5605042352914730000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Lekcja historii

 

Musimy pamiętać, że to właśnie Chińczycy pierwsi poważnie potraktowali Księżyc. Co prawda Amerykanie, ach ci rozpanoszeni Amerykanie!, umieścili tam wcześniej swoich dwunastu apostołów, ale żaden z nich – proszę zauważyć, żaden! – nie zainteresował się jego ciemną stroną. Łazili, zostawiali ślady, wbijali chorągiewki – lecz wszystko to w pełnym słońcu,  żadnemu z nich nie przyszło nawet do głowy zajrzeć za podszewkę. Amerykanie… no cóż, ich zawsze interesowało tylko to, co popularne; popcorn, popkultura, biblia, gwiezdne wojny, nie chcę się rozwodzić. Dość powiedzieć, że na patrona swej misji wybrali bufona i zawistnika, błękitnookiego Apollo…
Co innego Chińczycy! – oni zawsze twardo stąpali po ziemi, na zimno i bez emocji podchodzili do zagadnienia; kropla drąży kamień, kompas, papier, czarny proch… długo by o tym mówić. Tylko oni (chciałoby się powiedzieć – tylko my) mogli z tak chłodną głową potraktować gościa. Bo czym był dotąd Księżyc jeśli nie smutnym gościem, niezgrabą z tym samym obliczem, do cna zawiedzionym ludzką ignorancją? Wszyscy zadowalali się tym co widoczne, nikt, absolutnie nikt, nie interesował się całością…
Dzisiaj, kiedy doskonale wiemy, że wszystko ma swoją ciemną i jasną stronę, kiedy mieszkamy na Marsie, w wolnych chwilach podróżujemy do gwiazd, kiedy udało nam się jak cytrynę wycisnąć ciemną materię, musimy pamiętać, że zawdzięczamy to właśnie Chińczykom, ich dociekliwości, ich przenikliwości, ich Nefrytowemu Królikowi – i, co najważniejsze – bogini Chang’e.

 

Reklamy