10108265416152500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

22 listopada

Cieszy mnie nowa kolorystyka strony.

 

24 listopada

Dowiedziałem się niedawno, że w pewnym polskim banku zliczane są uśmiechy; i to zarówno klientów, jak i pracowników. Jeden uśmiech klienta to grosz dla potrzebujących, pracownik swoje punkty zgromadzone za uśmiechy może wymienić na nagrody.  Stanowiska obsługi wyposażone w najnowsze rozwiązania technologiczne pozwalające zliczać uśmiechy oznaczone są żółtym balonem.

W związku z powyższym przypomniałem sobie sen, jaki miałem w marcu 2017 roku.

 

26 listopada

Kilka dodatkowych słów w celu zachowania porządku.

911461723979229000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

14930352

We śnie w delcie Misisipi, największej rzeki świata, do źródeł której raz do roku spływają wszystkie oceany. W tej złotej godzinie jesteśmy błyszczącą kroplą wody na szczycie wiktoriańskiego wodospadu mogącą niejako z góry obserwować ten cykliczny i fascynujący proces – głos lektora, monotonny, usypiający, przywodzi mi na myśl stare pocztówki odnalezione dawno temu zapomniane. I rzeczywiście, krajobraz, który teraz się wyłania, po części pustynny, po części brunatnawy, ma w sobie coś średniowiecznego, antypatycznego, przedpotopowego.

via sen lektorski — The Dreamberries

3573738143885560000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

pierwszy stopień

 

Zauważyłem, że nie ma we mnie zupełnie ciekawości ludzi. Zupełnie mnie nie interesują. Wczoraj, przed zaśnięciem, przypomniałem sobie szereg sytuacji (uszeregowanych w szereg) takich jak; jazda samochodem z nieznajomą osobą (ktoś znany komuś, kogo znam, z kim muszę gdzieś dojechać), kilkudziesięciominutowe przebywanie z kimś sam na sam we wspólnym pomieszczeniu (na przykład w poczekalni u wszystko jedno kogo), a także inne tego typu, najczęściej jednak spod znaku tzw. towarzysz podróży. We wszystkich tego typu sytuacjach dobrze wychowany człowiek skazany na czasowe towarzystwo innego człowieka zapytałby tego drugiego o coś, o cokolwiek, zainteresowałby się jego losem, normalnie, grzecznościowo, po ludzku, a ja nie pytałem. Nie pytałem, ponieważ wcale mnie to nie interesowało. Zazwyczaj zapadało tak zwane kłopotliwe milczenie.

Zastanawiając się nad tym fenomenem, doszedłem w końcu do wniosku, iż nie pytałem z dwóch podstawowych powodów: po pierwsze – ich historie byłyby historiami typowymi, mogącymi przydarzyć się dowolnie wybranej osobie (rozrzut statystyczny), a to, że my znaleźliśmy się dokładnie w jednym miejscu i czasie, nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia, po drugie – nie pytałem, ponieważ wiedziałem, iż każde moje pytanie byłoby fałszywe, nie zadawałem pytań ponieważ przeczuwałem, że już po pierwszym zadanym pytaniu wylezie na wierzch fałsz zadającego pytanie, bo przecież widać od razu, że nie ma we mnie zupełnie ciekawości ludzi.