40887673318809200000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

zero kreskowane

 

No właśnie. Gdyby cyfry, tak jak litery, były krótkie i długie, małe i duże (wielkie?), z ogonkiem lub bez.

Reklamy

11449921622079700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

23 czerwca

Po południu z trudem wydobyłem się z typowego dla mnie snu, w którym biegałem od przystanku do przystanku, gorączkowo przeliczając monety, by uzyskać sumę wymaganą do zakupu biletu komunikacji miejskiej.

Wcześniej obserwacja spektaklu z krawędzi teatralnej sceny. Posiadałem ciało przystojnego młodzieńca i tuliłem się do dziewczyny lub chłopaka, nie wiedząc, że jestem obserwowany przez widownię. Po spektaklu rozmowa z dyrektorką teatru o postępach w nauce angielskiego jej córki, która kończy studia. Poleciłem jej jeden słownik.

Ostatnio zwróciła moją uwagę wzmożona popularność zwrotu „tyle że” wśród wyższej narcystycznej klasy krytycznoliterackiej w Polsce.

Nie uszło mojej uwagi również to, że w reprezentacji Szwecji występuje Ekdal.

Jaki Ekdal? Właśnie, jaki Ekdal? Stary czy młody Ekdal?

5188003612498480000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

śmielej

 

Szybko się zestarzałem. To dobrze. We śnie już nie przychodzi ten, który chciał mnie zabrać. Mogę słuchać. Mam więcej czasu dla siebie. Przestaję się przejmować (naczynia). Co jeszcze chce powiedzieć: chciałby znać wszystkie języki i mówić wieloma głosami, co jeszcze chce powiedzieć, a czego być może nie powie: cieszę się, że są zwierzęta, że wydają odgłosy, że póki wydają odgłosy, my żyjemy, że kiedy przestaną, my też.

3206362566281300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nie wiem po co tyle rejestruję. Nagrywam jak leci. Na przykład dzisiaj; w telewizorze Cyrk, który oglądałem tysiące razy, teraz w radiu Joni Mitchell, wczoraj jakąś rozmowę. Rejestruję machinalnie, zapisuję rzeczy, które na ogół są dostępne w internecie, wystarczy tak zwana odrobina dobrej woli, żeby je odszukać. Nie oglądam potem tego, nie słucham, a gdy natknę się na zarejestrowane, kasuję. Częstokroć dziwię się, że coś takiego zarejestrowałem.

W pliku excel (zawsze muszę sprawdzić jak się to pisze) od ponad sześciu  lat rejestruję książki, które przeczytałem w danym roku (tytuł, nazwisko, imię autorki/autora). Przy okazji ostatniego zapisu przejrzałem poprzednie lata, znajdując tytuły i nazwiska, które nic mi nie mówią.

1723389418468720000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

podarunek

 

Ma chodniczek łazienkowy, na którym, jeszcze przez kilka godzin od dokonania ablucji (najczęściej zimny prysznic), utrzymują się ślady i pachnie wilgocią. Chodniczek w różnych odcieniach fioletu o zaokrąglonych rogach. Prostokątny. Zaokrąglony. Fioletowy. W niedzielę, po południu, wszedł do łazienki i przestraszył się pozostawionych na nim przed południem śladów swoich własnych stóp. Strach zdołał utrzymać się naturalnie przez dwie, trzy sekundy – dwie, trzy sekundy, podczas których miał wątpliwości co do pochodzenia zaokrąglonych, ciemnofioletowych przebarwień – dwie, trzy sekundy, po upływie których odkrył nagą prawdę. Prawda ta okazała się na tyle śmieszna, że w poniedziałek postanowił podzielić się nią z innymi.

20341574322680400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Klon, Ukrop, Urwis Żółw

 

Zawdzięczam odkrycie Tydelii połączeniu fotografowania i internetu. Fotografowanie zaniepokoiło mnie podczas głębokiego snu w altanie w ogrodzie należącym do mojego najlepszego przyjaciela, którego inicjały postanowiłem zachować dla siebie, internet towarzyszył mi od najwcześniejszych lat dzieciństwa. Ów pozbawiony inicjałów przyjaciel, który owego upalnego popołudnia zajęty był przeglądaniem rodzinnego albumu, zauważył podczas mego snu, że niemal na każdej grupowej fotografii chowam się za plecami stojącej przede mną osoby, zaś ja, tuż po przebudzeniu, dokładnie zrelacjonowałem mu swój sen, w którym na próżno usiłował przepołowić skorupę ogromnego, odznaczającego się niezwykłym poczuciem humoru żółwia – za każdym razem, gdy zbliżał się do niego z piłą spalinową, żółw ów wykonywał zręczny unik, co więcej, za pomocą smartfona robił mojemu przyjacielowi kompromitujące zdjęcie, po czym od razu wrzucał je na facebooka. Podczas gwałtownej wymiany zdań, która zaraz potem nastąpiła, obaj doszliśmy do wniosku, że syrop klonowy bywa wstrętny.

Następnego dnia mój pozbawiony inicjałów przyjaciel zadzwonił do mnie z Buenos Aires. Powiedział, że ma przed oczyma zdanie, na które natrafił przypadkowo w archiwum internetu, znajdując się dokładnie nad Oceanem Atlantyckim. Zdanie owo brzmiało: „Zabija się człowieka, każąc mu pozować do fotografii”. Powiedziałem mu, zgodnie z prawdą, że chętnie zobaczyłbym to zdanie. Kilka lat później podesłał mi link. W taki oto sposób dotarłem w końcu do Tydelii.

7769790006581780000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

… pomysł na niesamowicie krótką powieść z narracją trzecioosobową pod roboczym tytułem „Kronika taka Patataka” wprowadzającą ewentualnego czytelnika (ewentualnie czytelniczkę) w błąd przy nieuważnej/dość pobieżnej lekturze. Już na początku pierwszego rozdziału głównemu bohaterowi ucieka z mieszkania czarny kot. Rwana akcja plus nielogiczność wątków w dalszych rozdziałach, drobne przesunięcia akcentów, niedwuznaczne sugerowanie umaszczenia (rozsypane rodzynki, przecenione pomarańcze, rdza, itp.), wszystko to sprawia, że gdy w ostatnim rozdziale wraca do autora nie kot, a pies, do tego rudy i to z naderwanym uchem, ewentualny czytelnik/czytelniczka niczego nie zauważa.

8015687004359600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Polski napastnik opowiedział również, jak o mało nie zostałby piłkarzem Blackburn. Mógł tam trafić zamiast do Borussii Dortmund, co mogłoby zupełnie inaczej ukierunkować jego karierę. – Nie mogłem lecieć do Blackburn z powodu wybuchu wulkanu (Eyjafjallajokull – przyp. red), ale chciałem tam polecieć, aby zobaczyć co to za klub, bo nie wiedziałem, dokąd się wybieram. Gdybym tam poleciał, zdecydowałbym, który klub był dla mnie najlepszy. Nie mogłem polecieć, ale i tak muszę przyznać, że Blackburn było moim zespołem drugiego wyboru. Ale może gdybym zobaczył miejsca, stadion, porozmawiał z ludźmi, stałby się pierwszym – wspomina Lewandowski”.

 


Początkowo planowałem pozostawić bez komentarza, lecz w porę pomyślałem sobie, że jak zwykle nie zostanę zrozumiany. Otóż jest w tym jakieś piękno, harmonia, dostrzegamy (jeśli tylko potrafimy dostrzec) magiczną moc przypadku, ingerencję brutalnych sił natury w zaplanowane, konsekwentne WYSTARCZY!

Aha, i ten cudowny (mimo że bez kropek) przyp. red.

170623807298553000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Gromadzi cudze fotografie, cudze, ale tylko do pewnego stopnia, właściwie rzecz ujmując, jest to cudzość już przeżyta, cudzość oswojona. No tak. Już gdzieś to kiedyś widział. Musiało mu się przecież rzucić wcześniej w oczy… Ulica w Skopje albo w Berlinie, ale dla niego jest to Sienna lub Górczewska, obrazy wywołujące z pamięci inne obrazy; opuszczone place zabaw, odrapane filary wiaduktów, huśtawki, windy, śmieci, garaże, przytulne blokowiska, plaże jak tamte plaże, psy przypominające mu inne psy biegnące ukosem, żółte trawniki, balkony, twarze, przejścia pod ścianami.
Pragnął nie zapominać. Pragnął zgromadzić wszystko.

105451312200418000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

paluszki

 

Późną nocą kompulsywne przeglądanie portali. Wyposażony w dzban kawy, herbatniki i paluszki podążam za największymi bzdurami, które (taką mam nadzieję) doprowadzą mnie do świtu. Przeszedłem przez gąszcz testów. Przeprawiłem się przez morze quizów. Ściągnąłem nawet skarpetkę, tylko po to by przekonać się, co kształt prawej stopy zdradza na temat mojej osobowości.

 

„Płomienna stopa” albo „stopa Greka” – tak bywają określane stopy u ludzi, których drugi palec jest najdłuższy. Posiadacze tego typu stóp bywają impulsywni i wybuchowi. Nie oznacza to oczywiście, że trzeba chodzić wokół nich na paluszkach. Należy jednak mieć na uwadze, że to ich cecha charakteru i przesadnie nie brać sobie do serca ich kąśliwych uwag.

15385139106431700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

brzytwa Ochmonka

.

Za dużo go tutaj, kiedy tam nie ma go wcale. Jakby chciał temu nieustannie zaprzeczać, jakby mogło pomóc. Chwyta się tego, jak ostatniej brzytwy ratunku.


„Wszystko, co zostało powiedziane, okazuje się od razu, czy nieco później, bez sensu, to wszakże nie żadna zbrodnia, powiedział, jeśli mówi się o tym z przekonaniem, z najbardziej niewiarygodną zapalczywością, do jakiej jesteśmy zdolni. To, co myślimy, chcemy też powiedzieć, powiedział Reger, i w gruncie rzeczy nie zaznamy spokoju, dopóki tego nie powiemy, kiedy milczymy, dusimy się tym. Ludzkość dawno by się już udusiła, gdyby musiała przemilczać pomyślany na przestrzeni jej historii bezsens, każdy, kto zbyt długo milczy, dusi się tym, również ludzkość nie może zbyt długo milczeć, wtedy bowiem dusi się, nawet jeśli bez sensu jest wszystko, co wymyśli pojedynczy człowiek, co wymyśli ludzkość, jak również to, co pojedynczy człowiek kiedykolwiek w życiu wymyślił, to, co ludzkość kiedykolwiek wymyśliła”.

Thomas Bernhard, Dawni mistrzowie, tłum. Marek Kędzierski