7654090467756930000000000000000000000000000000000000000000000

„Spójrzcie, co przydarzyło się małemu Hansowi – psychoanaliza dziecięca w najczystszej postaci: tak długo ŁAMANO JEGO KŁĄCZE, PLAMIONO MAPĘ, odwracano mu ją na właściwą stronę, blokując wszelkie wyjścia, aż sam zapragnął odczuwać wstyd i winę, FOBIĘ (zatarasowano mu kłącze budynku, następnie ulicy, zakorzeniono go w łóżku rodziców, zmuszono do zapuszczenia korzonków w jego własne ciało, zablokowano na profesorze Freudzie). Widać, że Freud bierze pod uwagę mapę małego Hansa, jednakże wyłącznie po to, by nanieść ją na fotografię rodzinną. A spójrzcie, co uczyniła Melanie Klein z geopolitycznymi mapami małego Ryszarda: robi im zdjęcia, wykonuje kalki: przyjmijcie pozę, przesuńcie się wzdłuż osi stadium genetycznego lub przeznaczenia strukturalnego – wasze kłącze zostanie przełamane. Wolno wam będzie żyć i mówić pod warunkiem, że zatka się wszystkie wyjścia. Gdy kłącze zostaje zatkane, udrzewione, wszystko skończone, z pragnienia nic już nie wyniknie, ponieważ pragnienie zawsze porusza się i wytwarza poprzez kłącze”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari, Tysiąc plateau, tłum. S. Królak, P. Laskowski, M. Janik, Warszawa 2015, ss. 15-16.

1923063428480940000000000000000000000000000

Każdy kolejny dzień jest kontynuacją i może się z tym zgodzić – to jedno. Drugie – nie zwracać uwagi na sytuację społeczno-polityczną, czy jak ją tam zwał. Nie trwonić energii na. Nie orientować się w personaliach i twarzach. Omijać łukiem twarze, imiona i nazwiska. Pozapominać.

Nie pozwolić narzucić sobie narracji, jakiejkolwiek zewnętrznej narracji (sorty, seby itp.). Ignorować tematy podrzucane codziennie (odnawialne) w celu wzbudzenia reakcji, a tym samym podporządkowujące sobie podmiot, jakim wobec nich mimowolnie się staje. Oddzielić się. Trzymać się z daleka od tego, co najzupełniej zbędne.

155576970220531000000000000

Dlaczego ludzie na zdjęciach chcą być w środku kadru? Dlaczego pchają swoje sylwetki w sam środek, a twarze wystawiają w kierunku aparatu? Gdybym był fotografem, z premedytacją omijałbym pozujących, umieszczałbym ich gdzieś z boku, pozostawiał im kawałek policzka i ucha, ewentualnie ramię albo fragment stopy, a już na pewno nie chciałbym mieć na zdjęciu czyichś oczu.

1

Od dziecka unikałem fotografowania. Robiłem to intuicyjnie. Podskórnie wyczuwałem fałsz preparowania fotografii. Całe to ustawianie się grupy pierwszoklasistów do zdjęcia, uczniactwo, uczestnictwo. Pokora pozowania. W momencie, kiedy stado, reagując na prośbę fotografa, bezmyślnie wypowiadało słowo „ser”, chowałem głowę za plecami stojącego przede mną współucznia, współuczennicy.