60253964960827400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

serce ciemności

Kochanie, pomyśl o koltanie,
nim zrobisz selfie,
pomyśl o koltanie.

 

https://zooatlanta.org/have-you-heard-about-coltan/

 

Geneza utworu: Wiem, wiem, prawdopodobnie tylko mnie irytują w takim stopniu ludzie przyspawani do smartfonów. Potwierdzam; jest to dziwne i nie wiem skąd mi się bierze. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że już od najmłodszych lat przejawiałem głęboką niechęć, wręcz odrazę, do zachowań stadnych, niepoprzedzonych należytą refleksją, a w tym przypadku jest się nad czym zastanawiać. Do wytworzenia każdego smartfona niezbędna jest ruda tantalu i niobu (koltan) pozyskiwana w barbarzyński sposób w Demokratycznej Republice Konga (około 70% światowych zasobów). Z wielu artykułów, dotyczących bezwzględnej eksploatacji mającej miejsce w tym kraju, wybrałem chyba ten najmniej drastyczny. Kto chce, może sobie obejrzeć dostępne w sieci filmy, by przekonać się na własne oczy, że koszmar opisany przez Conrada wcale się nie skończył.

 

 

PS

Ostatnio student, ten od to jest (i zawsze będzie) darmowe wpadł na pomysł, by wszyscy ludzie wyposażeni w ten niezwykle popularny gadżet stali się kopaczami jego kryptowaluty. Kopanie kryptowaluty (jak to brzmi) związane jest z wykorzystywaniem energii, a co za tym idzie z dodatkową emisją CO2.

 

PPS

Tak naprawdę, podczas pracy nad tym wierszem, zafascynowała mnie jedynie (jak zwykle) niezwykła możliwość języka: kochanie/koltanie, lecz gdybym nie dodał powyższych objaśnień, czy ktokolwiek zrozumiałby moją fascynację?

Reklamy

1282580133288450000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

porada

.
Fakt, iż podążasz za określoną opowieścią (zapisujesz) nie powinien cię odwodzić od konstatacji, iż w tym samym czasie (w czasie, w którym podążasz za określoną, ściśle określoną opowieścią) snute są miriady równorzędnych, równouprawnionych, niezapisanych opowieści.
Twoje podążanie za określoną, ściśle określoną opowieścią jest jednocześnie odchodzeniem od miriadów równorzędnych, równouprawnionych, niezapisanych opowieści – to właśnie twoje ego, twoje ograniczenie.

Problem twojego pisania polega na tym, iż nie możesz podzielić się naraz wszystkimi myślami, które niemal jednocześnie przychodzą ci do głowy, co brzmi śmiesznie, chociaż takie nie jest. Wszelkie sprzeczności, skojarzenia, didaskalia, błędy, zakłócenia czy zawahania muszą ulec likwidacji albo podporządkować się – tak regule słowa pisanego, jak i obranej formie.

Co więcej; cały czas żyjesz w przekonaniu (czy złudnym – nie wiem), iż tylko i wyłącznie pod warunkiem wypisania naraz wszystkich myśli, podzielenia się nimi z kimkolwiek, jesteś w stanie oddać tak zwaną całość. Jest to problem techniczny.

Rozwiązanie (uśmiechnij się): nie pisz dla ludzi, pisz dla przyszłej AI! Tylko ona będzie w stanie zrozumieć i połączyć w całość wszystkie, nawet te najbardziej niepiśmienne wątki.

1804806230506830000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

zamiast

 

Dlaczego nie urodziłem się wcześniej?! – pomyślałem ze smutkiem, dlaczego nie urodziłem się w XIX lub na początku XX wieku, kiedy wokół nie było tylu rozpraszaczy, mam tu na myśli przede wszystkim internet, który nieustannie odciąga mnie od pisania; zamiast pisać, co powinienem tu i teraz czynić nie oglądając się na nic, co kilka minut zaglądam do internetu, sprawdzam co też się tam zdążyło pozmieniać w świecie podczas mojej nieobecności, klikam, przewijam, odświeżam pocztę, chociaż od wielu lat nikt, prócz darmowych subskrypcji do mnie nie pisze, otwieram, zamykam okna, a na dokładkę, jakby tego było mało, dokarmiam reklamowe boty ciasteczkami. O ile łatwiej mieli dawno umarli pisarze, powiedziałem głośno – i natychmiast wyobraziłem sobie wszystkich tych moich dawnych mistrzów przed ekranami komputerów (myślę, że zachowaliby oni resztki zdrowego rozsądku i nie posługiwali się mimo wszystko smartfonami), przed moimi oczami stanęli, a właściwie rozsiedli się wygodnie wszyscy ci moi dawni mistrzowie, a ich twarze, rozjaśnione teraz niebieskawą, pulsującą nierównomiernie poświatą, wydały mi się jeszcze bardziej martwe. Co robiliby teraz moi dawni mistrzowie? – powiedziałem. Z pewnością mieliby problem. Zamiast pisać, co i ja powinienem teraz czynić, siedzieliby jak jeden mąż w internecie; taki David Foster Wallace od świtu do nocy nie spuszczałby z oka YouTube’a, oglądając w międzyczasie serial za serialem, taki Bernhard wspiąłby się niechybnie na szczyty odrazy i zniesmaczenia obserwując fluktuacje ludzkiej ignorancji podlewanej na okrągło katolicko-narodowym sosem – co tam gazety!, internet to dopiero źródło niekończonej się irytacji! Ciekawe czy Joyce napisałby Ulissesa, gdyby miał dostęp do internetu? Myślę, że nie. Na pewno nie. A Proust? Cóż robiłby Marcel podłączony w swoim łóżku do laptopa? Czy zaprzątałby sobie głowę poszukiwaniem straconego czasu, gdyby tracił czas na scrollowanie?
Zazdrościmy dawnym umarłym pisarzom tego, że mieli oni okazję urodzić się wcześniej od nas. Dzięki temu właśnie, dzięki takiemu, a nie innemu zbiegowi (chyba nie zbiegu?) okoliczności, mieli oni okazję napisać to, czego my, urodzeni znacznie później, nie jesteśmy już w stanie napisać, jedynie dzięki takiemu właśnie, szczęśliwemu dla nich, nieszczęśliwemu dla nas, zrządzeniu losu, to oni napisali pierwsi to, co my zawsze zamierzaliśmy napisać i, niestety, dzięki takiemu właśnie a nie innemu, nieszczęśliwemu dla nas, szczęśliwemu dla nich zrządzeniu losu, my nie możemy napisać właściwie już niczego, ponieważ w, jak to się mówi, dobie internetu, jesteśmy; a) roztrzęsieni, b) zasmuceni, c) znerwicowani i) do-dat-ko-wo skołowani porozrzucanymi po internecie cząstkami naszych tożsamości, a przez to niespójni, ponieważ nawet gdybyśmy teraz jakimś cudem cokolwiek napisali, stalibyśmy się jedynie żałosnymi, żalącymi się bez przerwy niekompetentnymi imitatorami.

15617701486882900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Chłopczyk chciałby się teraz pochwalić, że przewidział kto będzie mistrzem świata w piłce nożnej, a tam zaraz przewidział, strzelił że Francja, i rzeczywiście Francja została mistrzem świata w piłce nożnej, rozpisał to sobie przed rozpoczęciem mundialu na karteczce i ucieszył się bardzo, kiedy sprawdziła się jego przepowiednia (strzał), ale ni ma nikogo, ni ma naprawdę nikogo, kto by go teraz podziwiał…

Chłopczyk, z okazji zakończenia tej wielkiej ogólnoświatowej imprezy, chciałby pochwalić się również jednym z najstarszych wierszy (gdyby chłopczyk zdradził teraz w jakim wieku ten wierszyk napisał i tak nikt by mu nie uwierzył). Tytuł wymyślił dziś.

 

Ostatni finał pod egidą FIFA

Niespokój
niedzielny w słońcu rozwieszony czas
firanek dłoni zimny przypływ
na brudnej skroni muchy sen
najstarszy grzebień w całym mieście
najsłodsza

1344719667586150000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

żarówka

 

Na początku przepaliła się żarówka. Zupełnie nowa, kupiona kilka dni wcześniej. Tak to wyglądało. Mniej więcej. Żarówkę musiałem natychmiast wyrzucić i zakupić nową, dlatego znalazłem się wtedy tam, gdzie nie powinienem był się znaleźć, a więc na rogu Siennej i Benoit. O ile sobie przypominam, było już dobrze po siedemnastej.

Na rogu Siennej i Benoit jest sklep z różnymi takimi, dużo przedmiotów, głównie elektryka, byłem nieomal pewien, że widziałem tam wcześniej żarówki, przechodzę tamtędy codziennie i mimowolnie zerkam na wystawę, małe żółte pudełeczka ustawione w piramidkę, jednak w środku okazało się, że to galanteria albo garmażerka, w każdym razie żarówkę zmuszony byłem wybić sobie z głowy.

Crescendo.

Utraciłeś przenikliwość. Brak ci przenikliwości, pomyślałem natychmiast, od razu. A do tego jesteś mistrzem w wynajdowaniu powodów do poczucia winy, dodałem z satysfakcją, i dalej, jesteś największym mistrzem w sztuce winienia, obwiniania siebie, powtarzałem wielokrotnie, wracając bez żarówki, do tego w podłym nastroju.

W mieszkaniu, gdzie teraz siedzę, rzeczywiście przepaliła się żarówka, jedna z wielu, a więc nie jest to powód do rozpaczy. Żarówka nie stanowi powodu, mówię teraz głośno, żarówka była powodem by odwrócić uwagę i zapodać fikcję, by fikcją wypełnić czas, czas, w którym siedzę sam w mieszkaniu i obwiniam siebie. Z byle powodu. Czy to będzie żarówka, czy zapchany kibel, zawsze znajdę sobie powód do obwiniania siebie. Zwyczajnie. Bez powodu. Więc mówię teraz głośno, powtarzam, nigdzie nie wychodziłem, nie byłem dzisiaj na rogu Siennej i Benoit, po prostu, przepaliła się żarówka.