8136852450949970000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Mądrość ludowa przestrzega przed opowiadaniem snów rano na czczo. Taki przebudzony pozostaje w rzeczywistości jeszcze pod czarem snu. Mycie wydobywa na światło dzienne tylko powierzchnię ciała i jego widoczne funkcje motoryczne, gdy tymczasem w głębszych warstwach także podczas ablucji w świetle poranka trwa szara pomroka snu, a nawet umacnia się w samotności pierwszej godziny po przebudzeniu. Kto się obawia spotkania z dniem – czy to z lęku przed ludźmi, czy ze względu na wewnętrzne skupienie – temu nie chce się jeść i rezygnuje ze śniadania. W ten sposób unika przeskoku między światem nocnym a dziennym. Przezorność, którą usprawiedliwia tylko przetopienie snu w skupioną pracę poranną, jeśli nie modlitwę, inaczej bowiem prowadzi do mnożenia rytmów życia. Opowiadanie snu w takim nastroju jest fatalne, bo człowiek, w połowie zaprzysiężony jeszcze światu snu, zdradza ten świat w swoich słowach i musi oczekiwać jego zemsty. Mówiąc nowocześniej: zdradza siebie. Porzucił ochronę w postaci śniącej naiwności i odsłania się, gdy bez zastanowienia opowiada swoje widzenie senne. Tylko bowiem z innego brzegu, od strony jasnego dnia, można podjąć sen z perspektywy poddanego namysłowi wspomnienia. Tę przeciwległą stronę snu można osiągnąć tylko w oczyszczeniu, analogicznym do ablucji, lecz zupełnie od niej odmiennym. Następuje ono przez żołądek. Na czczo człowiek mówi o śnie, jakby mówił przez sen.

Walter Benjamin, Ulica jednokierunkowa, tłum. Bogdan Baran

Pośród niezliczonych opozycyjnych wobec Freuda teorii na temat funkcji marzenia sennego jedna wydaje się szczególnie bliska wizji Schulza. Jej autorzy, Francis Crick i Graeme Mitchison, przekonują, że zadaniem marzeń sennych jest oczyszczanie mózgu z niepotrzebnych wspomnień. Ściśle mówiąc: funkcją snu jest „usunięcie pewnych niepożądanych modeli interakcji w połączeniach komórek kory mózgowej.
Twierdzimy – piszą naukowcy – że dokonuje się to w fazie REM dzięki mechanizmowi oduczania, żeby ślad nieświadomego snu w mózgu został osłabiony, a nie wzmocniony przez ten sen”. Z teorii tej wynika, że wszystko to, co nam się śni, jest przeznaczone do wymazania z pamięci – i w akcie śnienia skutecznie wymazywane. „Śnimy po to, żeby zapomnieć” – utrzymują Crick i Mitchison. W przeciwnym razie mózg byłby przeładowany i działałby wadliwie. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest całkowita nieprzydatność, a wręcz szkodliwość wszelkich prób interpretacji czy choćby tylko zapamiętywania snów. Starając się zapamiętać to, o czym powinniśmy zapomnieć, narażamy się, zdaniem autorów, na poważne zaburzenia psychiczne.

Wojciech Owczarski: Schulz i sny (Schulz Forum 1)