1243234459734380000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

beż

Nie wychowałem sobie rodziców. Nie potrafiłem, nie umiałem, a teraz jest już za późno. W pewnym wieku na wszystko jest za późno, nic już nie dociera. Na przykład matka. Ile razy nie zwróciłem jej uwagi, że takie wzdychanie, wymawianie imienia boga nadaremno, tylko pogarsza sprawę, irytuje. Matka robi to specjalnie i chyba zdaje sobie sprawę jaki wpływ ma takie zachowanie na moje samopoczucie, lecz mimo to, a może właśnie dlatego, dzień w dzień powtarza ten rytuał aż do znudzenia. Opierdol mnie, ale wytłumacz za co mnie opierdalasz, co ci się we mnie nie podoba?, może zrobiłem coś głupiego?, popełniłem jakiś błąd? – takie słowa powinienem był skierować do matki już na wstępie, kiedy zachowała się w ten sposób po raz pierwszy. Być może nawet skierowałem, nie pamiętam. Teraz nie ma to najmniejszego znaczenia.

Zapewne była tylko emanacją tego, co ją otacza, ja zaś byłem jej emanacją pozbawioną racji z powodu podwójnej emanacji – próbuję sobie budować tego typu piętrowe uzasadnienia, żeby nie oszaleć. Oboje byliśmy słabi – każde na swój sposób. A ojciec? Wycinał równo z trawą wszystko, co według niego nie mieściło się w normie. Powinienem był usiąść z nim choć raz i spróbować przetłumaczyć. Zobacz tato, to jest twoja przeszłość, a tutaj, na tej grządce, może wzrastać coś nowego. Wiem, że to trudne.

Domki blade, przed którymi nie potrafię się bronić, które pojawiają się codziennie dokoła i każą na siebie patrzeć, zwielokrotnione domki blade wykrzywiające przestrzeń, mieszające czas. Pewnego dnia, kiedy oglądali telewizję, kiedy siedzieli na kanapie wpatrzeni w ekran telewizora, zrozumiałem, co tak naprawdę jest powodem mojej irytacji. Ręka matki, jej prawa ręka, już od dłuższego czasu, niepostrzeżenie dla mnie, zaczęła wykonywać kwadratowe ruchy, zupełnie jak Rosie, robot-gosposia z domu Jetsonów. Ręka matki nabrała robotycznych ruchów, a ja nie potrafiłem się z tym pogodzić.

 

19401589591466800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Trostka

dla T.


“Listening to coughs all day is kind of disgusting,” she said.

Prześcieradło najlepiej jest składać w samotności, Anna radzi, żeby prześcieradło służyło należycie, trzeba przede wszystkim dopasować jego rozmiar do swojego materaca w łóżku […], [prześcieradło] zapewni spokojny sen, niezakłócony podwijaniem się materiału. To prawda. Co jednak zrobić, gdy już nie ma śniącego, a dalej, co z tym prześcieradłem? Zostają jeszcze kapcie (wsuwane) i leki (Prednizolon, dwa opakowania), książki, pidżama, kubek (bez ucha), kołdra, ból, poduszka;

                              zostają […] myśli, i zostaje kaszel; tak jak nie można zapominać o kaszlu, tak samo nie możemy zapominać, i nie trzeba nam o tym przypominać, na każdym kroku przypominać o godzinach spędzanych przy łóżku (a ona, ona, ona, cóż biedna robić ma, nad gapą pochylona i śmieje się ha, ha). Kroki. Chodzenie od łóżka

do łóżka. Rozmowa,

………………………………..a raczej kłótnia,

                                                       nie zamierzam dwa razy powtarzać, nie za-mie-rzam (rozmowa przeradzająca się w kłótnię), nie mogę, nie będę powtarzać. Trzy miesiące obrazy, odrazy, niemal sto dni gotowości. Zostaje pot (nie mam siły płakać), zostają wymazy; najgorsze są chwile słabości; w chwilach słabości, A jesteśmy słabi, odsłaniamy wszystkie newralgiczne punkty.

Mendelssohn-Bartholdy Mendelssohn Mendelssohn-Bartholdy

Na pogrzebie (tego typu pogrzebie) nie możemy dopuścić, aby zawładnęła nami otoczka pogrzebu, rytuały, za pomocą których zupełnie obcy nam ludzie próbują wykorzystać ciało zmarłego (zmarłego, który przecież nie miał z tymi ludźmi nic wspólnego) do zaspokojenia swoich własnych, niecnych potrzeb. Zmarły nie chciał takiego pogrzebu, a otrzymał właśnie taki pogrzeb – czyż to nie ironia losu? I teraz A; Jak się mamy zachować?, nie iść na pogrzeb, czy też iść, by odbębnić historię? nie wiem. A może posłać coś z roślinności?  Na dłuższą metę zawsze jestem nie do wytrzymania. To twoje włączanie/wyłączanie światła. Pyknij no mi jeszcze raz! Czy nie powinnam go teraz jeszcze bardziej wymazywać?, czy też inaczej?, bariera z kotar, konarów, koców, tego, co pod ręką mam? […] Wymagał nieustannej uwagi uwagi, nieustającej troski, naturalnie, w dzisiejszych czasach, to nie do pomyślenia, dwudziestoczterogodzinna uwaga, takaż troska, dzwoneczek, którym przywoływał mnie do porządku. Coś mu jednak obiecałam. Do wszystkiego dodajesz mąkę! Zgrrromadzeni, brrracia i siostrrry, następnie modły, modły, modły, i dalej w tym tonie.

792678115667630000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

wykopanie


Pamiętam ojca stojącego na bramce, półlitrowa butelka wody mineralnej leżąca u jego stóp. Evita. Przyleciał z Polski wprost na moje siódme urodziny. Prosto z Polski i od razu na boisko. Żeby nie było: o ojcu mam jedynie mętne wyobrażenie, tyle mogę powiedzieć, najpierw związał się z brutalnością matki, potem spłodził mnie, a na koniec nie potrafił obronić mnie przed brutalnością matki. Moja matka była brutalną osobą, jednak ojciec nie pozostaje bez winy. Wielka bezsporna wina ojca płodzącego syna. Strzał po ziemi, wszystko jedno w który róg. Płasko. Wystarczało trącić piłkę, byle po ziemi, obojętnie w który. Chłopaki z a natychmiast wyczuli słaby punkt i trzymali się tego aż do końca. Ojca niemal nie pamiętam. Ponieważ obaj jesteśmy wycofani, nigdy się nie spotkamy. Gała. Przewrotka. Gleba. Okienko! Zmięta kurtka dyndająca na poprzeczce. O ojcu mam jedynie jak najgorsze wyobrażenie, dlaczego, ponieważ stracił dla mnie zainteresowanie, ojca mógłbym po prostu rozszarpać, ot tak, na strzę py, i nie zrobiłoby to na nim najmniejszego wrażenia, teraz, wyobrażam to sobie teraz: ja stojący nagle nad strzępami ojca, czy nie byłoby to nawet zabawne? Lubił żartować. Gry słowne, w których mnie szkolił. Więcej nie pamiętam. No, może poza tamtym epizodem; stał wtedy na balkonie, po drugiej stronie balustrady, wykłócał się z matką. Proszę sobie wyobrazić dziecko, które dzień w dzień narażone jest na niepewność, które nie znajduje oparcia ani w ojcu, ani w matce; ojciec, cherlawy, niewysportowany, i matka, ach matka, szkoda słów. Ojca nadal nie pamiętam. Nie pamiętam i nie żałuję. Ojciec stał się dla mnie synonimem nieszczęścia.