu krótkie filmy (filmiki) pewnej firmy z Waltham w Massachusetts (do niedawna stanowiącej własność Google), tworzącej roboty człeko i zwierzopodobne na potrzeby armii amerykańskiej. Nie mam już 30 lat, a więc, zgodnie z ogólnie przyjętymi założeniami międzypokoleniowego postrzegania jestem starcem, posiadam w sobie jednak ciągle niespożyte pokłady witalności, odznaczam się dobrym zdrowiem, przejawiam niegasnące zainteresowanie otaczającym światem i, co może wydawać się nieprawdopodobne, nie noszę okularów. Całymi godzinami potrafię wpatrywać się w eksplorujące pracowniczą przestrzeń (zazwyczaj filmiki nagrywane są w wewnątrz lub na zewnątrz firmy, na terenie firmowym) coraz to nowsze modele obdarzonych zadziwiająco sprawnymi kończynami robotów. Są to najczęściej kilku–, kilkunastominutowe, pozbawione oddzielnej ścieżki dźwiękowej realistyczne materiały promocyjne (w zależności od tego, czy akcja rozgrywa się wewnątrz czy też na zewnątrz firmy, w tle przeważają szepty/uwagi/okrzyki pracowników lub typowe dla terenów przyfabrycznych odgłosy natury; wiatr, chrzęst żwiru, skrzypienie zawiasów, krakania wron), z których to materiałów/filmików dowiadujemy się o nieubłaganym i niepowstrzymalnym postępie technologii: roboty z filmiku na filmik poruszają się coraz sprawniej, potrafią biegać, wchodzić i schodzić po schodach, przeskakiwać gałęzie i pnie, a nawet wspinać się po ścianach. Bardziej jednak niż zachowanie samych robotów fascynuje mnie zachowanie przewijających się w tle tych filmików ludzi; zawsze tak było, przez całe życie zwracałem uwagę na to, na co nie trzeba, na co nie powinienem był zwracać uwagi, koncentrowałem uwagę na szczególe miast ogóle, oglądając filmy przyrodnicze bardziej niż hienom przyglądałem się badającym ich zachowanie, wyposażonym w najnowsze gadżety badaczkom, zamiast psom, różnej maści zaklinaczom, lub też, dla odmiany, wyekwipowanym macho wyposażonym m.in. w specjalistyczne kije służące do przytrzymywania węży. Tak więc i tutaj, w przypadku tych filmików, nic nie mogłem poradzić na to, że moja fascynacja przesuwała się powoli z maszyn na ludzi, chociaż to właśnie te pierwsze ustawiono w roli bohaterów pierwszoplanowych. Zahipnotyzowany z początku przypominającymi świat ożywiony automatami, ich do złudzenia ludzkim, kocim, psim (itp.) sposobem poruszania się, pewną, cechującą nas wszystkich niezgrabnością, nieporadnością, konsternacją w sytuacjach ekstremalnych, mimowolnie zacząłem zauważać, że coś jest nie tak. I nie chodzi tu bynajmniej o same roboty, lecz o otaczających je ludzi.

Otóż ludzie, prawdopodobnie inżynierowie odpowiedzialni za powstawanie tych zadziwiających maszyn, stojący gdzieś z boku, z dala, z tyłu kadru, ustawieni w taki sposób, że na filmikach, w zależności od ujęcia, widać tylko profil ich twarzy, stopę, plecy, ręce, przerazili mnie (gdy tylko to sobie nagle uświadomiłem) śmiertelnie. Obserwując ich zachowanie cechujące się nieustannym podkreślaniem władzy nad tym, co stworzyli, a więc kopaniem bogu ducha winnych maszyn, popychaniem ich, szturchaniem kłodą drewna w taki sposób, by wytrącić je z równowagi, a nawet pozbawianiem jednej z kończyn, uświadomiłem sobie nagle wrodzone okrucieństwo gatunku ludzkiego, do którego również ja należę, i przeraziłem się śmiertelnie.

Przypomniałem sobie, jak przed laty, korzystając jeszcze z facebooka, lubiłem hurtowo usuwać podsuwane raz po raz propozycje znajomych, osoby, które według algorytmu mogę znać, wystarczyło tylko ustawić kursor na krzyżyku znajdującym się w prawym górnym rogu pierwszego proponowanego zdjęcia, i klikać aż do wyczerpania propozycji. W trakcie tego procesu usuwania przez mój umysł przelatywały myśli w rodzaju: jeszcze taka twarz jest możliwa, o, i takie rozstawienie oczu w połączeniu z zespołem przekonań. Przypominam sobie, iż towarzyszyło temu procesowi uczucie porównywalne chyba tylko z satysfakcją jaką gwarantuje nam kurczowe zaciskanie palców na pęcherzykach folii bąbelkowej.