17690617586683000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

lubię, nie cierpię

 

Lubię ten poranny stan, kiedy jestem sam na sam ze sobą. I już w południe siebie zdradzam i lecę z tym do ludzi, by im o tym opowiedzieć, by do końca dnia czuć do siebie odrazę. Ze wszystkim zawsze leciałem do ludzi i zawsze wracałem od nich z, jak to się mówi, podkulonym ogonem. Cieszyłem się swoją samotnością tylko do pewnego momentu, w pewnym momencie jednak ta moja samotność zaczynała mnie przerażać i to do tego stopnia, że nie wytrzymywałem już dłużej tej mojej ulubionej samotności i leciałem z nią do ludzi, i za każdym razem wracałem od ludzi z podkulonym ogonem.

Wszystko było potrzebne. Dzisiejszy żal nie jest od tego wyjątkiem.

Reklamy

609297663643530000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

spaghetti

 

Na uwagę rzuconą przez E., że dzisiaj dzieci nie jedzą już tyle ziemniaków co za jej czasów, odpowiedziała, karmiąc jednocześnie zajętego czymś* innym małego, że owszem, że ma rację, że odkąd pracuje w przedszkolu, zauważa, że dzieci na pierwszym miejscu stawiają makaron, na drugim wszelkiego rodzaju kasze, ziemniaków zaś wprost nie cierpią. Chciałem wtrącić, że to z powodu zawartości węglowodanów, że dzisiaj mózgi dziecięce potrzebują znacznie więcej węglowodanów, ponieważ są przeciążone, ponieważ przetwarzają one nieporównywalnie więcej informacji, chociażby z powodu wszechobecnych smartfonów – na szczęście tego nie zrobiłem, dokończyłem tylko szybko to, co na talerzu.

*Masza i Niedźwiedź

 

12969654016234700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

wizyta

 

Więc najpierw jest zawziętym felietonistą, pisze głównie o ekonomii, lewarach i świecach, przyświeca mu jeden cel – mieć własny portfel, potem lekko stopuje, zajmuje go sport, a właściwie sama otoczka; skrobie o transferach, kulisach i klubach – kilka ogranych motywów, do których powraca jak Kubica do F1. Lubi góry. Lubi słońce. Lubi morze. Lubi nas. Dalej – to wiecie. W końcu trafia na okładkę Wikipedii.

Dziś znalazł czas.

W trakcie rozmowy stuka na laptopie. Jest wieczór. Twarz rozświetla mu blask. Między kuchnią a przedpokojem snują się dwa spasione neoliberalne koty, zblazowane, ogłupiałe od łakoci.