267605971064280000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

ziarno

 

Pewien człowiek bez skazy, lat 59, pracownik wielu instytutów, bogobojny i sumienny, który w swoim życiu kierował się zawsze ale to zawsze zasadami, obudził się obok żony zlany potem. Po raz drugi w tym tygodniu przyśniła mu się jego pierwsza miłość.

I znowu śniła mu się oddalona przez swe kompetencje, tym razem pianistyczne, oto była wybitną wirtuozką ćwiczącą po wiele godzin dziennie; to granie, wygrywanie, nieustanne powtarzanie skomplikowanych melodii pochłaniało ją całkowicie, i opowiadał mu o tym jeden z nielubianych pracowników, a on żałował, iż ją niegdyś utracił, nie dorastam jej do pięt, myślał we śnie i przypominał sobie z rozrzewnieniem jej piękne chropowate pięty. Zapis nutowy oglądany zza jej pleców wydawał się być upstrzony ptasimi odchodami.

Następnego wieczoru, kiedy po całodniowym namyśle postanowił w końcu zwierzyć się żonie ze swego zboczenia, ta, w ramach rewanżu za szczerość, zaoferowała się wymasować mu plecy.

Podczas tego zabiegu wykryła na jego plecach umieszczony dokładnie na linii kręgosłupa, ściśle mówiąc na odcinku lędźwiowym, niepokojący ni to pieprzyk, ni czyrak, znamię wielkości ziarnka grochu o żółtawym zabarwieniu. Po dokładnych (uwzględniających macanie, ściskanie, ugniatanie, itp.) oględzinach, zaczęła zastanawiać się głośno nad jego pochodzeniem, rozważała na głos wszystkie za i przeciw, tworzyła rozbudowane opowieści, historiozofie, a nawet teorie spiskowe dotyczące tego kuriozum. Raz był to nieusunięty w porę kleszcz (zamierzała nawet, ku jego zgorszeniu, zabrać się zaraz za jego usuwanie), raz początkowe stadium raka, a raz (ta teoria najbardziej przypadła mu do gustu) było to tajemne połączenie a la Twin Peaks, kontakt, gniazdko, punkt wejściowy, do którego w trakcie snu podłączana była przez Obcych skomplikowana aparatura szpiegowska.

 

Reklamy