11449921622079700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

23 czerwca

Po południu z trudem wydobyłem się z typowego dla mnie snu, w którym biegałem od przystanku do przystanku, gorączkowo przeliczając monety, by uzyskać sumę wymaganą do zakupu biletu komunikacji miejskiej.

Wcześniej obserwacja spektaklu z krawędzi teatralnej sceny. Posiadałem ciało przystojnego młodzieńca i tuliłem się do dziewczyny lub chłopaka, nie wiedząc, że jestem obserwowany przez widownię. Po spektaklu rozmowa z dyrektorką teatru o postępach w nauce angielskiego jej córki, która kończy studia. Poleciłem jej jeden słownik.

Ostatnio zwróciła moją uwagę wzmożona popularność zwrotu „tyle że” wśród wyższej narcystycznej klasy krytycznoliterackiej w Polsce.

Nie uszło mojej uwagi również to, że w reprezentacji Szwecji występuje Ekdal.

Jaki Ekdal? Właśnie, jaki Ekdal? Stary czy młody Ekdal?

Reklamy

10272884749181800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

sen zrozumiały

 

We śnie dziennym sala wykładowa przypominająca salę katechetyczną z podstawówki. Odwieszam palto na jedyny zapchany wieszak, bardzo stary, charakterystyczny, zwieńczony powyginanymi w różne strony drewnianymi rączkami od parasolek, i natychmiast szukam sobie miejsca, ponieważ pani profesor już czeka aż wszyscy usiądą. Znajduję takie od razu, w ostatnim rzędzie, na brzegu niskiej topornej ławki bez oparcia, obok znanej mi tylko z widzenia, rzadko pojawiającej się na wykładach osoby. I natychmiast rozlegają się dźwięki piosenki*. Początkowo wszyscy, wyłączając panią profesor, są zaskoczeni i skonfundowani, nikt nie potrafi doszukać się źródła, każdy sprawdza pod blatem czy to przypadkiem nie jego ajpod, ale nie, dźwięki dochodzą niezależnie, od zewnątrz, i co najważniejsze, z czasem zaczynają podobać się wszystkim obecnym, wywołując na ich twarzach, nie wyłączając twarzy pani profesor, uśmiech zrozumienia.

 

*słuchałem w zapętleniu całej płyty Ani podczas tego snu

 

27745922289305700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

sen gipsowy, 30 grudnia 2017, 03-04

 

We śnie kroczę uliczką Ł., dzierżąc kilkunastokilogramową torbę z gipsem. Mam ochotę na ptysie, dlatego na ścianie jednej z kamienic, pod którą tkwi dwóch mężczyzn, znajduję kran i wpuszczam do torby wodę pod wysokim ciśnieniem. Mężczyźni patrzą na to z przerażeniem. Zaczynają tłumaczyć, że miałem szczęście, iż torba nie eksplodowała, że tak nie powinno się robić. Ja też, puszczając wodę, odniosłem wrażenie, że popełniam błąd, mówię mężczyznom. Teraz, zamiast torby, mam przed sobą karton z ptysiami, którymi w nagrodę częstuję mężczyzn. Biorą po dwa.

 


rzadko miewałem w tym roku oryginalne sny, a tu proszę na koniec niespodzianka, prezent